Kiedy Moja Cierpliwość Się Skończyła: Dałam Mężowi Ostateczne Ultimatum
– Znowu u mamy? – zapytałam, starając się, by mój głos nie drżał, choć w środku już wrzało.
– Tak, kochanie, muszę jej pomóc z tym nowym dywanem, wiesz, jaki jest ciężki – odpowiedział Michał, a ja niemal słyszałam, jak przewraca oczami po drugiej stronie słuchawki.
To był trzeci raz w tym tygodniu. Trzeci raz, kiedy Michał znikał na całe popołudnie, tłumacząc się pomocą swojej matce. Znałam ten dywan – widziałam go, kiedy byliśmy tam razem w niedzielę. Był duży, ale nie na tyle, by wymagał codziennego przesuwania, trzepania czy układania. Coś tu nie grało.
Odkładając telefon, poczułam, jak narasta we mnie frustracja. Od miesięcy czułam, że Michał oddala się ode mnie. Każda rozmowa kończyła się na jego matce – Zofii. Zofia, która zawsze wiedziała lepiej, zawsze miała rację, zawsze była pierwsza. Nawet po dziesięciu latach małżeństwa nie potrafiłam się z nią dogadać. Ona traktowała mnie jak intruza, a Michał… Michał był jej wiernym żołnierzem.
Pamiętam, jak na początku naszego związku byłam zachwycona jego troskliwością. „Taki rodzinny, taki opiekuńczy” – mówiły koleżanki. Teraz widziałam w tym przekleństwo. Każda nasza decyzja musiała być konsultowana z Zofią. Nawet wybór koloru ścian w salonie. Kiedyś próbowałam się postawić, powiedzieć, że to nasze mieszkanie, nasza przestrzeń. Michał wtedy tylko wzruszył ramionami: „Mama się zna, nie przesadzaj”.
Z czasem zaczęłam się wycofywać. Przestałam walczyć o swoje, bo każda kłótnia kończyła się tym samym: Michał wychodził z domu, a ja zostawałam sama z poczuciem winy. Zofia potrafiła zadzwonić do niego nawet o północy, bo „coś jej się przypomniało”. On zawsze odbierał. Ja przestałam być dla niego priorytetem.
Najgorsze były święta. Zofia zawsze organizowała wszystko u siebie, a ja miałam być tylko pomocą kuchenną. Nawet kiedy urodziła się nasza córka, Lena, nic się nie zmieniło. Zofia wtrącała się we wszystko – od wyboru pieluch po sposób karmienia. Michał nie widział w tym problemu. „Mama chce dobrze” – powtarzał.
Pewnego dnia, kiedy Lena miała gorączkę, poprosiłam Michała, żeby został z nami w domu. Zofia zadzwoniła – „Michał, musisz mi pomóc z komputerem, bo coś się zawiesiło”. Michał spojrzał na mnie z wyrzutem, jakbym to ja była egoistką. Wyszedł. Siedziałam wtedy przy łóżku Leny, płakałam razem z nią.
Zaczęłam się zastanawiać, czy to ja jestem problemem. Może jestem zbyt wymagająca? Może powinnam być bardziej wyrozumiała? Ale ile można? Każda rozmowa z Michałem kończyła się kłótnią. On twierdził, że przesadzam, że jestem zazdrosna o jego matkę. Może i byłam, ale czy to dziwne, że chciałam być dla niego ważniejsza niż ona?
W pracy zaczęłam się zamykać w sobie. Koleżanki pytały, co się dzieje, ale nie potrafiłam się otworzyć. Wstydziłam się, że nie radzę sobie z własnym mężem. W domu panowała cisza. Michał wracał późno, często już po tym, jak Lena zasypiała. Tłumaczył się, że Zofia potrzebowała pomocy. Zawsze ona.
Pewnego wieczoru, kiedy Lena spała, a Michał znowu był u matki, usiadłam na kanapie i zaczęłam płakać. Czułam się samotna, opuszczona, niewidzialna. Przypomniałam sobie, jak kiedyś marzyłam o rodzinie, o wspólnych wieczorach, o rozmowach do późna. Teraz miałam tylko pustkę.
Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Michałem. Czekałam na niego do północy. Kiedy wszedł do domu, nawet nie spojrzał mi w oczy.
– Michał, musimy porozmawiać – powiedziałam cicho, ale stanowczo.
– Jestem zmęczony, możemy jutro? – burknął, zdejmując buty.
– Nie, Michał. Albo rozmawiamy teraz, albo… – zawahałam się, ale wiedziałam, że muszę to powiedzieć – albo nie wiem, co dalej.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
– O co ci znowu chodzi? – zapytał zirytowany.
– O nas. O to, że nie ma już nas. Jest tylko ty i twoja mama. Ja i Lena jesteśmy dodatkiem.
– Przesadzasz. Mama potrzebuje pomocy, jest sama. Ty masz mnie cały czas.
– Naprawdę? Bo ja czuję się, jakbym była sama. Michał, ile razy prosiłam cię, żebyś był z nami? Ile razy wybierałeś ją zamiast nas?
– To moja matka! – krzyknął. – Nie zostawię jej samej!
– A mnie możesz zostawić? Mnie i Lenę? – łzy napłynęły mi do oczu. – Michał, ja już nie mam siły. Albo coś się zmieni, albo…
– Albo co? – przerwał mi.
– Albo odejdę.
Zapadła cisza. Michał patrzył na mnie, jakby pierwszy raz mnie widział. W jego oczach pojawił się strach, ale i złość.
– Nie możesz mi stawiać ultimatum! – syknął.
– A ty nie możesz mnie ignorować.
Przez kolejne dni Michał był jak cień. Nie rozmawialiśmy. Zofia dzwoniła częściej niż zwykle. W końcu, po tygodniu, Michał wrócił wcześniej do domu. Usiadł naprzeciwko mnie, spuścił wzrok.
– Przepraszam – powiedział cicho. – Nie wiedziałem, że aż tak cię to boli.
– Michał, ja nie chcę być twoim wrogiem. Chcę być twoją żoną. Chcę, żebyś był z nami, a nie tylko z mamą.
– Spróbuję to zmienić.
Nie wierzyłam mu od razu. Potrzebowałam czasu, żeby znowu mu zaufać. Michał zaczął spędzać z nami więcej czasu, ale Zofia nie odpuszczała. Dzwoniła, obrażała się, kiedy Michał nie przyjeżdżał. W końcu musiał jej powiedzieć, że jego rodzina to teraz ja i Lena. Zofia płakała, groziła, że już nigdy się do niego nie odezwie. Michał był rozdarty, ale wybrał nas.
Nie było łatwo. Zofia długo nie chciała zaakceptować tej zmiany. Ja też musiałam nauczyć się wybaczać. Michał i ja zaczęliśmy chodzić na terapię. Uczyliśmy się rozmawiać, stawiać granice.
Dziś wiem, że czasem trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Że miłość to nie tylko kompromisy, ale też walka o siebie.
Czasem zastanawiam się, ile kobiet w Polsce przeżywa to samo co ja. Czy naprawdę musimy wybierać między mężem a jego matką? Czy można być szczęśliwą, jeśli nie jest się na pierwszym miejscu w sercu ukochanej osoby? Co wy byście zrobiły na moim miejscu?