Miesiące presji: Jak rodzina zmusiła mnie do wybaczenia zdrady Szymona i co wtedy odkryłam o sobie

– Znowu wróciłaś późno, Grażyna. – Głos Szymona odbił się echem w pustym salonie, kiedy zamknęłam za sobą drzwi. W jego tonie nie było już czułości, tylko zmęczenie i coś, co przypominało wyrzut. – Pracowałam, Szymon. Ktoś musi utrzymać ten dom, skoro ty masz teraz tyle „ważnych spraw” poza nim – odpowiedziałam, nie patrząc mu w oczy. Wiedziałam, że znowu kłamie. Wiedziałam, że ta jego „ważna sprawa” ma na imię Marta i że to z nią spędzał wieczory, kiedy ja walczyłam z rachunkami i samotnością.

Mama zadzwoniła tego samego wieczoru. – Grażynko, nie możesz być taka uparta. Każdemu może się zdarzyć błąd. Szymon żałuje, mówił mi to. Dla dzieci, dla rodziny… wybacz mu. – Jej głos był miękki, pełen troski, ale i nacisku, którego nie potrafiłam już znieść. – Mamo, a co ze mną? – zapytałam cicho. – Czy ja się jeszcze liczę w tej układance?

Teściowa była jeszcze bardziej stanowcza. – Grażyna, kobieta powinna umieć przebaczać. Mój mąż też nie był święty, a jednak jesteśmy razem już czterdzieści lat. Rodzina to świętość. – Słuchałam jej, czując, jak coś we mnie pęka. Czy naprawdę mam być jak ona? Czy mam udawać, że nic się nie stało, tylko po to, żeby nie być sama?

Każdego dnia czułam coraz większy ciężar. Szymon próbował się starać – przynosił kwiaty, gotował kolacje, czasem nawet przytulał mnie w nocy, jakby nic się nie wydarzyło. Ale ja nie mogłam zapomnieć. Widziałam Martę wszędzie – w jego spojrzeniu, w zapachu jego koszuli, w ciszy, która zapadała między nami. Próbowałam rozmawiać z Szymonem, ale on tylko powtarzał: – To był błąd, Grażyna. Przysięgam, że to się nie powtórzy. Kocham cię. – Ale czy można kochać i zdradzać jednocześnie?

Najgorzej było w niedzielę, kiedy cała rodzina zasiadała do obiadu. Mama z teściową wymieniały porozumiewawcze spojrzenia, dzieci bawiły się w swoim pokoju, a ja czułam się jak aktorka w kiepskim spektaklu. – Grażynko, zrób coś z tą swoją miną, dzieci patrzą – szepnęła mama, kiedy nakładałam ziemniaki na talerze. – Nie chcę udawać, mamo – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby. – Nie chcę być jak ty.

Wieczorami płakałam w łazience, żeby dzieci nie słyszały. Przeglądałam się w lustrze i nie poznawałam kobiety, którą widziałam. Gdzie podziała się ta silna, pewna siebie Grażyna, która kiedyś wierzyła, że zasługuje na szczęście? Czy naprawdę jestem tylko żoną i matką, która ma wybaczać dla świętego spokoju?

Pewnego dnia, kiedy wróciłam z pracy, Szymon czekał na mnie z bukietem tulipanów. – Grażyna, proszę cię, zacznijmy od nowa. Dla dzieci, dla nas. – Spojrzałam na niego i poczułam, że nie mam już siły walczyć. – Szymon, a co jeśli ja już nie potrafię? Co jeśli ta rana nigdy się nie zagoi? – zapytałam, a on spuścił wzrok. – Próbujmy, Grażyna. Próbujmy razem. – Ale ja już nie chciałam próbować. Chciałam tylko być wolna od tego ciężaru.

Zadzwoniłam do przyjaciółki, Magdy. – Grażyna, nie musisz niczego wybaczać, jeśli nie czujesz, że to jest dla ciebie dobre. Masz prawo być szczęśliwa. – Jej słowa były jak powiew świeżego powietrza. Po raz pierwszy od miesięcy poczułam, że ktoś mnie rozumie.

Następnego dnia spakowałam walizkę. – Dokąd idziesz? – zapytał Szymon, widząc mnie w przedpokoju. – Do Magdy. Muszę odpocząć, przemyśleć wszystko. – Ale dzieci… – Dzieci zostają z tobą. Ja muszę zadbać o siebie, Szymon. – W jego oczach zobaczyłam strach i złość, ale nie zatrzymał mnie.

U Magdy mogłam w końcu oddychać. Rozmawiałyśmy godzinami o wszystkim – o moich lękach, o tym, jak bardzo boję się samotności, o tym, jak bardzo nie chcę być jak moja mama czy teściowa. – Grażyna, nie jesteś sama. Masz mnie, masz siebie. – Jej słowa były jak balsam na moją duszę.

Po tygodniu wróciłam do domu. Szymon czekał na mnie w kuchni. – Grażyna, przepraszam. Wiem, że cię zraniłem. Ale nie chcę cię stracić. – Spojrzałam na niego i poczułam, że coś się we mnie zmieniło. – Szymon, ja już nie chcę żyć w kłamstwie. Nie chcę być kobietą, która wybacza tylko dlatego, że tak trzeba. Chcę być kobietą, która szanuje siebie.

Rozwód był trudny. Mama płakała, teściowa nie odzywała się do mnie przez miesiące. Dzieci płakały, kiedy wyprowadzałam się do nowego mieszkania. Ale z każdym dniem czułam się coraz silniejsza. Zaczęłam chodzić na terapię, zapisałam się na jogę, zaczęłam spotykać się z ludźmi, którzy mnie rozumieli.

Dziś, kiedy patrzę w lustro, widzę kobietę, która przeszła przez piekło, ale się nie poddała. Wiem, że nie jestem już tą samą Grażyną, co kiedyś. Jestem silniejsza, mądrzejsza, bardziej świadoma siebie. Czy żałuję? Czasem, kiedy dzieci pytają, dlaczego nie mieszkamy już razem, serce mi pęka. Ale wiem, że zrobiłam to, co było dla mnie najlepsze.

Czy naprawdę musimy wybaczać wszystko, tylko dlatego, że tak chce rodzina? Czy szczęście kobiety zawsze musi być na końcu listy? Może czas, żebyśmy zaczęły myśleć o sobie – i przestały się bać.