Gdy przeszłość wraca na ślubnym kobiercu: Historia matki, która musiała zmierzyć się z własnymi demonami
– Mamo, proszę cię, to dla mnie ważne – głos Michała drżał lekko, jakby bał się, że odmówię. Stał w progu mojego mieszkania, w garniturze, którego jeszcze nie zdążył dopasować do swojej nowej sylwetki. W oczach miał coś, czego nie widziałam od lat – tę dziecięcą ufność, że jeśli poprosi wystarczająco mocno, świat stanie się lepszy.
Westchnęłam ciężko. – Michał, przecież to nie nasza rodzina. Po co ja tam będę? – próbowałam się wykręcić, bo czułam się obco wśród tych wszystkich młodych ludzi, których znał mój syn. Ale on tylko uśmiechnął się smutno.
– Chcę, żebyś była. To ślub mojego najlepszego przyjaciela. Dla mnie to ważne.
Nie mogłam mu odmówić. Przez lata byłam dla niego wszystkim – matką, ojcem, powierniczką. Po rozwodzie z Markiem zostaliśmy sami. Michał miał wtedy jedenaście lat i pamiętam, jak tulił się do mnie w nocy, pytając, czy tata jeszcze nas kocha. Odpowiadałam zawsze tak samo: „Kocha, tylko nie potrafi być blisko”.
W dniu ślubu ubrałam swoją najlepszą sukienkę – granatową, z delikatną koronką na ramionach. Poprawiłam włosy przed lustrem i spojrzałam sobie głęboko w oczy. „Dasz radę” – powiedziałam do siebie cicho.
Kościół był pełen ludzi. Pachniało kwiatami i kadzidłem. Usiadłam w ławce obok Michała. Szeptał mi do ucha imiona gości, opowiadał krótkie anegdoty. Próbowałam się uśmiechać, ale czułam się jak intruz.
Nagle drzwi kościoła otworzyły się szeroko i weszła panna młoda. Wszyscy wstali. Spojrzałam na nią i poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.
To była ona. Agata.
Nie widziałam jej od ponad dwudziestu lat. Kiedyś byłyśmy nierozłączne – razem studiowałyśmy polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, razem marzyłyśmy o wielkiej miłości i podróżach po świecie. Potem wszystko się rozpadło przez jednego mężczyznę.
Adam.
Był wtedy asystentem na naszym wydziale. Przystojny, inteligentny, z tym błyskiem w oku, który sprawiał, że każda dziewczyna czuła się wyjątkowa. Zakochałyśmy się w nim obie – ja po cichu, Agata otwarcie. To ona wygrała.
Przez lata próbowałam zapomnieć o tamtym upokorzeniu. O tym, jak Agata przyszła do mnie pewnego wieczoru i powiedziała: „Wiem, że też go kochasz. Ale on wybrał mnie”. Potem nasze drogi się rozeszły.
Teraz stała przede mną w białej sukni, piękna jak zawsze. Obok niej Adam – starszy, siwiejący przy skroniach, ale nadal ten sam uśmiech.
Michał spojrzał na mnie z niepokojem.
– Mamo? Wszystko w porządku?
– Tak… tak – skłamałam.
Msza dłużyła mi się niemiłosiernie. Wspomnienia wracały falami: nasze wspólne wieczory przy winie, pierwsze randki z Adamem (jeszcze zanim wiedziałam, że spotyka się też z Agatą), łzy i wyrzuty sumienia.
Po ceremonii wszyscy ruszyli do sali weselnej pod Warszawą. Michał prowadził mnie pod ramię.
– Znasz pannę młodą? – zapytał nagle.
Zawahałam się.
– Kiedyś… byłyśmy blisko.
– To może podejdziemy się przywitać?
Nie chciałam. Ale zanim zdążyłam zaprotestować, już staliśmy przed Agatą i Adamem.
Agata spojrzała na mnie i jej twarz pobladła.
– Anna? To… ty?
Adam zmieszał się wyraźnie.
– Aniu…
Przez chwilę staliśmy w niezręcznej ciszy. Michał patrzył to na mnie, to na nich.
