Prawda, która boli – historia Marka, Klary i Laury
– Marek, powiedz mi w końcu prawdę. – Głos Klary drżał, choć starała się brzmieć stanowczo. Stała w kuchni, opierając się o blat, z kubkiem kawy w dłoni, ale jej oczy nie odrywały się ode mnie ani na chwilę.
Patrzyłem na nią, czując jak pot spływa mi po karku, choć przecież dopiero co wyszedłem spod prysznica. W głowie miałem mętlik. Jeszcze godzinę temu czułem się panem własnego losu, a teraz… Teraz wszystko wisiało na włosku.
– Klaro, przecież mówiłem ci już tyle razy, że to tylko formalności. Laura… – zacząłem, ale ona mi przerwała.
– Formalności? – powtórzyła z ironią. – Mieszkam tu od trzech miesięcy, a twoja żona wciąż ma klucze do mieszkania. To nie są formalności, Marek. To kłamstwa.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, rozległ się dźwięk domofonu. Spojrzałem na Klarę, a ona na mnie. Przez chwilę żadne z nas się nie ruszało, jakbyśmy czekali, aż problem sam się rozwiąże. W końcu podszedłem do drzwi i nacisnąłem przycisk.
– Kto tam? – zapytałem, starając się brzmieć obojętnie.
– Laura. Przyszłam po swoje rzeczy. – Jej głos był spokojny, niemal chłodny. Poczułem, jak serce podchodzi mi do gardła.
Otworzyłem drzwi. Laura stała na korytarzu, ubrana elegancko, z włosami spiętymi w kok. Wyglądała zupełnie inaczej niż wtedy, gdy ostatni raz się widzieliśmy – pewna siebie, spokojna, jakby nic nie mogło jej już zranić.
– Dzień dobry, Klaro – powiedziała, wchodząc do mieszkania bez zaproszenia. – Przepraszam za najście, ale muszę zabrać swoje rzeczy.
Klara spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Widziałem, jak jej twarz blednie. Laura przeszła przez przedpokój, otworzyła szafę i zaczęła wyjmować ubrania. Robiła to metodycznie, bez pośpiechu, jakby była u siebie.
– Laura, może byś… – zacząłem, ale ona nawet na mnie nie spojrzała.
– Nie martw się, nie zajmę dużo czasu. – Jej głos był spokojny, ale wyczuwałem w nim nutę ironii.
Klara stała w drzwiach, patrząc to na mnie, to na Laurę. W powietrzu wisiała cisza, która ciążyła coraz bardziej.
– Marek, czy możesz mi wyjaśnić, dlaczego twoja żona wciąż tu mieszka? – zapytała w końcu Klara, jej głos był cichy, ale stanowczy.
– To nie tak, Klaro… – zacząłem, ale Laura przerwała mi jednym zdaniem, które zmroziło mi krew w żyłach.
– Pamiętaj, Marek, że połowa tego mieszkania wciąż należy do mnie. – Spojrzała mi prosto w oczy, a potem przeniosła wzrok na Klarę. – I dopóki nie będzie rozwodu, mam tu takie same prawa jak ty.
Klara odsunęła się od drzwi, jakby nagle zabrakło jej powietrza. Widziałem, jak jej ręce zaczynają drżeć.
– Czyli… – zaczęła, ale nie dokończyła. Spojrzała na mnie z wyrzutem. – Czyli wprowadziłeś mnie do mieszkania, które nie jest twoje?
– Klaro, to tylko kwestia czasu, naprawdę… – próbowałem się tłumaczyć, ale czułem, że każde słowo tylko pogarsza sytuację.
Laura pakowała swoje rzeczy, nie zwracając na nas uwagi. W końcu zamknęła walizkę i spojrzała na mnie z wyższością.
– Jeśli nie chcesz się dogadać, Marek, to sprzedam swoją część albo ją wynajmę. Mam już nawet kilka propozycji. – Uśmiechnęła się lekko, a ja poczułem, jak grunt usuwa mi się spod nóg.
Klara odwróciła się do mnie plecami. Widziałem, jak ociera łzę z policzka.
– Nie wierzę, że to zrobiłeś. – Jej głos był ledwo słyszalny. – Myślałam, że jesteś inny.
Podszedłem do niej, próbując ją objąć, ale odsunęła się gwałtownie.
– Nie dotykaj mnie. – Spojrzała mi prosto w oczy. – Wszystko, co mi mówiłeś, było kłamstwem?
– Klaro, przysięgam, że chciałem to wszystko załatwić… – zacząłem, ale ona już mnie nie słuchała. Zaczęła zbierać swoje rzeczy, wrzucając je do torby w pośpiechu.
