Umowa, która złamała moje życie – i serce

Siedziałam w kawiarni „Słodka Chwila” na rogu Puławskiej i Madalińskiego, patrząc przez zaparowane okno na szarą, listopadową Warszawę. Moje dłonie drżały, choć kawa była jeszcze gorąca. Michał, mój mąż od piętnastu lat, siedział naprzeciwko mnie, z twarzą napiętą jak struna. Przez chwilę milczeliśmy, słuchając cichego szumu ekspresu do kawy i rozmów innych gości. W końcu Michał wyjął z teczki plik papierów i bez słowa położył je przede mną.

– Podpisz to, proszę – powiedział cicho, ale stanowczo.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – Co to jest? – zapytałam, choć już przeczuwałam, że nic dobrego mnie nie czeka.

– Umowa rozdzielności majątkowej – odpowiedział, nie patrząc mi w oczy. – To dla naszego dobra. Dla bezpieczeństwa firmy.

Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. Przez głowę przetoczyła mi się fala wspomnień: nasze pierwsze mieszkanie na Ursynowie, narodziny naszej córki Zosi, wspólne wakacje nad Bałtykiem. Wszystko, co budowaliśmy razem, nagle miało zostać podzielone na pół.

– Michał, czy ty mnie jeszcze kochasz? – wyszeptałam, czując, jak łzy napływają mi do oczu.

Nie odpowiedział od razu. Wziął głęboki oddech, jakby zbierał się na skok do zimnej wody. – To nie o to chodzi, Aniu. Po prostu… sytuacja w firmie jest trudna. Muszę zabezpieczyć majątek, żeby nie stracić wszystkiego, jeśli coś pójdzie nie tak.

– A ja? – przerwałam mu. – Ja też jestem „majątkiem”, który trzeba zabezpieczyć?

W kawiarni zrobiło się nagle cicho. Nawet kelnerka, która przechodziła obok, spojrzała na nas z niepokojem. Michał spuścił wzrok. – Nie chcę cię skrzywdzić. Ale muszę to zrobić. Dla nas.

Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Przez lata byłam jego wsparciem – kiedy zaczynał własną działalność, kiedy miał kryzys, kiedy chorował jego ojciec. Zawsze byliśmy razem. A teraz miałam podpisać papiery, które oddzielą mnie od wszystkiego, co razem stworzyliśmy?

Wróciłam do domu jak w transie. Zosia bawiła się w swoim pokoju, a ja usiadłam na kanapie i patrzyłam w pustkę. Próbowałam zrozumieć, co się stało. Czy to tylko biznes, czy może Michał już mnie nie kocha? Czy jest ktoś inny? W głowie kłębiły mi się myśli, a serce bolało coraz bardziej.

Wieczorem Michał wrócił do domu. Próbowałam z nim rozmawiać, ale unikał mojego wzroku. – Aniu, proszę, nie komplikuj. To tylko formalność. Jeśli nie podpiszesz, firma może upaść. Stracimy wszystko.

– A jeśli podpiszę? – zapytałam. – Co wtedy stracę ja?

Nie odpowiedział. Wyszedł do drugiego pokoju i zamknął drzwi. Siedziałam sama, słysząc tylko cichy szum telewizora i śmiech Zosi. Czułam się jak intruz we własnym domu.

Następne dni były jeszcze gorsze. Michał był coraz bardziej nieobecny, wracał późno, unikał rozmów. Zosia zaczęła pytać, dlaczego tata jest smutny, dlaczego mama płacze w nocy. Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć.

W końcu zadzwoniłam do mojej mamy. – Mamo, Michał chce, żebym podpisała rozdzielność majątkową. Co mam robić?

Mama milczała przez chwilę. – Aniu, musisz pomyśleć o sobie. O Zosi. Jeśli czujesz, że coś jest nie tak, nie podpisuj. Porozmawiaj z prawnikiem.

Zebrałam się na odwagę i umówiłam się na spotkanie z mecenasem Nowakiem. Siedziałam w jego biurze, opowiadając o wszystkim, co się wydarzyło. – Pani Anno, proszę być ostrożna. Takie umowy często są początkiem końca. Jeśli mąż nie chce rozmawiać, to znaczy, że coś ukrywa.

Wróciłam do domu z jeszcze większym niepokojem. Michał czekał na mnie w kuchni. – Byłaś u prawnika? – zapytał zimno.

– Tak. Chcę wiedzieć, na co się zgadzam. Nie podpiszę niczego, dopóki nie będę pewna, że to dla dobra naszej rodziny, a nie tylko twojego.

Wybuchł. – Zawsze musisz wszystko komplikować! Myślisz tylko o sobie! Firma to nasze życie, a ty chcesz wszystko zniszczyć!

– Firma to nie wszystko! – krzyknęłam. – A co z nami? Z Zosią? Z tym, co razem budowaliśmy?

Michał wyszedł trzaskając drzwiami. Zosia przybiegła do mnie, wtuliła się w moje ramiona. – Mamusiu, dlaczego tata krzyczy?

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przytuliłam ją mocniej, czując, jak łzy spływają mi po policzkach.

Minęły tygodnie. Michał coraz częściej nocował poza domem, tłumacząc się pracą. Zosia zamknęła się w sobie, przestała rozmawiać z koleżankami. Ja czułam się coraz bardziej samotna. W końcu dowiedziałam się prawdy – Michał miał romans z jedną ze swoich pracownic. Umowa była tylko pretekstem, żeby zabezpieczyć się przed rozwodem.

Poczułam, jakby świat się skończył. Przez kilka dni nie wychodziłam z łóżka. Mama przyjechała, żeby zająć się Zosią. W końcu zebrałam się na odwagę i porozmawiałam z Michałem. – Wiem o wszystkim. Nie podpiszę tej umowy. Chcę rozwodu.

Nie próbował mnie zatrzymać. Spakował rzeczy i wyprowadził się do swojej nowej partnerki. Zostałam sama z Zosią, z rozbitym sercem i poczuciem, że wszystko, co budowałam przez lata, rozsypało się w pył.

Dziś, po kilku miesiącach, zaczynam powoli układać sobie życie na nowo. Zosia wraca do siebie, ja znalazłam pracę w pobliskiej księgarni. Czasem jeszcze budzę się w nocy z poczuciem straty, ale wiem, że zrobiłam dobrze. Zasługuję na szacunek i prawdę, nie na kłamstwa i manipulacje.

Czy można jeszcze zaufać drugiemu człowiekowi po takim doświadczeniu? Czy warto ryzykować serce dla kogoś, kto nie potrafi być szczery? Może zaufanie to luksus, na który nie każdego stać…