Żal w sercu: Dylemat Marcina między dwiema miłościami
– Marcin, czy ty mnie w ogóle słuchasz? – głos Oli odbił się echem od ścian naszej kuchni. Stała przy blacie, z rękami opartymi o marmur, a jej oczy błyszczały łzami. W dłoniach ściskała kubek z herbatą, jakby to był ostatni punkt zaczepienia w tym świecie.
Patrzyłem na nią, ale myślami byłem gdzie indziej. Wciąż widziałem twarz Magdy, mojej byłej żony, i naszą córkę, Zosię, która dziś rano zadzwoniła do mnie z płaczem, bo nie mogła znaleźć ulubionej maskotki. Ola powtarzała coś o wspólnych planach na weekend, a ja czułem, jakby ktoś ściskał mnie za gardło.
– Przepraszam, zamyśliłem się – bąknąłem, próbując się uśmiechnąć.
– Znowu? – jej głos był już tylko szeptem. – Marcin, od miesięcy jesteś nieobecny. Ciągle mówisz o Magdzie, o Zosi. Czy ja w ogóle się dla ciebie liczę?
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Przecież Ola miała rację. Była młodsza ode mnie o siedem lat, pełna życia, marzeń, planów. Kiedy się poznaliśmy, wydawało mi się, że to szansa na nowy początek. Po rozwodzie z Magdą czułem się pusty, jakby ktoś wyrwał mi serce. Ola pojawiła się nagle, wniosła światło do mojego życia. Ale im dłużej byliśmy razem, tym częściej wracałem myślami do przeszłości.
Zosia miała dopiero sześć lat, kiedy się rozstaliśmy z Magdą. Pamiętam jej łzy, kiedy tłumaczyłem, że tata już nie będzie mieszkał z mamą. Magda była silna, przynajmniej taką chciała się wydawać. Ale ja widziałem, jak drżą jej ręce, jak zaciska usta, żeby nie wybuchnąć płaczem.
Ola nie rozumiała, dlaczego tak często jeżdżę do Zosi. Dlaczego dzwonię do Magdy, żeby zapytać, czy wszystko w porządku. Dla niej to była zdrada, dla mnie – obowiązek. Przecież Zosia to moja córka, a Magda… Magda była kimś, kogo nie potrafiłem przestać kochać, choć już nie byliśmy razem.
– Marcin, powiedz mi szczerze – Ola spojrzała mi prosto w oczy. – Czy ty żałujesz, że się ze mną ożeniłeś?
Zamarłem. W powietrzu zawisła cisza, ciężka jak ołów.
– Nie wiem – wyszeptałem w końcu. – Naprawdę nie wiem.
Ola odwróciła się, a jej ramiona zaczęły lekko drżeć. Chciałem do niej podejść, przytulić, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale nie potrafiłem. Czułem się jak zdrajca.
Wyszedłem na balkon, zapaliłem papierosa. Przede mną rozciągała się panorama Warszawy, światła miasta migotały jak gwiazdy. Z kieszeni wyjąłem telefon i bezwiednie przewinąłem wiadomości od Magdy. „Zosia tęskni za tobą. Może wpadniesz jutro na obiad?” – napisała wczoraj.
Zawsze byłem rozdarty. Chciałem być dobrym ojcem, ale też dobrym mężem. Ola zasługiwała na szczęście, na kogoś, kto będzie z nią całym sercem. Ale ja… ja byłem tylko cieniem człowieka, którym kiedyś byłem.
Pamiętam, jak poznałem Olę. Pracowała w tej samej firmie, była nowa, nieśmiała, zarażała wszystkich swoim śmiechem. Po rozwodzie z Magdą byłem wrakiem, a ona wyciągnęła do mnie rękę. Zakochałem się w niej, bo była inna niż Magda – spontaniczna, beztroska, nie bała się marzyć. Ale z czasem zacząłem tęsknić za stabilnością, jaką dawała mi Magda, za naszymi wspólnymi wieczorami, za zapachem jej perfum, za ciepłem rodzinnego domu.
Ola próbowała mnie zatrzymać. Organizowała wspólne wyjazdy, kolacje, nawet zaproponowała, żebyśmy postarali się o dziecko. Ale ja nie byłem gotowy. Bałem się, że znowu coś zepsuję, że skrzywdzę kolejną osobę.
Pewnego wieczoru, kiedy wróciłem późno z pracy, Ola czekała na mnie w salonie. Na stole stała walizka.
– Muszę wyjechać na kilka dni – powiedziała cicho. – Do mamy, do Krakowa. Muszę przemyśleć, czy to wszystko ma sens.
Nie zatrzymałem jej. Patrzyłem, jak zamyka za sobą drzwi, a potem usiadłem na kanapie i rozpłakałem się jak dziecko.
Następnego dnia pojechałem do Magdy. Zosia wybiegła mi na spotkanie, rzuciła się w ramiona. Magda patrzyła na mnie z troską, ale i z dystansem.
– Co się stało? – zapytała.
– Ola wyjechała – odpowiedziałem. – Chyba ją straciłem.
Magda westchnęła. – Marcin, musisz w końcu zdecydować, czego chcesz. Nie możesz żyć w zawieszeniu. Zosia cię potrzebuje, ale Ola też. Nie możesz mieć wszystkiego.
Wróciłem do pustego mieszkania. Przez kilka dni żyłem jak automat. Praca, dom, telefony do Zosi. Ola nie odbierała. W końcu napisała: „Muszę odpocząć. Daj mi czas.”
Zacząłem się zastanawiać, czy to wszystko nie jest moją winą. Czy nie powinienem był zostać z Magdą, dla dobra Zosi? Czy nie popełniłem błędu, żeniąc się z Olą, zanim uleczyłem stare rany?
Któregoś wieczoru zadzwoniła do mnie mama.
– Marcin, życie to nie bajka. Czasem trzeba wybrać mniejsze zło. Ale pamiętaj, że szczęście innych nie może być ważniejsze od twojego własnego. Jeśli będziesz nieszczęśliwy, skrzywdzisz wszystkich wokół.
Te słowa długo brzmiały mi w głowie. Wiedziałem, że muszę podjąć decyzję. Ale jak wybrać między kobietą, która dała mi nowe życie, a rodziną, którą wciąż kocham?
Po tygodniu Ola wróciła. Usiadła naprzeciwko mnie, patrzyła długo, milcząc.
– Marcin, kocham cię. Ale nie mogę być tą drugą. Albo jestem twoją żoną, albo nikim. Wybierz.
Patrzyłem na nią, na jej zmęczone oczy, na drżące dłonie. Wtedy zrozumiałem, że nie można kochać dwóch osób naraz. Że każda decyzja będzie bolała.
Dziś siedzę sam w mieszkaniu. Ola wyjechała na dobre. Magda nie chce wracać do przeszłości. Zosia jest ze mną co drugi weekend.
Czasem myślę, czy gdybym podjął inną decyzję, byłbym szczęśliwszy. Czy można naprawić to, co się zepsuło? Czy zasługuję jeszcze na miłość?
Może ktoś z was zna odpowiedź. Może ktoś też kiedyś musiał wybierać między sercem a rozumem. Czy można kochać dwie osoby i nie zranić nikogo? Czy zawsze ktoś musi cierpieć?