Między Przystankami: Opowieść o Zuzannie i Arkadiuszu

Drzwi autobusu numer 175 zatrzasnęły się tuż za mną z głuchym trzaskiem. Warszawski wieczór był lepki od deszczu i spalin, a ja, Zuzanna Maj, ledwo trzymałam się na nogach po dwunastogodzinnej zmianie w szpitalu. W środku tłum napierał z każdej strony, a ja z trudem złapałam się uchwytu nad głową. Marzyłam tylko o tym, by usiąść, zamknąć oczy i choć na chwilę zapomnieć o wszystkim – o pacjentach, o matce dzwoniącej co wieczór z pretensjami, o pustym mieszkaniu na Pradze.

Nagle poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Mężczyzna w granatowej kurtce, z lekko siwiejącymi włosami i zmęczonymi oczami, wstał i skinął głową w moją stronę.

– Proszę, niech pani usiądzie – powiedział cicho, ale stanowczo.

Zawahałam się przez sekundę. Wychowana w domu, gdzie kobieta zawsze ustępowała miejsca starszym, poczułam się niezręcznie. Ale nogi miałam jak z waty.

– Dziękuję – wyszeptałam i opadłam na siedzenie, czując ulgę niemal fizyczną.

Mężczyzna stanął obok mnie. Przez chwilę jechaliśmy w milczeniu, wsłuchani w szum silnika i rozmowy innych pasażerów. W końcu odezwał się pierwszy:

– Ciężki dzień?

Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie miałam siły na rozmowy, ale coś w jego głosie sprawiło, że odpowiedziałam:

– Najcięższy w tym tygodniu. Pracuję na oddziale ratunkowym. A pan?

Uśmiechnął się smutno.

– Arkadiusz. Pracuję w urzędzie miasta. Dziś zamknęliśmy budżet na przyszły rok. Myślałem, że nie wyjdę stamtąd żywy.

Parsknęłam śmiechem mimo zmęczenia. Przez chwilę poczułam się lżej. Rozmawialiśmy jeszcze przez kilka przystanków – o korkach, o pogodzie, o tym, jak trudno znaleźć chwilę dla siebie w tym mieście.

Kiedy wysiadałam na swoim przystanku, Arkadiusz podał mi swoją wizytówkę.

– Gdyby pani kiedyś potrzebowała pomocy… albo po prostu chciała pogadać – powiedział z uśmiechem.

Schowałam kartkę do kieszeni płaszcza i pobiegłam do domu przez deszcz. Nie spodziewałam się wtedy, że to spotkanie zmieni wszystko.

W domu czekała na mnie matka. Siedziała przy stole z filiżanką herbaty i spojrzała na mnie z wyrzutem.

– Znowu późno. Myślisz tylko o pracy! Kiedy ostatni raz byłaś u babci? Albo u ciotki Haliny? – zaczęła od progu.

Westchnęłam ciężko.

– Mamo, jestem zmęczona. Pracuję po dwanaście godzin dziennie. Nie mam siły na rodzinne wizyty.

– Zawsze masz wymówki! – krzyknęła matka. – A jak zachoruję? Kto się mną zajmie? Twój brat? On nawet nie odbiera telefonów!

Zacisnęłam pięści pod stołem. Od lat czułam się odpowiedzialna za wszystkich wokół – za matkę, za brata alkoholika, za pacjentów w szpitalu. A kto był odpowiedzialny za mnie?

Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. W myślach wracałam do rozmowy z Arkadiuszem. Jego spokojny głos był jak plaster na moje rozedrgane nerwy. Wyjęłam wizytówkę z kieszeni i przyglądałam się jej przez dłuższą chwilę.

Następnego dnia napisałam do niego krótką wiadomość: „Dziękuję za miejsce w autobusie. Może kawa po pracy?”

Odpisał niemal od razu: „Z przyjemnością. Jutro po siedemnastej?”

