Myślałam, że mąż pracuje po godzinach dla nas. Dopiero sąsiadka otworzyła mi oczy…
– Pani Aniu, widziałam wczoraj pana Marka z jakąś kobietą na mieście. – Głos pani Haliny, mojej sąsiadki z naprzeciwka, brzmiał cicho, jakby bała się, że ściany nas podsłuchują. Zamarłam z kluczami w dłoni. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu.
– Z jaką kobietą? – zapytałam, choć w głębi duszy już wiedziałam, że nie chcę usłyszeć odpowiedzi.
– No… taką młodszą. Trzymali się za ręce. Myślałam, że pani wie…
Nie wiedziałam. Przez dwadzieścia dwa lata małżeństwa byłam pewna, że Marek jest moją opoką. Owszem, bywały ciche dni, bywały kłótnie o drobiazgi – o to, że znowu zostawił skarpetki na środku salonu albo zapomniał kupić mleka. Ale zawsze wracał do domu, całował mnie w czoło i mówił: „Dla nas się staram, Aniu. Jeszcze trochę i będziemy mogli odpocząć”.
Ostatnie miesiące były trudne. Marek coraz częściej wracał późno. Tłumaczył się nadgodzinami, nowym projektem w firmie. Czasem przynosił kwiaty, czasem czekoladki – jakby chciał wynagrodzić mi samotność. Gotowałam dla niego kolacje, czekałam przy stole, czasem zasypiałam z głową opartą o rękę. Mówiłam sobie: „To dla nas. Poświęca się, żebym miała spokój”.
Ale teraz… Teraz wszystko zaczęło pękać jak cienka skorupka jajka.
Przez cały dzień nie mogłam się skupić. W pracy myliłam dokumenty, zapomniałam o ważnym telefonie do klienta. W głowie wciąż słyszałam słowa Haliny: „Trzymali się za ręce”.
Wieczorem Marek wrócił jak zwykle po dwudziestej pierwszej. Pachniał obcymi perfumami. Uśmiechnął się do mnie zmęczony.
– Przepraszam, kochanie, znowu nadgodziny…
Patrzyłam na niego i czułam, jak narasta we mnie gniew i rozpacz.
– Marek… – zaczęłam drżącym głosem – Gdzie byłeś naprawdę?
Zamarł z widelcem w połowie drogi do ust.
– W pracy, przecież mówiłem…
– Halina widziała cię wczoraj z jakąś kobietą. Trzymaliście się za ręce.
Cisza była gęsta jak śmietana. Marek odłożył widelec. Przez chwilę patrzył na mnie pustym wzrokiem.
– Aniu… To nie tak…
– To jak? – przerwałam mu ostro. – Kto to jest?
Zaczął coś mamrotać o koleżance z pracy, o trudnym okresie, o tym, że potrzebował rozmowy… Ale ja już wiedziałam. Widziałam to w jego oczach – ten cień winy i strachu.
Wybiegłam z kuchni i zamknęłam się w łazience. Oparłam się o zimne kafelki i pozwoliłam łzom płynąć. W głowie miałam tysiące pytań: Od kiedy? Dlaczego? Czy to moja wina?
Przez kolejne dni Marek próbował mnie przekonać, że to nic nie znaczyło. Że był zmęczony, zagubiony, że potrzebował kogoś, kto go wysłucha. Że ja byłam zajęta pracą, domem, dziećmi…
Ale ja nie mogłam przestać myśleć o tej kobiecie. Kim była? Co miała takiego, czego ja nie miałam? Czy była młodsza? Ładniejsza? Bardziej wyrozumiała?
Zaczęły się ciche dni. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać. Dzieci – Ola i Bartek – wyczuły napięcie w domu. Ola próbowała mnie pocieszać:
– Mamo, może tata po prostu się pogubił? Może musicie porozmawiać?
Ale ja nie chciałam rozmawiać. Chciałam krzyczeć, płakać, rzucać talerzami o ścianę. Chciałam cofnąć czas.
Któregoś wieczoru Marek przyszedł do mnie do sypialni.
– Aniu… Przepraszam. Nie wiem, co się ze mną stało. Chcę to naprawić.
Patrzyłam na niego długo. Widziałam w nim człowieka zmęczonego życiem, zagubionego chłopca w ciele dorosłego mężczyzny.
– Dlaczego mi to zrobiłeś? – zapytałam cicho.
– Bałem się starości – wyszeptał. – Bałem się, że już nic dobrego nas nie czeka. Że wszystko jest przewidywalne… Chciałem poczuć się znowu młody.
Poczuć się młody… Za jaką cenę?
Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak współlokatorzy. Marek próbował się starać – pomagał w domu, kupował kwiaty bez okazji, zabierał mnie na spacery po parku. Ale ja nie potrafiłam mu zaufać.
W pracy zaczęli pytać mnie o powód mojego rozkojarzenia. Przyjaciółka zaprosiła mnie na kawę i powiedziała:
– Anka, musisz zdecydować: albo mu wybaczysz i spróbujecie od nowa, albo odejdziesz i zaczniesz żyć dla siebie.
Ale jak wybaczyć zdradę? Jak zaufać komuś, kto złamał ci serce?
Pewnego dnia Ola przyszła do mnie ze łzami w oczach.
– Mamo… Nie chcę, żebyście się rozstali.
Przytuliłam ją mocno.
– Kochanie… Czasem dorośli popełniają błędy. Ale muszą ponieść ich konsekwencje.
Wieczorem usiedliśmy z Markiem przy stole. Spojrzałam mu prosto w oczy.
– Marek… Nie wiem jeszcze, co zrobię. Potrzebuję czasu. Muszę nauczyć się żyć na nowo – albo z tobą, albo bez ciebie.
Zgodził się dać mi przestrzeń. Przez kolejne tygodnie chodziłam na długie spacery po lesie, rozmawiałam z przyjaciółkami, czytałam książki o przebaczeniu i odbudowie zaufania.
Nie wiem jeszcze, jak potoczy się nasze życie. Może uda nam się odbudować to, co straciliśmy – a może pójdziemy każdy w swoją stronę.
Czasem patrzę na Marka i pytam siebie: czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy warto walczyć o coś tylko dlatego, że trwało dwadzieścia dwa lata?
A wy… Co byście zrobili na moim miejscu? Czy można nauczyć się ufać od nowa?