Teściowa wprowadziła się bez zapowiedzi: Spakowałam walizki i zostawiłam wszystko za sobą
Drzwi trzasnęły tak głośno, że aż podskoczyłam. Stałam w przedpokoju z walizką w ręku, a mój sześcioletni syn, Filip, tulił się do mojej nogi. „Mamo, dlaczego płaczesz?” – zapytał cicho, patrząc na mnie wielkimi, brązowymi oczami. Nie potrafiłam odpowiedzieć. W głowie miałam tylko jedno: muszę uciec, zanim to wszystko mnie zniszczy.
Jeszcze miesiąc wcześniej byłam przekonana, że mam szczęśliwą rodzinę. Mój mąż, Paweł, był spokojnym, pracowitym człowiekiem. Mieszkaliśmy w trzypokojowym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Nie było luksusów, ale było nasze – pełne śmiechu Filipa, zapachu kawy o poranku i wspólnych wieczorów przy planszówkach. Wszystko zmieniło się w jeden piątkowy wieczór.
Wróciłam z pracy później niż zwykle. W kuchni siedziała moja teściowa, Danuta. Zawsze była chłodna, oschła, ale do tej pory trzymała się na dystans – mieszkała w Radomiu i widywaliśmy ją tylko na święta. Tym razem jej walizka stała już pod stołem.
– Co się dzieje? – zapytałam zdezorientowana.
Paweł nawet nie podniósł wzroku znad telefonu.
– Mama będzie z nami mieszkać – rzucił obojętnie.
– Jak to? Na jak długo?
Danuta spojrzała na mnie z wyższością.
– Na stałe. Sprzedałam mieszkanie w Radomiu. Tu jest bliżej do lekarzy i do was. Przecież nie zostawicie mnie samej.
Zatkało mnie. Nie było żadnej rozmowy, żadnej konsultacji. Po prostu postawiono mnie przed faktem dokonanym. Próbowałam rozmawiać z Pawłem jeszcze tego samego wieczoru.
– Paweł, przecież to nasze życie! Powinieneś był mi powiedzieć!
Wzruszył ramionami.
– Przesadzasz. Mama jest sama po śmierci taty. Musimy jej pomóc.
– Ale nie pytałeś mnie o zdanie!
– Bo wiedziałem, że będziesz robić problemy – odburknął i wyszedł do salonu.
Od tego dnia nic nie było już takie samo. Danuta przejęła kuchnię, zmieniła rozkład szafek, wyrzuciła moje ulubione kubki twierdząc, że są „obdrapane i brzydkie”. Zaczęła gotować obiady po swojemu – tłuste zupy i mięsa, których Filip nie lubił. Gdy próbowałam coś powiedzieć, słyszałam tylko:
– U mnie w domu zawsze się tak jadło! Dziecko musi jeść porządnie!
Paweł przestał się odzywać. Wracał późno z pracy, zamykał się w swoim świecie. Czułam się jak intruz we własnym domu. Najgorsze jednak przyszło później.
Pewnego dnia wróciłam wcześniej do domu – miałam migrenę i poprosiłam szefa o wolne. Usłyszałam rozmowę Danuty przez telefon:
– Ona całymi dniami siedzi w pracy, dziecko zaniedbane, Paweł sam wszystko robi… Ja tu muszę ogarniać cały dom! – żaliła się siostrze.
Zamarłam. To nie była prawda! Starałam się jak mogłam – gotowałam dla Filipa osobno, odrabiałam z nim lekcje, sprzątałam po nocach. Ale Danuta potrafiła wszystko przekręcić.
Wieczorem próbowałam porozmawiać z Pawłem.
– Twoja mama mówi wszystkim, że nic nie robię! – powiedziałam z płaczem.
Spojrzał na mnie chłodno.
– Może powinnaś się zastanowić nad sobą? Ostatnio rzeczywiście cię nie ma w domu.
Poczułam się zdradzona. Zaczęły się kłótnie o wszystko: o pranie (Danuta wrzucała moje rzeczy razem z brudnymi ścierkami), o wychowanie Filipa („Za dużo mu pozwalasz!”), o pieniądze („Marta wydaje na głupoty!”).
Pewnego wieczoru usłyszałam przez drzwi sypialni rozmowę Pawła z matką:
– Synku, ona cię nie szanuje. Ja bym takiego zachowania nie tolerowała.
