Druga żona już była, proszę wejść: Historia zdrady odkrytej w szpitalu
– Druga żona już była, proszę wejść – powiedziała pielęgniarka, nawet na mnie nie patrząc. Zamarłam w pół kroku, z torebką zsuwającą się z ramienia, z sercem bijącym jak oszalałe. Przez chwilę myślałam, że się przesłyszałam. Druga żona? Jak to druga? Przecież jestem jedyną żoną Pawła. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Wpadłam na oddział zdyszana, bo zadzwonili ze szpitala, że Paweł zasłabł w pracy i trafił tu w ciężkim stanie. Nie pamiętam nawet, jak pokonałam te wszystkie schody i korytarze. W głowie miałam tylko jedno: muszę być przy nim. Muszę go zobaczyć. Muszę usłyszeć jego głos, nawet jeśli miałby mnie tylko zbesztać za to, że się martwię.
Ale te słowa pielęgniarki… Druga żona już była…
– Przepraszam, co pani powiedziała? – zapytałam cicho, czując jak gardło ściska mi się ze strachu.
Pielęgniarka spojrzała na mnie z lekkim zniecierpliwieniem. – Pani do pana Pawła Nowaka? Już była tu jedna pani, która się przedstawiła jako żona. Proszę wejść, ale tylko na chwilę, bo pacjent musi odpoczywać.
Nie pamiętam, jak weszłam do sali. Paweł leżał blady, z kroplówką w ręce. Otworzył oczy i zobaczył mnie. Przez sekundę zobaczyłam w nich coś dziwnego – strach? Wstyd? Może tylko ból.
– Aniu… – wyszeptał.
– Kto tu był przede mną? – zapytałam od razu, zanim zdążyłam się powstrzymać.
Zamilkł. Odwrócił wzrok. W tej ciszy słyszałam tylko pikanie aparatury i własny oddech.
– Paweł…
– Aniu, proszę cię… Nie tutaj…
– Kto tu był?! – powtórzyłam głośniej, czując jak łzy napływają mi do oczu.
Wtedy wszedł lekarz i przerwał tę scenę. Musiałam wyjść. Stałam pod drzwiami jak skamieniała. Ludzie mijali mnie obojętnie, a ja próbowałam zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Czy to możliwe, że mój mąż prowadzi podwójne życie? Że przez te wszystkie lata byłam ślepa?
Wróciłam do domu jak automat. W mieszkaniu wszystko było na swoim miejscu: jego kubek z kawą na stole, niedokończona krzyżówka, jego sweter rzucony na fotel. Zawsze narzekałam na ten bałagan, a teraz patrzyłam na te rzeczy jak na dowody zbrodni.
Wieczorem zadzwoniła do mnie teściowa. – Aniu, jak Paweł? – zapytała z troską.
Chciałam jej powiedzieć prawdę. Chciałam krzyczeć, płakać, wyć z bólu. Ale tylko odpowiedziałam: – Nie wiem…
Przez kolejne dni żyłam jak w transie. Chodziłam do pracy, odbierałam dzieci ze szkoły, gotowałam obiady. Ale w środku czułam się martwa. Każdego dnia wracałam do szpitala i za każdym razem bałam się spotkać tę drugą kobietę. Kim ona jest? Czy jest młodsza? Ładniejsza? Czy daje mu coś, czego ja nie potrafiłam?
W końcu zebrałam się na odwagę i postanowiłam poczekać pod szpitalem. Stałam tam godzinę, może dwie. W końcu zobaczyłam ją – szczupła brunetka w czerwonym płaszczu. Weszła do szpitala pewnym krokiem. Po chwili wyszła i rozmawiała przez telefon.
– Tak, byłam u Pawła… Tak, powiedziałam mu… Nie wiem, co teraz będzie…
Poczułam zimno w całym ciele. To nie był przypadek. To nie była koleżanka z pracy ani dawna znajoma. To była ona – ta druga żona.
Wieczorem po raz pierwszy odważyłam się porozmawiać z Pawłem szczerze.
– Paweł, powiedz mi prawdę. Kim ona jest?
Milczał długo. W końcu westchnął ciężko.
– Aniu… To nie tak miało być… Poznałem ją dwa lata temu… Myślałem, że to tylko przelotny romans… Ale potem wszystko się skomplikowało… Ona zaszła w ciążę…
Zatkało mnie. Poczułam się jakby ktoś uderzył mnie w twarz.
– Czyli masz drugą rodzinę? – zapytałam szeptem.
Nie odpowiedział od razu.
– Tak… Mam syna… Ma półtora roku…
Łzy popłynęły mi po policzkach. Wszystko nagle stało się jasne: jego częste wyjazdy służbowe, tajemnicze telefony wieczorami, zmiany nastroju.
– Dlaczego mi to zrobiłeś? Dlaczego przez tyle lat żyłeś w kłamstwie?
Paweł spuścił głowę.
– Bałem się wszystkiego stracić… Ciebie… dzieci… Ale też jej nie mogłem zostawić…
Wyszłam z sali bez słowa. Przez całą noc nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, próbując znaleźć sens w tym wszystkim. Czy byłam ślepa? Naiwna? Czy może po prostu za bardzo ufałam?
Następnego dnia zadzwoniła do mnie ta kobieta. Przedstawiła się jako Marta.
– Aniu… Wiem, że to dla ciebie trudne… Dla mnie też nie jest łatwo… Paweł obiecywał mi wiele rzeczy… Myślałam, że zostawi cię dla mnie… Ale teraz widzę, że on sam nie wie czego chce…
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Chciałam ją znienawidzić, ale czułam tylko pustkę.
Minęły tygodnie zanim zdecydowałam się powiedzieć dzieciom prawdę. Najstarsza córka zamknęła się w sobie i przestała ze mną rozmawiać. Syn zaczął sprawiać problemy w szkole. Nasza rodzina rozpadła się na kawałki.
Paweł wrócił do domu po wyjściu ze szpitala, ale już nic nie było takie samo. Każdego dnia patrzyliśmy na siebie jak obcy ludzie. W końcu podjęliśmy decyzję o rozwodzie.
Dziś jestem sama i próbuję poukładać swoje życie na nowo. Czasem myślę o Marcie i zastanawiam się, czy ona czuje się szczęśliwa mając Pawła tylko dla siebie. Czy warto było niszczyć dwie rodziny dla jednej miłości?
Często pytam siebie: czy mogłam coś zrobić inaczej? Czy mogłam wcześniej zauważyć sygnały? A może po prostu niektóre rzeczy są nam pisane i nie mamy na nie wpływu?
Czy zdrada zawsze oznacza koniec wszystkiego? A może to początek czegoś nowego – dla mnie samej?