Laura stała w przedpokoju, patrząc na nas z dystansem. W jej oczach widziałem coś, czego nigdy wcześniej nie dostrzegałem – spokój, którego mi brakowało.
– Marek, nie będę się z tobą kłócić. – powiedziała Laura. – Chcę tylko odzyskać swoje rzeczy i swoje życie.
Klara minęła mnie bez słowa, mijając Laurę w drzwiach. Przez chwilę obie kobiety spojrzały sobie w oczy. W tym spojrzeniu było wszystko – żal, rozczarowanie, ale też zrozumienie.
Drzwi zamknęły się za Klarą z hukiem. Stałem w przedpokoju, nie wiedząc, co zrobić. Laura podeszła do mnie i położyła mi dłoń na ramieniu.
– Wiesz, Marek, przez długi czas myślałam, że to ja coś zrobiłam źle. Że to moja wina, że się rozpadliśmy. Ale teraz widzę, że to ty nie potrafisz być szczery. Ani ze mną, ani z samym sobą.
Nie odpowiedziałem. Nie miałem już siły. Laura wyszła, zostawiając mnie samego w pustym mieszkaniu, które nagle wydało mi się obce.
Usiadłem na kanapie, patrząc na ścianę. Przez głowę przelatywały mi obrazy z ostatnich miesięcy – pierwsze spotkanie z Klarą, jej śmiech, wspólne plany, rozmowy do późna w nocy. Wszystko to teraz wydawało się odległe, jakby należało do kogoś innego.
Telefon zadzwonił. To była Klara. Przez chwilę wahałem się, czy odebrać, ale w końcu nacisnąłem zieloną słuchawkę.
– Marek, nie dzwoń do mnie więcej. – Jej głos był zimny. – Potrzebuję czasu. I nie chcę już słuchać twoich tłumaczeń.
Rozłączyła się. Siedziałem w ciszy, czując, jak ogarnia mnie pustka. Przez okno wpadało blade światło poranka, ale dla mnie wszystko było szare.
Przypomniałem sobie, jak jeszcze niedawno czułem się silny, pewny siebie. Jak myślałem, że mogę zacząć wszystko od nowa, nie rozliczając się z przeszłością. Teraz widziałem, jak bardzo się myliłem.
Wieczorem zadzwoniła moja matka. Odebrałem, choć nie miałem ochoty na rozmowę.
– Marek, co się stało? – zapytała z troską. – Klara do mnie dzwoniła. Powiedziała, że się wyprowadziła.
– Mamo, nie chcę o tym rozmawiać.
– Synku, musisz w końcu dorosnąć. Nie możesz ciągle uciekać przed odpowiedzialnością. Laura była dobrą żoną, a ty… – zawahała się. – Zawsze myślałam, że jesteś mądrzejszy.
– Mamo, proszę cię… – westchnąłem, czując, jak narasta we mnie złość. – To nie jest takie proste.
– Życie nigdy nie jest proste, Marek. Ale jeśli nie nauczysz się być szczery, zawsze będziesz sam.
Rozłączyłem się. Słowa matki bolały, ale wiedziałem, że miała rację. Przez całe życie uciekałem przed trudnymi rozmowami, zamiast stawić im czoła. Teraz zostałem z niczym.
Minęły dni. Laura odebrała resztę swoich rzeczy. Klara nie odbierała telefonów. W pracy unikałem ludzi, nie miałem siły na żarty i rozmowy. Nawet siłownia, która kiedyś była moją odskocznią, przestała mnie cieszyć.
Pewnego wieczoru spotkałem Laurę na ulicy. Szła z przyjaciółką, śmiała się. Zatrzymałem się, patrząc na nią z daleka. Wyglądała na szczęśliwą. Przez chwilę chciałem do niej podejść, przeprosić, poprosić o drugą szansę. Ale wiedziałem, że to nie ma sensu. Laura już mnie nie potrzebowała.
Wróciłem do pustego mieszkania. Usiadłem na łóżku i spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Kim jestem? Człowiekiem, który boi się prawdy? Który buduje swoje życie na kłamstwach?
Może właśnie na tym polega dorosłość – na umiejętności przyznania się do błędów. Na odwadze, by spojrzeć w lustro i zobaczyć siebie takim, jakim się jest naprawdę.
Czy można jeszcze wszystko naprawić? Czy zasługuję na drugą szansę? A może niektóre błędy są nie do odkupienia?
Ciekaw jestem, co wy o tym myślicie. Czy prawda zawsze wyzwala, czy czasem lepiej nie wiedzieć wszystkiego? Jak wy byście postąpili na moim miejscu?