– Wy się znacie? – zapytał zdziwiony.
Agata pierwsza odzyskała głos.
– Z Anną studiowałyśmy razem… Dawno temu.
Adam dodał cicho:
– Byliśmy kiedyś blisko.
Michał spojrzał na mnie pytająco. Poczułam narastającą panikę.
– Chodźmy już – szepnęłam do syna i pociągnęłam go za sobą.
Na sali weselnej czułam się jak duch z przeszłości. Ludzie tańczyli, śmiali się, a ja siedziałam przy stole i patrzyłam na Agatę i Adama wirujących w tańcu. Próbowałam nie płakać.
W pewnym momencie podeszła do mnie Agata.
– Musimy porozmawiać – powiedziała stanowczo.
Wyszłyśmy na taras za salą. Powietrze było chłodne i pachniało deszczem.
– Nie wiedziałam… że przyjdziesz – zaczęła niepewnie.
– Ja też nie wiedziałam, że to twój ślub – odpowiedziałam szorstko.
Przez chwilę milczałyśmy.
– Anna… Przepraszam cię za tamte lata. Za Adama… Za wszystko. Myślałam, że już dawno mi wybaczyłaś.
Poczułam gniew i żal naraz.
– Jak miałam ci wybaczyć? Straciłam najlepszą przyjaciółkę i mężczyznę, którego kochałam!
Agata spuściła głowę.
– Adam… On nigdy nie był wart naszej przyjaźni. Ale wtedy tego nie widziałam.
Łzy napłynęły mi do oczu.
– Dlaczego teraz? Dlaczego muszę to wszystko przeżywać jeszcze raz?
Agata dotknęła mojej dłoni.
– Może to znak? Może czas zamknąć przeszłość?
Wróciłam do sali roztrzęsiona. Michał patrzył na mnie z troską.
– Mamo… Co się dzieje?
Nie potrafiłam mu odpowiedzieć. Przez całe życie chroniłam go przed swoimi demonami. Teraz poczułam się naga i bezbronna jak dziecko.
Noc była długa. Tańce mieszały się z rozmowami przy stole, a ja coraz częściej łapałam wzrok Adama skierowany w moją stronę. W końcu podszedł do mnie podczas oczepin.
– Aniu… Musimy porozmawiać – powiedział cicho.
Spojrzałam na niego z goryczą.
– O czym? O tym, jak łatwo można zapomnieć o kimś, kto kiedyś był wszystkim?
Adam westchnął ciężko.
– Nigdy o tobie nie zapomniałem. Ale życie… potoczyło się inaczej.
Poczułam narastający bunt.
– To ty wybrałeś Agatę!
Adam pokiwał głową ze smutkiem.
– Bo była łatwiejszym wyborem. Ty zawsze byłaś silna… a ja bałem się tej siły.
Zostawił mnie z tymi słowami i odszedł do żony. Patrzyłam za nim długo, aż poczułam dłoń Michała na ramieniu.
– Mamo…
Objęłam go mocno i pierwszy raz od lat pozwoliłam sobie płakać przy nim jak dziecko.
Po weselu długo nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się wspomnienia: pierwsze spotkanie z Adamem na korytarzu uczelni; wieczory spędzone z Agatą nad książkami; dzień, w którym dowiedziałam się o ich związku; samotne noce po odejściu Marka; dorastanie Michała bez ojca; moja walka o każdy dzień normalności dla nas dwojga.
Rano Michał zaparzył mi kawę i usiadł naprzeciwko przy kuchennym stole.
– Mamo… Chcesz o tym porozmawiać?
Spojrzałam na niego przez łzy i uśmiechnęłam się smutno.
– Może kiedyś…
Dziś wiem jedno: przeszłość nigdy naprawdę nie odchodzi. Wraca wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy – czasem w postaci dawnej przyjaciółki w białej sukni, czasem jako niespełniona miłość sprzed lat. Czy można naprawdę wybaczyć? Czy da się zamknąć stare rany?
A może każdy z nas nosi w sobie takie śluby przeszłości – niewypowiedziane słowa i niewyjaśnione żale? Co byście zrobili na moim miejscu?