Dom, który nigdy nie był nasz: Tajemnica mojej teściowej

— Jeśli myślisz, że ten dom jest twój, to się grubo mylisz, Aniu. — Głos teściowej przeszył mnie jak zimny nóż. Stała w kuchni, opierając się o blat, z filiżanką kawy w dłoni, patrząc na mnie z góry. — W każdej chwili mogę cię stąd wyrzucić.

Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. Dzieci bawiły się w pokoju obok, a ja, z rękami zanurzonymi w pianie, próbowałam zmywać naczynia po obiedzie. Davor, mój mąż, był jeszcze w pracy. Przez lata wierzyłam, że ten dom, w którym wychowujemy nasze dzieci, jest nasz. Że to nasza przystań, nasze miejsce na ziemi. Ale słowa Jasnej, mojej teściowej, rozbiły tę iluzję na tysiąc kawałków.

— O czym ty mówisz? — zapytałam, starając się, by mój głos nie zadrżał. — Przecież Davor mówił, że dom jest zapisany na niego.

Jasna uśmiechnęła się złośliwie. — Twój mąż mówi ci to, co chcesz usłyszeć. Ale prawda jest taka, że dom należy do mnie. I jeśli nie będziesz robić tego, co ci każę, możesz się pakować.

Wyszła z kuchni, zostawiając mnie z roztrzęsionymi rękami i głową pełną pytań. Przez kolejne godziny chodziłam jak w transie. Próbowałam sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek widziałam jakiekolwiek dokumenty na temat domu. Davor zawsze powtarzał, że wszystko jest w porządku, że nie mam się czym martwić. Ale nigdy nie widziałam aktu własności, nigdy nie podpisywałam żadnych papierów.

Wieczorem, kiedy dzieci już spały, usiadłam z Davoriem w salonie. Patrzył na mnie z troską, ale widziałam w jego oczach niepokój.

— Davor, muszę cię o coś zapytać. — Z trudem powstrzymywałam łzy. — Czy ten dom naprawdę jest nasz?

Zamilkł na chwilę, a potem spuścił wzrok. — Aniu, nie teraz. Jestem zmęczony, miałem ciężki dzień w pracy.

— Nie, Davor. Muszę to wiedzieć. Jasna powiedziała mi dzisiaj, że dom należy do niej. Że w każdej chwili może mnie wyrzucić. Czy to prawda?

Davor westchnął ciężko. — To skomplikowane. Mama rzeczywiście jest właścicielką domu. Ale przecież wiesz, że ona nigdy by cię nie wyrzuciła. Przesadza czasem, ale to tylko słowa.

— Słowa, które mogą zmienić wszystko. — Poczułam, jak łzy spływają mi po policzkach. — Przez tyle lat żyłam w przekonaniu, że budujemy coś razem. Że to nasz dom, nasze życie. A teraz okazuje się, że wszystko zależy od kaprysu twojej matki.

Davor próbował mnie objąć, ale odsunęłam się. — Musisz z nią porozmawiać. Musisz coś zrobić. Nie mogę żyć w ciągłym strachu, że pewnego dnia zostanę z dziećmi na ulicy.

Następnego dnia Jasna zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. Uśmiechała się do wnuków, gotowała obiad, rozmawiała przez telefon z sąsiadką. Ale ja czułam, jak między nami narasta napięcie. Każde jej spojrzenie, każdy gest, był dla mnie przypomnieniem, że nie jestem tu u siebie.

Wieczorem usłyszałam, jak rozmawia z Davoriem w kuchni. — Ona musi się nauczyć, kto tu rządzi. Za bardzo się panoszy. To mój dom, Davor. Twój ojciec ciężko na niego pracował, a ja nie pozwolę, żeby jakaś obca kobieta mi go odebrała.

— Mamo, Ania jest moją żoną. To też jej dom. — Davor próbował mówić spokojnie, ale słyszałam, że jest rozdarty.

— Nie, Davor. To nigdy nie będzie jej dom. — Jasna była nieugięta.

