Między dwoma światami: Kiedy mój mąż stał się obcy

– Znowu o tym rozmawiamy? – mój głos drżał, gdy patrzyłam na Pawła, który stał przy oknie z kubkiem kawy. Za szybą szarzał listopadowy poranek, a ja czułam, jakby całe mieszkanie wypełniała mgła niepewności.

– Nie rozumiesz, Aniu. Ja się tu duszę. – Jego słowa były ostre jak szkło. – Warszawa mnie męczy. Hałas, ludzie, korki. Chcę ciszy. Chcę wrócić do siebie.

– A ja? – zapytałam cicho. – Ja tu mam pracę, przyjaciół, rodziców. Całe życie.

Paweł odwrócił się do mnie powoli. W jego oczach zobaczyłam coś, czego wcześniej nie znałam – chłód. Jakby już podjął decyzję, a ja byłam tylko przeszkodą.

To nie była pierwsza taka rozmowa. Od miesięcy powracała jak bumerang. Paweł wychował się pod Radomiem, w małej wsi, gdzie wszyscy się znali. Ja urodziłam się i wychowałam na Mokotowie. Dla mnie wieś to były wakacje u cioci, dla niego – dom.

Kiedyś śmialiśmy się z tych różnic. On opowiadał mi o krowach i sianokosach, ja o kinach i kawiarniach. Ale od kiedy Paweł stracił pracę w banku, coś się zmieniło. Coraz częściej mówił o powrocie na wieś, o gospodarstwie po rodzicach, które stoi puste. Ja próbowałam go wspierać, ale nie potrafiłam wyobrazić sobie siebie w kaloszach, z widłami w ręku.

Najgorzej było po ostatniej wizycie u moich rodziców. Mama, jak zwykle, nie mogła się powstrzymać:

– Pawełku, może już czas pomyśleć o dziecku? Ania ma dobrą pracę, wy też się jakoś urządzicie…

Widziałam, jak Paweł się spina. Po kolacji wyszedł na balkon i długo nie wracał. Kiedy wróciliśmy do domu, nie odezwał się do mnie ani słowem przez całą noc.

Od tamtej pory było tylko gorzej. Paweł zamknął się w sobie. Zaczął znikać na całe dnie – mówił, że szuka pracy, ale coraz częściej łapałam go na kłamstwie. Raz zobaczyłam na jego telefonie wiadomość od jakiejś „Kasi z Radomia”. Zapytałam, kto to. Odpowiedział krótko:

– Koleżanka ze szkoły.

Nie uwierzyłam mu. Zaczęłam sprawdzać jego rzeczy, przeglądać wiadomości. Czułam się podle, ale nie mogłam inaczej. W końcu znalazłam dowód – zdjęcie starego domu Pawła z podpisem: „Może tu kiedyś razem zamieszkamy?”.

Zrobiło mi się niedobrze. Czy on naprawdę chce mnie zostawić? Czy już mnie nie kocha?

Pewnej nocy nie wytrzymałam. Czekałam na niego do drugiej nad ranem. Kiedy wszedł do mieszkania, od razu zaczęłam:

– Gdzie byłeś?

– U kolegi – rzucił bez przekonania.

– Kłamiesz! – krzyknęłam. – Wiem o Kasi! Wiem o tym domu!

Paweł spojrzał na mnie z pogardą.

– Ty nic nie rozumiesz. Ja tu umieram. Ty myślisz tylko o sobie. O swojej pracy, znajomych, rodzicach. A ja? Ja się nie liczę?

– Przecież próbowałam…

– Próbowałaś? – przerwał mi. – Ty nawet nie chciałaś pojechać zobaczyć ten dom! Nawet nie zapytałaś, jak się czuję!

Wtedy pękłam. Zaczęłam płakać, krzyczeć, prosić go, żeby został, żebyśmy spróbowali razem. Ale Paweł był już gdzie indziej – myślami i sercem.

Następnego dnia spakował walizkę i wyszedł. Bez słowa pożegnania.

Zostałam sama w naszym mieszkaniu. Przez pierwsze dni nie mogłam jeść, spać, oddychać. Rodzice dzwonili co chwilę, mama płakała do słuchawki:

– Aniu, wróci. Musi wrócić.

Ale ja wiedziałam, że to koniec.

Po tygodniu zadzwoniła do mnie Kasia.

– Aniu, przepraszam… Nie chciałam… Paweł jest u mnie. On bardzo cierpi.

Nie odpowiedziałam jej nic. Po prostu się rozłączyłam.

Minęły dwa miesiące. Zaczęłam chodzić na terapię. Próbowałam zrozumieć, gdzie popełniłam błąd. Czy powinnam była dla niego wyjechać? Czy on powinien był zostać dla mnie?

Czasem myślę o tym domu pod Radomiem. O tym, jak mogło wyglądać nasze życie, gdybyśmy oboje potrafili pójść na kompromis.

Dziś już wiem, że czasem miłość to za mało. Że różnice mogą być silniejsze niż uczucia.

Czy można naprawdę kochać kogoś, kto chce zupełnie innego życia? Czy kompromis zawsze oznacza rezygnację z siebie?