Kiedy muszę zniknąć: Ból babci z Ostravy, której odebrano wnuka
— Bożena, idź już do siebie — słyszę głos Piotra, gdy tylko przekraczają próg mieszkania. Zawsze to samo. Moja córka Jana spuszcza wzrok, jakby nie chciała widzieć, jak bardzo mnie to boli. Tomuś biegnie do mnie z otwartymi ramionami, ale Piotr łapie go za rękę i prowadzi do swojego pokoju. Zostaję sama w kuchni, wśród zapachu świeżo upieczonego sernika, który upiekłam specjalnie dla nich.
Czuję się jak cień w swoim własnym domu. Kiedyś to było nasze miejsce — moje i Jany. Po śmierci męża trzymałyśmy się razem. Było ciężko, ale dawałyśmy radę. Potem pojawił się Piotr. Przystojny, pewny siebie, z dobrą pracą w kopalni. Na początku myślałam, że to szczęście dla Jany. Ale szybko okazało się, że nie ma dla mnie miejsca w ich życiu.
— Mamo, Piotr jest zmęczony po pracy, nie przeszkadzaj mu — powtarzała Jana, gdy próbowałam porozmawiać przy kolacji. Z czasem przestałam nawet próbować. Zaczęłam znikać — najpierw na kilka minut, potem na godziny. Chowałam się w swoim pokoju, słuchając zza drzwi śmiechu Tomka i Jany. Czasem słyszałam też podniesiony głos Piotra.
Najbardziej bolało mnie to, że Tomuś tęsknił za mną. Przychodził pod drzwi mojego pokoju i szeptał: — Babciu, mogę wejść? — Ale wtedy Piotr krzyczał: — Tomek! Chodź tu natychmiast! — i mój wnuk odchodził ze spuszczoną głową.
Pewnego dnia nie wytrzymałam. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam Tomka siedzącego samemu przy stole. Płakał cicho.
— Co się stało, kochanie? — zapytałam, kucając przy nim.
— Tata powiedział, że nie mogę się z tobą bawić… Bo jesteś stara i przeszkadzasz — wyszeptał przez łzy.
Serce mi pękło. Przytuliłam go mocno, a łzy same napłynęły mi do oczu.
— Nigdy nie będziesz mi przeszkadzał, Tomku. Zawsze będę cię kochać — obiecałam mu wtedy.
Ale Piotr wszedł do kuchni i zobaczył nas razem.
— Bożena! Ile razy mam powtarzać? Nie chcę cię tu! — wrzasnął tak głośno, że aż drgnęłam.
Jana stała za nim bez słowa. Patrzyła na mnie z wyrzutem, jakby to wszystko było moją winą.
Od tamtej pory zaczęłam coraz częściej wychodzić z domu. Chodziłam po osiedlu, siadałam na ławce pod blokiem i patrzyłam na dzieci bawiące się na placu zabaw. Czasem spotykałam sąsiadkę, panią Halinę.
— Coś ty taka smutna, Bożenka? — pytała troskliwie.
— Wiesz… Czasem czuję się tu niepotrzebna — odpowiadałam wymijająco.
Ale ona wiedziała swoje. — Rodzina to najważniejsze, nie daj się wypchnąć! — mówiła z przekonaniem.
Wieczorami wracałam do pustego mieszkania. Jana i Piotr zamykali się w swoim pokoju, a Tomuś spał już od dawna. Siadałam przy oknie i patrzyłam na światła miasta. Myślałam o tym, jak bardzo wszystko się zmieniło.
Kiedyś byłam dla Jany wszystkim. Po śmierci jej ojca byłam jej opoką. A teraz? Teraz jestem tylko przeszkodą w jej nowym życiu.
Pewnej nocy usłyszałam cichy płacz Tomka. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam go skulonego na korytarzu.
— Babciu… boję się… Tata krzyczał na mamę… — szlochał cicho.
Przytuliłam go mocno i zaprowadziłam do siebie. Leżeliśmy razem na moim łóżku, a ja głaskałam go po głowie.
— Wszystko będzie dobrze, kochanie — szeptałam drżącym głosem.
Ale sama w to nie wierzyłam.
Następnego dnia Piotr był jeszcze bardziej opryskliwy niż zwykle.
— Bożena, ile razy mam powtarzać? To jest mój dom! Jak ci się nie podoba, możesz się wyprowadzić! — rzucił mi prosto w twarz.
Jana stała obok niego i milczała. Nawet nie spojrzała mi w oczy.
Przez kilka dni chodziłam jak struta. Nie miałam siły gotować ani sprzątać. Nawet Tomuś był jakiś cichszy niż zwykle.
W końcu zebrałam się na odwagę i poszłam do Jany wieczorem, kiedy Piotr był jeszcze w pracy.
— Jano… Musimy porozmawiać — zaczęłam niepewnie.
Spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem.
— Mamo… Proszę cię… Nie chcę kłótni…
— Ale ja już tak dłużej nie mogę! To jest też mój dom! Wychowałam cię tutaj! Dlaczego pozwalasz mu mnie tak traktować?
Jana spuściła głowę.
— On jest moim mężem… Muszę być po jego stronie…
— A ja? A Tomek? On też cierpi!
Wtedy pierwszy raz zobaczyłam łzy w jej oczach.
— Nie wiem już co robić… Boję się go czasem…
Objęłyśmy się obie i płakałyśmy długo w ciszy.
Od tamtej rozmowy coś się zmieniło. Jana zaczęła częściej rozmawiać ze mną po cichu, kiedy Piotra nie było w domu. Tomuś coraz częściej przychodził do mojego pokoju. Ale Piotr był coraz bardziej nerwowy. Czułam, że coś złego wisi w powietrzu.
Pewnego wieczoru wrócił wcześniej niż zwykle. Usłyszał naszą rozmowę z Janą i Tomkiem w kuchni.
— Co tu się dzieje?! — wrzasnął, rzucając torbą o podłogę.
Tomuś schował się za mną przerażony.
— Dość tego! Albo ona (wskazał na mnie) się wynosi, albo ja!
Jana spojrzała na mnie błagalnie. Wiedziałam już wtedy, że muszę odejść dla ich spokoju… ale czy to naprawdę rozwiąże problem?
Spakowałam kilka rzeczy i wyszłam tej nocy z mieszkania. Siedziałam na klatce schodowej i płakałam jak dziecko. Czułam się zdradzona przez własną córkę i opuszczona przez świat.
Dziś mieszkam u pani Haliny. Tomuś czasem dzwoni do mnie ukradkiem z telefonu kolegi z klasy. Mówi: „Babciu, tęsknię”.
A ja? Ja codziennie pytam siebie: czy naprawdę musiałam zniknąć? Czy miłość do wnuka to powód do wygnania? Może są inne babcie, które czują ten sam ból co ja?