Między młotem a kowadłem: Kiedy rodzina męża staje się moim największym wrogiem
— Znowu przyszłaś w tych samych butach? — głos Agaty, mojej szwagierki, przeszył ciszę w salonie jak nóż. Stałam w progu, ściskając w dłoni torbę z ciastem, które upiekłam specjalnie na tę okazję. Wszyscy spojrzeli na mnie, a ja poczułam, jak policzki płoną mi ze wstydu. — Może nie stać cię na nowe? — dodała z uśmiechem, który miał być żartobliwy, ale w jej oczach widziałam tylko pogardę.
Mój mąż, Tomek, udawał, że nie słyszy. Jego matka, pani Halina, spojrzała na mnie z góry, jakby oceniała każdy mój ruch. W takich chwilach czułam się jak intruz, ktoś, kto przypadkiem wszedł do czyjegoś domu i nie wie, czy może usiąść, czy lepiej od razu wyjść. — Dzień dobry — powiedziałam cicho, próbując się uśmiechnąć. — Przyniosłam szarlotkę. — O, szarlotka! — westchnęła teściowa. — Ale przecież Agata nie je glutenu, a ja jestem na diecie. No, ale może Tomek zje, prawda synku?
Tomek tylko skinął głową, nie patrząc mi w oczy. Czułam, jak z każdym kolejnym spotkaniem coraz bardziej się kurczę, jakby moje miejsce przy stole było coraz mniejsze. Zawsze byłam osobą pewną siebie, ale tutaj, w tym domu, wszystko się zmieniało. Każda rozmowa była jak pole minowe. — A jak tam twoja praca, Kasiu? — zapytała Agata, z tym swoim ironicznym uśmieszkiem. — Nadal siedzisz w tym biurze? Nie nudzi cię to?
— Lubię swoją pracę — odpowiedziałam, starając się brzmieć pewnie. — Przynajmniej mam stabilność.
— Stabilność? — prychnęła. — Ja bym umarła z nudów. Ale rozumiem, nie każdy może być ambitny.
Zacisnęłam dłonie na kolanach. Tomek siedział obok mnie, ale czułam się, jakbym była sama. Po powrocie do domu próbowałam z nim rozmawiać. — Tomek, dlaczego nic nie mówisz, kiedy twoja siostra mnie obraża? — zapytałam, ledwo powstrzymując łzy.
— Kasiu, przesadzasz. Ona taka już jest, nie przejmuj się. Po prostu nie zwracaj uwagi — odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc. — Nie chcę się kłócić z rodziną.
— Ale ja jestem twoją rodziną! — wybuchłam. — Czy naprawdę nie widzisz, jak mnie traktują?
— Przestań, proszę cię. Nie rób z igły widły — rzucił i wyszedł z kuchni, zostawiając mnie samą z moimi myślami.
Z każdym kolejnym tygodniem czułam, jak tracę grunt pod nogami. Zaczęłam unikać spotkań rodzinnych, wymyślałam wymówki, by nie jechać do teściów. Ale to tylko pogarszało sprawę. Agata dzwoniła do Tomka, skarżąc się, że „jego żona się wywyższa” i „nie chce się integrować z rodziną”. Teściowa zaczęła mnie ignorować, a Tomek coraz częściej wracał do domu w złym humorze.
Pewnego wieczoru, kiedy wrócił z pracy, rzucił kluczami na stół i powiedział: — Mama mówiła, że znowu jej nie odwiedziłaś. Co mam im powiedzieć? Że cię nie obchodzą?
— A ciebie obchodzi, jak ja się czuję? — zapytałam cicho. — Czy w ogóle widzisz, co się dzieje?
— Przestań dramatyzować. Wszyscy mają jakieś problemy z rodziną. Musisz się dostosować.
Te słowa bolały bardziej niż cokolwiek innego. Przez całe życie starałam się być dobrą żoną, synową, siostrą. Ale tutaj, w tej rodzinie, czułam się jak wróg. Zaczęłam wątpić w siebie, w swoje decyzje. Czy naprawdę jestem taka zła? Czy to ze mną jest coś nie tak?
Pewnej niedzieli postanowiłam spróbować jeszcze raz. Upiekłam ulubione ciasto teściowej, ubrałam się elegancko i pojechaliśmy do nich razem z Tomkiem. Już w drzwiach usłyszałam: — O, jednak się pojawiłaś. Myślałam, że już nas nie lubisz — rzuciła Agata. — Mamo, zobacz, Kasia przyszła! — krzyknęła z przesadnym entuzjazmem.
Przez cały obiad czułam się jak na przesłuchaniu. — A kiedy dzieci? — zapytała nagle teściowa. — Wszyscy już czekamy, a wy tylko pracujecie i pracujecie. Może czas pomyśleć o rodzinie?
— To nasza sprawa, mamo — odpowiedział Tomek, ale bez przekonania. — Kasia jeszcze nie jest gotowa.
— Nie jest gotowa? — Agata spojrzała na mnie z wyższością. — Może po prostu nie chce mieć dzieci z naszym Tomkiem?
Wyszłam do łazienki, zamknęłam się i pozwoliłam sobie na łzy. W lustrze widziałam kobietę, która coraz mniej przypominała siebie. Gdzie się podziała ta pewna siebie Kasia, która nie bała się wyzwań? Czy naprawdę muszę wybierać między sobą a rodziną męża?
Wieczorem, kiedy wróciliśmy do domu, powiedziałam Tomkowi: — Nie dam już rady. Albo coś się zmieni, albo nie wiem, jak dalej będziemy żyć. Nie chcę być wiecznie tą złą, która nie pasuje do waszego świata.
Tomek milczał długo, patrząc w okno. — Kocham cię, Kasiu, ale nie mogę zerwać kontaktu z rodziną. To moja matka, moja siostra. Musisz to zrozumieć.
— A ty musisz zrozumieć, że ja też mam granice — odpowiedziałam. — Nie chcę być między młotem a kowadłem. Chcę być twoją żoną, partnerką, a nie wrogiem twojej rodziny.
Od tamtej pory nasze relacje stały się jeszcze bardziej napięte. Zaczęłam chodzić na terapię, żeby odzyskać siebie. Zrozumiałam, że nie mogę pozwolić, by ktoś inny decydował o mojej wartości. Ale wciąż zadaję sobie pytanie: czy można wygrać tę walkę, nie tracąc siebie ani ukochanej osoby?
Może ktoś z was był w podobnej sytuacji? Czy da się znaleźć złoty środek, kiedy rodzina męża staje się twoim największym wrogiem?