Tej nocy nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, myśląc o tym, co powinnam zrobić. Czy powinnam walczyć o swoje? Czy powinnam odejść i zacząć wszystko od nowa? Ale gdzie pójdę z dwójką dzieci? Nie mam rodziny, do której mogłabym wrócić. Moi rodzice zmarli kilka lat temu, a rodzeństwo mieszka za granicą.

Przez kolejne dni atmosfera w domu była coraz bardziej napięta. Jasna zaczęła mnie ignorować, rozmawiała ze mną tylko wtedy, gdy musiała. Davor coraz częściej wracał późno z pracy, jakby chciał uciec od problemów. Dzieci wyczuwały napięcie i stawały się coraz bardziej niespokojne.

Pewnego popołudnia, kiedy Jasna wyszła do sklepu, postanowiłam przeszukać jej pokój. Wiedziałam, że to nie w porządku, ale czułam, że muszę poznać prawdę. W jednej z szuflad znalazłam teczkę z dokumentami. Drżącymi rękami wyciągnęłam akt własności domu. Wszystko było zapisane na Jasnę. Ani słowa o Davorze, ani o mnie. Poczułam, jak ogarnia mnie rozpacz. Przez tyle lat żyłam w kłamstwie.

Kiedy Jasna wróciła, czekałam na nią w salonie. — Znalazłam dokumenty. Dlaczego nigdy nam nie powiedziałaś, że dom jest tylko twój?

Spojrzała na mnie z pogardą. — Bo to nie twoja sprawa. Jesteś tu tylko gościem. I lepiej, żebyś o tym pamiętała.

Tego wieczoru postanowiłam, że muszę coś zmienić. Porozmawiałam z Davoriem. — Albo coś z tym zrobisz, albo odejdę. Nie mogę żyć w ciągłym strachu i upokorzeniu.

Davor był zrozpaczony. — Aniu, proszę, daj mi czas. Porozmawiam z mamą, spróbuję ją przekonać, żeby przepisała dom na nas. Ale proszę, nie odchodź. Kocham cię. Kocham nasze dzieci.

Patrzyłam na niego i widziałam, jak bardzo jest rozdarty między mną a matką. Wiedziałam, że to nie będzie łatwe. Jasna nigdy nie odda domu bez walki. Ale wiedziałam też, że muszę walczyć o siebie i o swoje dzieci. Nie mogę pozwolić, żeby ktoś inny decydował o moim życiu.

Minęły tygodnie. Davor próbował rozmawiać z matką, ale ona była nieugięta. — Ten dom jest mój i tak zostanie. Jeśli Ania chce odejść, droga wolna. — Jej słowa bolały mnie bardziej niż cokolwiek innego.

Zaczęłam szukać pracy. Wiedziałam, że jeśli będę musiała odejść, muszę być niezależna. Znalazłam zatrudnienie w pobliskiej szkole jako pomoc nauczyciela. To nie było dużo, ale dawało mi poczucie godności i siły.

Pewnego dnia, kiedy wróciłam do domu, Jasna czekała na mnie w kuchni. — Myślisz, że jesteś lepsza, bo pracujesz? To nie zmienia faktu, że ten dom nigdy nie będzie twój.

Spojrzałam jej prosto w oczy. — Może nie będzie mój, ale przynajmniej będę mogła spojrzeć sobie w twarz. Nie będę już żyć w strachu.

Davor przyszedł do mnie wieczorem. — Aniu, nie wiem, co robić. Kocham cię, ale nie mogę zostawić mamy. Ona jest sama, ojciec nie żyje, a ja jestem jej jedynym dzieckiem.

— A ja? Ja i dzieci? — zapytałam cicho. — Czy my się nie liczymy?

Davor milczał. Wiedziałam, że nie znajdzie odpowiedzi.

Dziś, kiedy patrzę na nasze życie, wiem, że nie wszystko jest czarno-białe. Czasem trzeba wybrać między lojalnością a własnym szczęściem. Ale czy naprawdę dom jest wart więcej niż rodzina? Czy warto poświęcić miłość dla kilku metrów kwadratowych? Może to właśnie jest pytanie, które powinniśmy sobie wszyscy zadać.