„Moja teściowa tylko udaje chorobę – ale jak długo jeszcze mam to znosić?” – Dramat polskiej synowej za zamkniętymi drzwiami

– Znowu nie mogę wstać z łóżka, Marto! – usłyszałam z drugiego pokoju głos teściowej. Była godzina szósta rano, a ja ledwo otworzyłam oczy. Przez chwilę miałam nadzieję, że to tylko sen, ale nie – codzienność znów mnie dopadła. Przez ostatnie miesiące moje życie zamieniło się w niekończący się maraton opieki, niepewności i frustracji.

Kiedy teściowa, pani Helena, wprowadziła się do nas po śmierci swojego męża, wszyscy byliśmy przekonani, że to tylko na chwilę. Mój mąż, Tomek, przekonywał mnie, że mama potrzebuje wsparcia, a ja – choć miałam wątpliwości – zgodziłam się. Przecież rodzina jest najważniejsza, prawda? Początkowo rzeczywiście było dobrze. Helena pomagała przy dzieciach, gotowała obiady, czasem nawet żartowała przy stole. Ale z czasem zaczęło się coś zmieniać.

Najpierw pojawiły się drobne narzekania: „Boli mnie głowa”, „Nie mam siły”, „Chyba coś mi jest”. Z dnia na dzień jej stan się pogarszał – przynajmniej według niej samej. Zaczęła coraz częściej leżeć w łóżku, domagać się mojej obecności i pomocy przy najprostszych czynnościach. Tomek był przekonany, że mama naprawdę choruje. Ja jednak zaczęłam dostrzegać pewne nieścisłości.

Pewnego dnia wróciłam wcześniej z pracy i zobaczyłam Helenę przez uchylone drzwi do jej pokoju. Stała przy oknie i podlewała kwiaty z energią, której nie widziałam u niej od miesięcy. Kiedy tylko mnie zauważyła, natychmiast położyła się na łóżku i zaczęła jęczeć. Zamarłam. Czy to możliwe, że ona tylko udaje?

Wieczorem próbowałam porozmawiać o tym z Tomkiem.
– Tomek, widziałam dziś twoją mamę. Była zupełnie zdrowa, a kiedy mnie zobaczyła, od razu zaczęła udawać chorą.
– Marta, co ty mówisz? Mama naprawdę źle się czuje! Może miała lepszy moment…
– To nie pierwszy raz! Ona robi to coraz częściej. Zauważyłeś, że kiedy jesteś w domu, jest zupełnie inna niż kiedy zostajemy same?
Tomek spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
– Przesadzasz. Może po prostu jesteś zmęczona.

Zmęczona? Byłam wykończona! Pracowałam na pełen etat, zajmowałam się dziećmi i jeszcze musiałam opiekować się dorosłą kobietą, która – jak coraz bardziej podejrzewałam – manipulowała nami wszystkimi. Zaczęłam obserwować ją uważniej. Kiedy Tomek wracał z pracy, Helena była słaba i bezradna. Kiedy zostawałyśmy same – potrafiła godzinami rozmawiać przez telefon z koleżankami albo oglądać seriale.

Pewnego dnia dzieci wróciły ze szkoły i opowiedziały mi coś, co przelało czarę goryczy.
– Babcia powiedziała nam, żebyśmy nie przeszkadzali jej w odpoczynku, bo jest bardzo chora – powiedział Kuba.
– Ale potem widzieliśmy ją w kuchni, jak jadła ciasto i śmiała się przez telefon – dodała Zosia.

Zebrałam się na odwagę i postanowiłam porozmawiać z Heleną wprost.
– Pani Heleno… czy naprawdę źle się pani czuje? Bo czasem mam wrażenie, że…
Nie dokończyłam zdania. Jej wzrok stał się lodowaty.
– Jak śmiesz mi to sugerować? Po tym wszystkim, co dla was robię? Chcesz mnie wyrzucić na ulicę?
– Nie o to chodzi… Po prostu martwię się o pani zdrowie i…
– Wiem dobrze, co myślisz! – przerwała mi ostro. – Jesteś niewdzięczna! Gdyby nie ja, nie miałabyś czasu nawet na własne dzieci!

Wyszłam z pokoju ze ściśniętym gardłem. Czułam się winna i bezsilna jednocześnie. Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta do granic możliwości. Tomek coraz częściej unikał rozmów na temat mamy. Dzieci były zdezorientowane i smutne.

Zaczęłam szukać pomocy u znajomych. Jedna z koleżanek poleciła mi psychologa rodzinnego. Na pierwszej wizycie wybuchłam płaczem.
– Czuję się jak intruz we własnym domu – powiedziałam drżącym głosem. – Nikt mi nie wierzy. Mam wrażenie, że wariuję.
Psycholog spojrzała na mnie ze współczuciem.
– To bardzo trudna sytuacja. Często osoby starsze czują się samotne i próbują zwrócić na siebie uwagę w taki sposób. Ale pani też ma prawo do własnych granic.

Po tej rozmowie poczułam ulgę – ktoś wreszcie mnie wysłuchał i nie uznał za histeryczkę. Postanowiłam jeszcze raz porozmawiać z Tomkiem.
– Tomek… Ja już naprawdę nie daję rady. Potrzebuję twojego wsparcia. Może powinniśmy poszukać dla twojej mamy innej formy pomocy? Może dom dziennego pobytu albo opiekunka?
Tomek milczał przez dłuższą chwilę.
– Nie wiem… To moja mama… Ale widzę, że ty też cierpisz.

Minęły kolejne tygodnie pełne napięcia i niedopowiedzeń. Helena coraz częściej robiła mi wyrzuty przy dzieciach: „Wasza mama chce się mnie pozbyć!”, „Nikt mnie tu nie kocha!”. Dzieci zaczęły pytać: „Mamo, czy babcia naprawdę jest chora? Dlaczego jesteś smutna?”

Czułam się rozdarta między lojalnością wobec męża a własnym zdrowiem psychicznym. Każdego dnia zadawałam sobie pytanie: czy jestem złą osobą? Czy powinnam poświęcić siebie dla dobra rodziny? Czy może mam prawo walczyć o własny spokój?

Dziś siedzę przy kuchennym stole i patrzę przez okno na szare niebo nad Warszawą. Wiem jedno: ta sytuacja nie może trwać wiecznie. Ale czy znajdę w sobie siłę, by postawić granice? Czy ktoś uwierzy mojej wersji wydarzeń? Ile jeszcze można wytrzymać dla dobra rodziny?