Spotkaliśmy się w małej kawiarni przy Nowym Świecie. Arkadiusz okazał się świetnym słuchaczem. Opowiadał mi o swoim rozwodzie, o dorosłej córce studiującej za granicą, o samotności, która czasem go przytłaczała.

– Wiesz – powiedział pewnego wieczoru – czasem mam wrażenie, że życie przecieka mi przez palce. Że wszystko już było i nic dobrego mnie nie czeka.

Patrzyłam na niego i widziałam w jego oczach własne lęki. Może dlatego tak szybko się zaprzyjaźniliśmy.

Nasza relacja rozwijała się powoli. Spotykaliśmy się raz w tygodniu – na kawie, spacerze po Łazienkach, czasem po prostu rozmawialiśmy przez telefon do późna w nocy. Matka patrzyła na to z niechęcią.

– Facet po rozwodzie? Starszy od ciebie? Co ludzie powiedzą? – powtarzała jak mantrę.

Próbowałam tłumaczyć jej, że Arkadiusz jest dobrym człowiekiem, że przy nim czuję się spokojna jak nigdy dotąd. Ale ona tylko kręciła głową i wzdychała ciężko.

Pewnego dnia brat zadzwonił pijany z komisariatu.

– Zuzka… pomóż mi… zabrali mi prawo jazdy…

Pojechałam po niego mimo wszystko. W drodze powrotnej płakał jak dziecko.

– Przepraszam… Zawsze ci wszystko psuję…

Nie wiedziałam już, czy bardziej go żałuję, czy mam dość tej wiecznej odpowiedzialności.

Arkadiusz był jedyną osobą, przy której mogłam być sobą. Raz zaprosił mnie do swojego mieszkania na Mokotowie. Siedzieliśmy przy winie i słuchaliśmy starych płyt Czesława Niemena.

– Chciałbym ci coś powiedzieć – zaczął niepewnie. – Boję się… boję się znów kogoś pokochać i znów stracić wszystko.

Dotknęłam jego dłoni.

– Ja też się boję – wyszeptałam.

Z czasem zaczęliśmy być razem coraz częściej. Matka była coraz bardziej zgorzkniała.

– Zostawisz mnie dla niego! – krzyczała pewnego wieczoru. – Tak samo jak twój ojciec zostawił nas dla tamtej kobiety!

Nie wytrzymałam.

– Mamo! Mam prawo być szczęśliwa! Całe życie robiłam wszystko dla was! Teraz chcę czegoś dla siebie!

Wybiegłam z domu i długo błąkałam się po mieście. Zadzwoniłam do Arkadiusza dopiero nad ranem.

– Przyjedź do mnie – powiedział tylko.

Zamieszkałam u niego na kilka tygodni. Po raz pierwszy od lat czułam się wolna od oczekiwań innych ludzi. Ale wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju.

Któregoś dnia matka trafiła do szpitala z podejrzeniem udaru. Pobiegłam do niej natychmiast. Leżała blada i słaba na szpitalnym łóżku.

– Przepraszam… – wyszeptała cicho. – Bałam się zostać sama…

Poczułam łzy pod powiekami.

– Ja też się bałam… całe życie…

Po tym wszystkim wróciłam do domu rodzinnego na kilka tygodni, by pomóc matce dojść do siebie. Arkadiusz odwiedzał mnie codziennie po pracy; przynosił kwiaty i ulubione ciastka mojej mamy. Z czasem nawet ona zaczęła patrzeć na niego łaskawszym wzrokiem.

Dziś mija rok od naszego pierwszego spotkania w autobusie. Siedzę przy oknie z kubkiem herbaty i patrzę na krople deszczu spływające po szybie. Arkadiusz czyta gazetę w salonie, a mama krząta się po kuchni.

Czasem myślę o tym wszystkim, co musiałam przejść, by nauczyć się walczyć o własne szczęście. Czy naprawdę trzeba aż tylu dramatów i łez, by pozwolić sobie na odrobinę radości? Czy wy też kiedyś baliście się postawić siebie na pierwszym miejscu?