Mój syn powiedział, że nie czeka na mnie na Święta… Odwołałam przelew na jego kredyt. Egoizm czy sprawiedliwość?
– Mamo, w tym roku nie przyjeżdżaj na Święta. Będziemy tylko we troje, z Anią i Olkiem. Chcemy spędzić ten czas sami – przeczytałam wiadomość od Michała, mojego jedynego syna, siedząc przy kuchennym stole, na którym leżały już pierniki i opłatek. Przez chwilę nie mogłam oddychać. Serce zaczęło mi walić, a w oczach stanęły łzy. Przecież zawsze byłam z nimi na Wigilii. Nawet po śmierci męża, kiedy wszystko się rozsypało, trzymałam się tej tradycji jak ostatniej deski ratunku. To był mój sens, moje miejsce w rodzinie.
Przez kilka minut siedziałam w ciszy, patrząc na telefon. W głowie kłębiły mi się myśli: „Może to żart? Może Ania nie chce teściowej przy stole? Może Olek coś powiedział?”. Zawsze byłam dla nich wsparciem – opiekowałam się Olkiem, kiedy Michał z Anią pracowali, gotowałam obiady, pomagałam finansowo. Ostatnio Michał poprosił mnie o pożyczkę na ratę kredytu hipotecznego. Bez wahania przelałam mu pieniądze, bo wiedziałam, jak ciężko im się żyje w tych czasach. Ale teraz… Teraz poczułam się jak niepotrzebny mebel, który można odstawić do piwnicy.
Zadzwoniłam do Michała. Odebrał po kilku sygnałach, głos miał chłodny, jakby rozmawiał z urzędnikiem, nie z matką.
– Michał, co się stało? Dlaczego nie mogę przyjechać na Święta?
– Mamo, po prostu chcemy spędzić ten czas sami. Olek jest już duży, Ania też chce trochę spokoju. Wiesz, jak to jest…
– Nie, nie wiem – przerwałam mu, czując, jak głos mi drży. – Zawsze byliśmy razem. Czy coś zrobiłam nie tak?
– Nie, mamo, po prostu… Chcemy inaczej. Proszę, nie rób z tego dramatu.
Rozłączył się. Zostałam sama z ciszą, która bolała bardziej niż jakiekolwiek słowa. Przez całą noc przewracałam się z boku na bok, wspominając wszystkie Święta, kiedy Michał był mały. Jak cieszył się z prezentów, jak razem ubieraliśmy choinkę, jak tulił się do mnie, kiedy bał się burzy. Teraz był dorosły, miał własną rodzinę, a ja… Ja byłam tylko dodatkiem, który można wyłączyć jednym SMS-em.
Następnego dnia miałam zrobić przelew na kolejną ratę jego kredytu. Siedziałam przed komputerem, patrząc na kwotę, która miała zniknąć z mojego konta. Przez lata pomagałam Michałowi, bo wierzyłam, że rodzina to najważniejsze. Ale czy on też tak uważał? Czy dla niego byłam tylko bankomatem, opiekunką do dziecka, kucharką? Czy kiedykolwiek zapytał, czego ja potrzebuję?
Ręka mi zadrżała. Zamknęłam komputer. Po raz pierwszy od lat pomyślałam o sobie. O tym, że jestem zmęczona, samotna, że też mam prawo do szczęścia. Zamiast przelewu napisałam do Michała krótką wiadomość: „Nie zrobię dziś przelewu. Muszę przemyśleć wszystko. Mama”.
Telefon zadzwonił po pięciu minutach. Michał był wściekły.
– Mamo, co to ma znaczyć? Przecież obiecałaś! Muszę zapłacić ratę!
– Michał, a ja muszę pomyśleć o sobie. Zawsze byłam dla was, ale teraz czuję się niepotrzebna. Może czas, żebym zadbała o siebie?
– Przesadzasz. To tylko Święta. Przecież możesz przyjechać po Nowym Roku.
– Ale dla mnie to nie są tylko Święta. To jedyny czas, kiedy czuję się częścią rodziny. Jeśli nie jestem wam potrzebna, to może nie powinnam też być waszym wsparciem finansowym.
Rozłączył się bez słowa. Przez kolejne dni nie odzywał się. Ania napisała mi krótkiego maila: „Rozumiem, że jest pani rozczarowana, ale proszę nie karać Michała. On naprawdę jest w trudnej sytuacji”. Odpisałam jej, że nie chodzi o karę, tylko o szacunek. O to, żeby ktoś w końcu zapytał, jak ja się czuję.
W Wigilię siedziałam sama przy stole. W radiu leciały kolędy, za oknem padał śnieg. Próbowałam nie płakać, ale łzy same cisnęły się do oczu. Przypomniałam sobie, jak kiedyś marzyłam o dużej rodzinie, gwarze, śmiechu dzieci. Teraz miałam tylko ciszę i echo własnych myśli. Przez chwilę miałam ochotę zadzwonić do Michała, przeprosić, przelać mu te pieniądze, udawać, że nic się nie stało. Ale nie zrobiłam tego. Po raz pierwszy postawiłam siebie na pierwszym miejscu.
Po Świętach Michał zadzwonił. Był spokojniejszy, ale w jego głosie czułam żal.
– Mamo, przepraszam. Może rzeczywiście przesadziliśmy. Ale wiesz, życie jest trudne, każdy chce trochę spokoju.
– Wiem, Michał. Ale ja też mam swoje granice. Chciałabym, żebyś to zrozumiał. Nie jestem tylko twoją matką, jestem też człowiekiem.
– Rozumiem. Może wpadniesz do nas na Nowy Rok?
– Zastanowię się – odpowiedziałam cicho.
Odłożyłam słuchawkę i poczułam, że coś się zmieniło. Może nie jestem już najważniejsza w życiu mojego syna. Może nigdy nie byłam. Ale po raz pierwszy od dawna poczułam, że mam prawo do własnych uczuć, do własnych decyzji. Czy to egoizm? Czy może sprawiedliwość?
Czasem zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam. Czy powinnam była przełknąć dumę i dalej być wsparciem, nawet jeśli nikt mnie nie chce przy wigilijnym stole? A może w końcu nauczyłam się dbać o siebie? Czy rodzina to tylko obowiązek, czy też wzajemny szacunek i miłość? Może ktoś z was zna odpowiedź na te pytania…