Kiedy Mąż Wyjechał w Delegację, Teściowa Wyrzuciła Mnie z Domu: Historia o Zdradzie i Odwadze
– Nie będziesz mi tu dłużej siedzieć jak pasożyt! – wrzasnęła teściowa, trzaskając drzwiami od kuchni. Stałam przy zlewie, z rękami w pianie, próbując zmyć naczynia po śniadaniu. Woda nagle zrobiła się lodowata, a ja poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła.
– Mamo, proszę… – zaczęłam cicho, ale ona już była przy mnie. Jej twarz była czerwona ze złości, a oczy błyszczały nieprzyjemnie.
– Nie jestem twoją matką! – syknęła. – Michał wyjechał, a ty myślisz, że możesz tu rządzić? To mój dom! Mój! – Jej głos odbijał się echem od ścian starego mieszkania na Pradze.
Wtedy zrozumiałam, że to nie jest zwykła kłótnia. To był wyrok. Michał, mój mąż, wyjechał na dwa tygodnie do Katowic w sprawach służbowych. Zostawił mnie samą z jego matką, bo „przecież się dogadacie”. Nie wiedział, że od miesięcy atmosfera między mną a teściową była gęsta jak barszcz na Wigilię.
Wszystko zaczęło się jeszcze przed ślubem. Pani Halina nigdy mnie nie zaakceptowała. „Za ładna”, „za cicha”, „pewnie coś ukrywa” – powtarzała sąsiadkom. Michał zawsze mnie bronił, ale kiedy go nie było… Czułam się jak intruz we własnym domu.
– Spakuj się i wynoś – powiedziała zimno. – Michał wróci, to mu powiem, że sama odeszłaś.
Stałam tam przez chwilę, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę. Przecież to był też mój dom! Wspólne mieszkanie, które remontowaliśmy przez całe lato. Każda płytka w łazience, każdy obraz na ścianie – wszystko wybieraliśmy razem. Ale formalnie mieszkanie należało do niej.
– Ale… gdzie ja pójdę? – szepnęłam bezradnie.
– To już nie mój problem – odparła i wyszła z kuchni, zostawiając mnie samą z roztrzęsionymi rękami i łzami napływającymi do oczu.
Zadzwoniłam do Michała. Oczywiście nie odebrał. Był na spotkaniu z klientem. Zostawiłam mu wiadomość: „Michał, mama kazała mi się wyprowadzić. Nie wiem, co robić.”
Przez kolejne godziny chodziłam po mieszkaniu jak cień. Pakowałam rzeczy do walizki, płacząc cicho. Każda bluzka pachniała domem, który właśnie traciłam. Teściowa siedziała w salonie i głośno rozmawiała przez telefon z ciotką Zosią:
– Mówiłam ci, że ona długo tu nie zabawi! Michał się ocknie, zobaczysz…
Wyszłam z mieszkania wieczorem. Było zimno i padał deszcz. Stałam na klatce schodowej z walizką i torbą na ramię. Nie miałam dokąd pójść. Rodzice mieszkali w małym miasteczku pod Radomiem, a ja pracowałam w Warszawie jako nauczycielka angielskiego w podstawówce.
Zadzwoniłam do przyjaciółki, Kasi:
– Kasia… mogę u ciebie przenocować?
Nie pytała o szczegóły. Po prostu powiedziała: „Przyjeżdżaj.”
U Kasi spędziłam pierwszą noc na kanapie w salonie. Całą noc nie mogłam zasnąć. W głowie miałam tylko jedno pytanie: dlaczego? Dlaczego teściowa mnie nienawidzi? Czy naprawdę jestem taka zła?
Następnego dnia zadzwonił Michał.
– Co się stało? Mama mówi, że sama chciałaś odejść!
– Michał… ona mnie wyrzuciła! – krzyknęłam przez łzy. – Powiedziała, że jestem pasożytem!
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Muszę to wyjaśnić…
Ale nie wyjaśnił niczego. Przez kolejne dni dzwonił coraz rzadziej. W końcu przestał odbierać moje telefony.
Kasia próbowała mnie pocieszać:
– Może on po prostu nie wie, jak się zachować? Może jest między młotem a kowadłem?
Ale ja wiedziałam jedno: zostałam sama.
W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku. Uczyłam dzieci słówek o rodzinie i domu, a sama nie miałam gdzie wrócić po lekcjach. Kasia była cudowna, ale wiedziałam, że nie mogę jej obciążać swoim dramatem w nieskończoność.
Po tygodniu zadzwoniła moja mama:
– Córeczko… wracaj do domu. Tata ci pomoże.
Nie chciałam wracać na wieś. Tam wszyscy by pytali: „A gdzie twój mąż? Co się stało?” Wstydziłam się porażki mojego małżeństwa.
Pewnego wieczoru usiadłyśmy z Kasią przy winie.
– Co teraz zrobisz? – zapytała cicho.
– Nie wiem… Może wynajmę coś małego? Może wrócę do rodziców? – wzruszyłam ramionami.
Wtedy zadzwonił Michał.
– Musimy porozmawiać – powiedział szorstko.
Spotkaliśmy się w kawiarni niedaleko jego pracy. Był spięty i unikał mojego wzroku.
– Mama mówi, że byłaś wobec niej agresywna…
Zachłysnęłam się kawą.
– Co?! Michał… ona mnie wyrzuciła! Stałam na klatce schodowej w deszczu!
Patrzył na mnie długo w milczeniu.
– Nie wiem już, komu wierzyć – powiedział w końcu cicho.
Wyszłam stamtąd roztrzęsiona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedziałam już, że nie mam co liczyć na wsparcie męża.
Minęły dwa miesiące. Wynajęłam małą kawalerkę na Ochocie. Sama kupiłam meble z Ikei i urządziłam ją po swojemu – jasno i przytulnie. Kasia pomagała mi nosić kartony i rozwieszać firanki.
Michał przestał się odzywać zupełnie. Po kilku tygodniach dostałam od niego SMS-a: „Chcę rozwodu.”
Nie płakałam już wtedy. Byłam zmęczona walką o coś, co nigdy nie było moje naprawdę.
Teściowa rozpowiadała po rodzinie i sąsiadach różne rzeczy: że uciekłam z innym, że byłam leniwa i niewdzięczna. Próbowałam się tłumaczyć tylko raz – zadzwoniłam do ciotki Michała:
– Ciociu… to nieprawda…
Ale ona tylko westchnęła:
– Wiesz kochanie… Halina zawsze była uparta.
Zrozumiałam wtedy, że nie mam już czego szukać w tej rodzinie.
Po roku spotkałam Michała przypadkiem na ulicy. Był sam. Wyglądał starzej i smutniej niż kiedyś.
– Przepraszam – powiedział tylko i odszedł bez słowa.
Dziś mam nowe życie. Mam własny kąt i własne zasady. Czasem jeszcze boli mnie serce na myśl o tym wszystkim, co straciłam – o miłości, która okazała się iluzją; o rodzinie, która nigdy nie była moją rodziną naprawdę; o domu, który był tylko miejscem zamieszkania.
Ale nauczyłam się jednego: czasem trzeba stracić wszystko, żeby odnaleźć siebie.
Czy rodzina naprawdę zawsze stoi za nami? A może czasem trzeba mieć odwagę odejść i zacząć od nowa?