Nie taki książę, jakiego oczekiwałam: Historia o miłości, rozczarowaniu i sile, by zacząć od nowa

– Zuzka, nie przesadzaj, przecież nic się nie stało! – głos Marka odbił się echem w mojej głowie, kiedy stałam w kuchni, trzymając w dłoniach jego telefon. Wiadomość od tej dziewczyny – Pauliny – była jasna: „Tęsknię za Tobą. Kiedy znowu się zobaczymy?”

Zamarłam. Przez chwilę miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Wpatrywałam się w ekran, próbując zrozumieć, czy to, co widzę, jest prawdą. Serce waliło mi jak oszalałe, a w gardle czułam gulę, która nie pozwalała mi oddychać. Marek wszedł do kuchni, zobaczył moją minę i od razu wiedział, że coś jest nie tak.

– Z kim piszesz? – zapytałam, starając się, by mój głos nie drżał.

– Z koleżanką z pracy. Przesadzasz, Zuzka. – Jego ton był chłodny, jakby to ja zrobiła coś złego.

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. W jego oczach nie widziałam już czułości, którą znałam z początków naszego związku. Zamiast tego pojawiła się irytacja, zniecierpliwienie. Poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg.

Wróciłam myślami do dnia, kiedy go poznałam. Było lato, ciepły wieczór, siedziałam z przyjaciółkami w kawiarni na Nowym Świecie. Marek podszedł do nas z uśmiechem, który rozświetlił cały lokal. Był czarujący, dowcipny, a jego spojrzenie sprawiało, że czułam się wyjątkowa. Wtedy wydawało mi się, że to właśnie on jest tym księciem z bajki, na którego czekałam całe życie.

Nasze początki były jak z filmu. Długie spacery po Starym Mieście, spontaniczne wyjazdy nad morze, śniadania do łóżka w niedzielne poranki. Marek potrafił rozśmieszyć mnie do łez, a jednocześnie był opiekuńczy i czuły. Moja mama powtarzała: „Zuzia, uważaj, żebyś nie straciła głowy.” Ale ja już ją straciłam. Zakochałam się bez pamięci.

Z czasem jednak coś zaczęło się zmieniać. Marek coraz częściej wracał późno z pracy, był rozdrażniony, unikał rozmów. Gdy pytałam, co się dzieje, zbywał mnie krótkimi odpowiedziami. Zaczęłam czuć się niewidzialna, jakbyśmy żyli obok siebie, a nie razem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to dopiero początek końca.

Tamtego wieczoru, kiedy odkryłam wiadomość od Pauliny, świat mi się zawalił. Próbowałam rozmawiać z Markiem, prosiłam o szczerość, ale on tylko wzruszał ramionami. „Przesadzasz, Zuzka. Nic się nie dzieje. To tylko koleżanka.”

Nie spałam całą noc. W głowie kłębiły mi się myśli: może rzeczywiście przesadzam? Może jestem zbyt zazdrosna? Ale intuicja podpowiadała mi, że coś jest nie tak. Następnego dnia zadzwoniłam do mojej siostry, Magdy.

– Zuzia, nie możesz tego tak zostawić. Musisz z nim porozmawiać, postawić sprawę jasno – powiedziała stanowczo. – Nie pozwól, żeby ktoś cię tak traktował.

Zebrałam się na odwagę. Wieczorem usiedliśmy w salonie. – Marek, powiedz mi prawdę. Czy coś was łączy?

Zamilkł. Przez chwilę patrzył w podłogę, potem westchnął. – Zuzka, nie wiem, co się ze mną dzieje. Może to kryzys, może potrzebuję czegoś nowego…

Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. – Czyli mnie już nie kochasz?

– To nie tak… Po prostu… – urwał, nie potrafiąc dokończyć.

Wybiegłam z mieszkania, nie zabierając nawet kurtki. Sierpniowy wieczór był chłodny, ale nie czułam zimna. Szłam bez celu, łzy spływały mi po policzkach. W głowie miałam tylko jedno pytanie: dlaczego?

Przez kolejne dni Marek próbował się ze mną kontaktować, tłumaczył się, przepraszał. Ale ja już wiedziałam, że nie potrafię mu zaufać. Zaczęły się rodzinne awantury. Mama nie mogła zrozumieć, dlaczego chcę odejść. – Zuzia, każdy ma kryzysy. Może powinniście spróbować terapii? – mówiła, patrząc na mnie ze łzami w oczach.

Ojciec był bardziej stanowczy. – Jeśli facet cię nie szanuje, nie ma o czym mówić. Szkoda życia, córciu.

Czułam się rozdarta. Z jednej strony kochałam Marka, z drugiej – nie chciałam być tą, która przymyka oczy na zdradę. Przez kilka tygodni żyłam jak w zawieszeniu. Praca przestała mnie cieszyć, spotkania z przyjaciółmi były udręką. Każdy pytał: „Co u was?” – a ja nie potrafiłam odpowiedzieć.

Pewnego dnia, kiedy siedziałam sama w kawiarni, podeszła do mnie Paulina. Tak, ta Paulina. – Zuzanna? – zapytała niepewnie. – Musimy porozmawiać.

Serce zabiło mi mocniej. – O czym?

– O Marku. Nie wiedziałam, że jesteście razem. On mówił, że jest singlem. Przepraszam cię, naprawdę nie chciałam…

Patrzyłam na nią w milczeniu. Była młodsza ode mnie, wyglądała na zagubioną. W jej oczach widziałam szczerość. – To nie twoja wina – powiedziałam cicho. – On nas oszukał.

Po tej rozmowie poczułam ulgę. Zrozumiałam, że nie jestem winna temu, co się stało. To Marek zawiódł – nie tylko mnie, ale i ją. Wróciłam do domu i spakowałam jego rzeczy. Kiedy wrócił, czekała na niego walizka w przedpokoju.

– Zuzka, proszę…

– Nie. Nie chcę już słuchać twoich kłamstw. Zasługuję na coś lepszego.

Odszedł bez słowa. Przez kilka dni czułam pustkę, jakby ktoś wyrwał mi kawałek serca. Ale z każdym dniem było mi lżej. Zaczęłam spotykać się z przyjaciółkami, wróciłam do biegania, zapisałam się na kurs fotografii. Powoli odzyskiwałam siebie.

Mama długo nie mogła pogodzić się z moją decyzją. – Zuzia, jesteś pewna? Może jeszcze…

– Mamo, nie chcę żyć w kłamstwie. Chcę być szczęśliwa.

Minęły miesiące. Pewnego dnia, podczas spaceru po Łazienkach, spotkałam Pawła – kolegę z liceum. Zawsze był dla mnie tylko znajomym, ale teraz spojrzałam na niego inaczej. Rozmawialiśmy godzinami, śmialiśmy się, wspominaliśmy stare czasy. Poczułam, że znowu potrafię się uśmiechać.

Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Wiem tylko, że nie chcę już szukać księcia z bajki. Chcę być szczęśliwa sama ze sobą, a jeśli ktoś do mnie dołączy – to dobrze. Jeśli nie – też będzie dobrze.

Czasem zastanawiam się, ile kobiet tkwi w związkach, które je ranią, bo boją się być same. Czy naprawdę warto poświęcać siebie dla kogoś, kto nie potrafi nas docenić? Może czasem największą odwagą jest powiedzieć: „Zasługuję na więcej.” Co Wy o tym myślicie?