Echo tajemnic: Rodzinny dramat w wielkim mieście
— Agnieszko, coś nie tak? — zapytałem, kiedy staliśmy pod drzwiami kamienicy przy ulicy Dietla. Moja żona ściskała torebkę tak mocno, że aż pobielały jej knykcie. Przez chwilę patrzyła na mnie nieobecnym wzrokiem, jakby jej myśli były gdzieś daleko, poza tym starym krakowskim podwórzem. — Nie, tylko dawno nie widzieliśmy Ani, trochę mi się tęskniło — odpowiedziała cicho, ale nie uwierzyłem jej ani przez chwilę.
Zadzwoniłem dzwonkiem. Po chwili usłyszeliśmy szybkie kroki i drzwi otworzyła Ania. Uśmiechnęła się szeroko, ale jej oczy były zaczerwienione. — Cześć, mamo, cześć, tato! — rzuciła z przesadnym entuzjazmem. Przytuliła nas oboje, lecz jej ramiona drżały. W mieszkaniu panował lekki bałagan: na stole leżały niedojedzone kanapki, a na podłodze walały się książki i notatki.
— Wszystko w porządku? — zapytałem, rozglądając się po pokoju. — Tak, tylko mam dużo nauki — odpowiedziała Ania i odwróciła wzrok. Agnieszka usiadła na kanapie i zaczęła nerwowo poprawiać poduszki.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza. Czułem napięcie w powietrzu, jakbyśmy wszyscy bali się powiedzieć to, co naprawdę leży nam na sercu. W końcu Agnieszka odezwała się pierwsza:
— Aniu, czy coś się stało? Wyglądasz na zmęczoną.
Ania wzruszyła ramionami. — Po prostu dużo pracy na uczelni. Nic więcej.
Nie wierzyłem jej. Znałem swoją córkę zbyt dobrze. Była zawsze otwarta i szczera, a teraz unikała naszego wzroku i mówiła półsłówkami.
Postanowiłem wyjść na balkon zapalić papierosa. Potrzebowałem chwili spokoju, żeby zebrać myśli. Kiedy wróciłem do pokoju, zastałem Agnieszkę i Anię w trakcie cichej rozmowy. Moja żona miała łzy w oczach.
— Marek… — zaczęła Agnieszka drżącym głosem — musimy ci coś powiedzieć.
Serce zabiło mi mocniej. Usiadłem obok nich i spojrzałem na Anię. Ta spuściła głowę.
— Tato… ja… — zaczęła Ania, ale głos jej się załamał.
— Co się dzieje? — zapytałem z niepokojem.
Agnieszka ścisnęła dłoń córki i spojrzała na mnie z rozpaczą w oczach.
— Marek, Ania jest w ciąży — powiedziała cicho.
Zamarłem. Przez chwilę nie mogłem wydobyć z siebie słowa. W głowie kłębiły mi się setki myśli: kto jest ojcem? Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? Czy to dlatego Ania była ostatnio taka zamknięta?
— Dlaczego nic nam nie powiedziałaś? — zapytałem w końcu, starając się opanować drżenie głosu.
Ania zaczęła płakać. — Bałam się… Nie wiedziałam, jak zareagujecie. A poza tym… — zawahała się — ojciec dziecka… on mnie zostawił.
Poczułem gniew i bezsilność jednocześnie. Chciałem ją przytulić, ale nie wiedziałem, czy powinienem. Agnieszka objęła ją ramieniem i zaczęła szeptać coś pocieszającego.
Wtedy zadzwonił telefon Ani. Spojrzała na ekran i nagle pobladła.
— To on… — wyszeptała.
— Odbierz — powiedziałem stanowczo.
Ania odebrała telefon i wyszła do drugiego pokoju. Słyszeliśmy tylko urywki rozmowy: „Nie możesz tak po prostu odejść…”, „Potrzebuję cię…”, „Nie zostawiaj mnie samej…”
Po kilku minutach wróciła do nas jeszcze bardziej roztrzęsiona.
— On nie chce mieć ze mną nic wspólnego — powiedziała przez łzy. — Powiedział, że to nie jego problem.
Agnieszka zaczęła płakać razem z nią. Ja siedziałem jak sparaliżowany. Próbowałem sobie przypomnieć wszystkie nasze rozmowy z Anią z ostatnich miesięcy. Czy coś przeoczyliśmy? Czy mogliśmy temu zapobiec?
Wtedy przypomniałem sobie własną młodość. Też popełniałem błędy, też bałem się przyznać do porażek przed rodzicami. Ale nigdy nie byłem w takiej sytuacji jak moja córka.
— Aniu, jesteśmy z tobą — powiedziałem w końcu cicho. — Poradzimy sobie jakoś. Nie zostawimy cię samej.
Ania spojrzała na mnie z wdzięcznością w oczach. Przez chwilę poczułem ulgę, ale wiedziałem, że to dopiero początek trudnej drogi.
Wieczorem siedzieliśmy we trójkę przy kuchennym stole. Agnieszka parzyła herbatę, a ja próbowałem zebrać myśli. W pewnym momencie moja żona spojrzała na mnie poważnie:
— Marek… muszę ci jeszcze coś powiedzieć.
Spojrzałem na nią pytająco.
— Wiedziałam o ciąży Ani już od miesiąca — wyznała cicho. — Ale obiecałam jej, że nic ci nie powiem, dopóki sama nie będzie gotowa.
Poczułem ukłucie żalu i zdrady. Przez chwilę miałem ochotę wykrzyczeć jej wszystko w twarz: jak mogła przede mną ukrywać coś tak ważnego? Ale widząc jej łzy i strach w oczach, opanowałem się.
— Rozumiem… Chciałaś ją chronić — powiedziałem powoli.
Agnieszka skinęła głową i zaczęła płakać jeszcze mocniej.
Wtedy dotarło do mnie, jak bardzo wszyscy jesteśmy zagubieni w tej sytuacji. Każde z nas próbowało chronić innych przed bólem, a jednocześnie raniło siebie nawzajem.
Noc spędziłem bezsennie na kanapie w salonie Ani. Myślałem o tym, jak bardzo zmieniło się nasze życie w ciągu jednego dnia. Czy potrafimy odbudować zaufanie? Czy będziemy umieli być dla siebie wsparciem?
Rano spojrzałem na śpiącą córkę i żonę i poczułem mieszankę strachu i nadziei. Może właśnie teraz jest czas na szczerość i przebaczenie?
Czasem zastanawiam się: ile jeszcze sekretów kryje nasza rodzina? Czy potrafimy być wobec siebie naprawdę szczerzy? A może każdy z nas nosi w sobie echo tajemnic, których nigdy nie odważymy się wypowiedzieć na głos?