Noc, która rozdarła naszą rodzinę: Gdy dzieci zostały u babci

– Mamo, proszę, mogę wrócić do domu? – głos Ewy drżał przez telefon, a ja poczułam, jak serce ściska mi się w piersi. Była już prawie północ, a ona powinna spać spokojnie u mojej mamy, razem z młodszą siostrą, Zosią. – Kochanie, przecież babcia jest z tobą. Jutro rano przyjedziemy po was, dobrze? – próbowałam mówić spokojnie, choć w środku rozdzierał mnie niepokój.

Mój mąż, Tomek, patrzył na mnie z kanapy. W jego oczach widziałam zmęczenie i cień irytacji. – Znowu dzwoni? – zapytał półgłosem. – Przecież to tylko jedna noc. Musi się nauczyć samodzielności.

Nie odpowiedziałam. Odkąd Ewa skończyła siedem lat, coraz częściej pokazywała swoją wrażliwość. Zosia była inna – odważna, głośna, wszędzie jej pełno. Ale tej nocy obie były daleko od nas. A my… My mieliśmy wreszcie pobyć razem. Tak przynajmniej myślałam.

Zamknęłam oczy i próbowałam wrócić do rozmowy z Tomkiem. Chciał obejrzeć film, napić się wina. Ja jednak nie mogłam przestać myśleć o dzieciach. Czy dobrze zrobiłam? Czy nie powinnam była pojechać po nie od razu?

– Przesadzasz – rzucił Tomek, widząc moją minę. – Daj im trochę swobody. Twoja mama świetnie sobie radzi.

Ale ja znałam swoją mamę. Była surowa, zasadnicza. Wychowała mnie twardą ręką. Zawsze powtarzała: „Dzieci muszą znać swoje miejsce”. Sama często płakałam w poduszkę po jej krzykach.

Nagle zadzwonił telefon. Tym razem to była mama.

– Aniu, Ewa nie daje mi spokoju. Cały czas płacze i chce do domu. Nie wiem już, co robić. Może przesadzacie z tym rozpieszczaniem? – Jej głos był chłodny i oskarżycielski.

Poczułam wstyd i złość jednocześnie. – Mamo, proszę…

– Nie będę jej tulić do rana! – przerwała mi ostro. – Albo ją zabieracie, albo niech się nauczy być samodzielna!

Spojrzałam na Tomka bezradnie.

– Jedźmy po nie – powiedziałam cicho.

– Anka, to absurd! – wybuchł Tomek. – Miałaś jeden wieczór dla siebie i już wszystko psujesz! Zawsze stawiasz je ponad nami!

Poczułam łzy pod powiekami. Czy naprawdę byłam aż taką matką? Czy rzeczywiście nigdy nie potrafiłam postawić siebie na pierwszym miejscu?

W końcu podjęliśmy decyzję: zostawiamy dzieci u mamy do rana. Ale tej nocy nie zmrużyłam oka.

Rano pojechaliśmy po dziewczynki. Ewa miała podpuchnięte oczy i nie chciała się do mnie przytulić. Zosia była naburmuszona i milcząca.

– Nie chcę już nigdy spać u babci – powiedziała Ewa przez łzy.

Mama patrzyła na mnie z wyrzutem. – Rozpuściłaś je jak dziadowski bicz – mruknęła pod nosem.

W drodze powrotnej Tomek milczał. Ja też nie miałam siły na rozmowę. W domu Ewa zamknęła się w swoim pokoju i długo nie chciała z niego wyjść.

Przez kolejne dni atmosfera była napięta. Tomek coraz częściej wychodził z domu pod pretekstem pracy. Ja próbowałam rozmawiać z Ewą, ale ona zamykała się w sobie coraz bardziej.

Pewnego wieczoru usłyszałam jej cichy płacz za drzwiami pokoju.

– Ewo, mogę wejść? – zapytałam delikatnie.

Nie odpowiedziała, ale weszłam mimo to.

– Dlaczego nie chcesz rozmawiać?

– Bo mnie nie słuchasz! – wykrzyknęła nagle. – Zawsze każesz mi być dzielną! A ja się boję!

Zatkało mnie. Przypomniałam sobie własne dzieciństwo i surowość mojej mamy. Czy powielałam jej błędy?

Tomek tymczasem coraz bardziej oddalał się ode mnie. Coraz częściej kłóciliśmy się o drobiazgi: o bałagan w kuchni, o rachunki, o to, kto odbierze dzieci ze szkoły.

Pewnego dnia wrócił późno i nawet nie spojrzał mi w oczy.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam stanowczo.

Usiadł naprzeciwko mnie przy stole.

– Co się z nami dzieje? – zapytałam cicho.

– Nie wiem… Może po prostu już nie umiemy być razem? Może dzieci są dla ciebie ważniejsze niż ja?

Zabolało mnie to bardziej niż chciałam przyznać.

– To nieprawda… Ale one są jeszcze małe…

– A ja? Ja już się nie liczę?

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

Zaczęliśmy chodzić na terapię dla par. Przez wiele miesięcy próbowaliśmy odbudować zaufanie i bliskość. Ale coś pękło tamtej nocy, gdy zostawiliśmy dzieci u mojej mamy.

Ewa długo miała koszmary i lęki nocne. Zosia stała się bardziej zamknięta w sobie.

Moja relacja z mamą też się pogorszyła. Przestałyśmy rozmawiać na kilka miesięcy. Czułam żal i gniew za jej słowa i brak wsparcia.

Dziś minęły dwa lata od tamtej nocy. Nasze małżeństwo przetrwało, ale jest inne niż kiedyś. Dzieci dorastają i coraz częściej pytają o tamtą noc.

Czasem zastanawiam się: czy jedna decyzja może naprawdę zmienić całe życie rodziny? Czy można naprawić to, co zostało złamane przez jedną noc strachu i niezrozumienia?

A wy? Czy też mieliście w życiu taki moment, który wszystko zmienił?