– Wiem, mamo… Sam już nie wiem, co robić.
Łzy ciekły mi po policzkach. Czułam się osaczona i samotna jak nigdy wcześniej.
Kulminacja przyszła tydzień później. Filip miał urodziny – zaprosiłam moich rodziców i siostrę z rodziną. Danuta cały dzień chodziła naburmuszona, komentując pod nosem:
– Po co tyle ludzi? Po co tyle ciasta? Kto to będzie jadł?
W trakcie imprezy zaczęła publicznie krytykować moją mamę:
– Pani Halino, ja to bym wnuka tak nie rozpieszczała! U nas w rodzinie dzieci wiedziały swoje miejsce!
Moja mama pobladła ze wstydu. Siostra próbowała załagodzić sytuację żartem, ale atmosfera była napięta jak struna.
Po wyjściu gości Paweł wybuchł:
– Musisz się dogadać z moją matką! Nie będę wybierał między wami!
– Ale ona mnie niszczy! – krzyknęłam bezsilnie.
– Przesadzasz! – rzucił i wyszedł trzaskając drzwiami.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Filip przyszedł do mnie do łóżka i wtulił się we mnie.
– Mamo, dlaczego babcia jest dla ciebie niemiła?
Nie umiałam odpowiedzieć.
Następnego dnia Danuta przeszła samą siebie. Przyszłam do kuchni i zobaczyłam ją przeglądającą moje dokumenty.
– Co pani robi?!
– Sprawdzam rachunki. Paweł mówił, że ostatnio dużo wydajesz na kosmetyki i ubrania dla siebie zamiast dla dziecka!
Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Wieczorem Paweł wrócił do domu i od progu zaczął krzyczeć:
– Mama mówiła mi o twoich wydatkach! Myślisz tylko o sobie!
Nie wytrzymałam:
– To koniec! Albo ona się wyprowadza, albo ja!
Spojrzał na mnie zimno:
– Jak chcesz odejść – droga wolna.
Spakowałam walizkę w milczeniu. Filip płakał, ale wiedziałam, że muszę go zabrać ze sobą. Wyszliśmy w środku nocy do moich rodziców na Bielany.
Przez kolejne tygodnie Paweł dzwonił coraz rzadziej. Danuta rozpowiadała po rodzinie i sąsiadach niestworzone historie o mojej „nieodpowiedzialności” i „lenistwie”. Nawet moja kuzynka zadzwoniła zapytać: „Marta, co ty tam wyprawiasz?”
Czułam się upokorzona i zdradzona przez wszystkich najbliższych. Rodzice wspierali mnie jak mogli – mama gotowała moje ulubione pierogi ruskie, tata zabierał Filipa na spacery do parku Szymańskiego. Ale ja nie mogłam spać po nocach.
Po miesiącu Paweł przyszedł błagać o powrót:
– Marta… Mama przesadziła… Proszę cię, wróć do domu…
Popatrzyłam mu prosto w oczy:
– A co jeśli znów będziesz wybierał jej stronę?
Zamilkł. Wiedziałam już wtedy, że nie potrafię mu zaufać.
Rozwód był bolesny i długi. Danuta przyszła nawet na rozprawę jako świadek Pawła – opowiadała przed sądem o mojej „niezaradności” i „braku szacunku dla rodziny”. Sędzia patrzył na nią z niedowierzaniem.
Dziś mieszkam z Filipem u rodziców. Próbuję poukładać życie od nowa – wróciłam do pracy w bibliotece na Ochocie, zapisuję Filipa na zajęcia sportowe, wieczorami czytam książki zamiast płakać w poduszkę. Paweł płaci alimenty i widuje syna raz w tygodniu. Danuta czasem dzwoni z pretensjami – już nie odbieram jej telefonów.
Często zastanawiam się: czy mogłam coś zrobić inaczej? Czy powinnam była walczyć bardziej o swoje miejsce? A może czasem trzeba po prostu odejść dla własnego zdrowia psychicznego?
Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między sobą a rodziną? Jak nauczyć dziecko ufać światu po takiej zdradzie? Może kiedyś nauczę się przebaczać… Ale czy naprawdę każda rana musi zostawić bliznę?