Zamknięte drzwi, otwarte rany – historia zdrady i przebaczenia
— Naprawdę to robisz? — mój głos drżał, gdy patrzyłam na Andrzeja stojącego w przedpokoju z walizką.
Nie spojrzał mi w oczy. Zapiął kurtkę, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Przez chwilę miałam nadzieję, że to tylko zły sen, że zaraz się obudzi i usłyszę jego chrapanie z sypialni. Ale nie. To działo się naprawdę.
— Muszę — powiedział cicho. — Przepraszam, Aniu.
Przepraszam? Po dwudziestu siedmiu latach małżeństwa, po wspólnych świętach, chorobach dzieci, po tych wszystkich nocach, kiedy zasypialiśmy obok siebie? Przepraszał mnie, jakby rozlał kawę na nowy obrus.
— Do niej idziesz? — zapytałam, choć znałam odpowiedź. Widziałam ich razem na firmowej wigilii. Widziałam, jak patrzy na nią z tym błyskiem w oku, którego nie widziałam u niego od lat.
Andrzej skinął głową. — Do Magdy.
Magda. Moja koleżanka z pracy. Kobieta, której powierzałam swoje sekrety, z którą piłam kawę w bufecie i narzekałam na męża. Teraz już wiem, dlaczego tak uważnie słuchała.
— Wiesz, że ją znałam dłużej niż ty? — powiedziałam z goryczą. — Byłaś na naszym ślubie! Stałaś obok mnie, kiedy rodziłam Karolinę!
Andrzej spuścił wzrok. — Nie chciałem cię ranić.
Zaśmiałam się gorzko. — A jednak ci się udało.
Drzwi zamknęły się za nim cicho, niemal przepraszająco. Zostałam sama w mieszkaniu, które nagle wydało mi się obce i zimne. Usiadłam na podłodze w przedpokoju i płakałam tak długo, aż zabrakło mi łez.
Przez kolejne dni żyłam jak automat. Praca w szkole była jedynym miejscem, gdzie mogłam udawać, że wszystko jest w porządku. Dzieci już dawno wyfrunęły z domu – Karolina mieszkała w Poznaniu z narzeczonym, Tomek studiował w Krakowie. Nie chciałam ich martwić. Udawałam przed nimi przez telefon, że nic się nie stało.
Ale wieczorami wracała cisza. I pytania: co zrobiłam źle? Czy byłam zbyt nudna? Zbyt przewidywalna? Może powinnam była bardziej dbać o siebie? Może powinnam była częściej mówić mu „kocham”? Każde wspomnienie bolało jak otwarta rana.
Najgorsze przyszło tydzień później. Zadzwoniła Magda.
— Aniu… — jej głos był cichy, niemal błagalny. — Musimy porozmawiać.
— O czym? O tym, jak świetnie smakuje cudzy mąż?
— Proszę cię… To nie tak…
— A jak? — przerwałam jej ostro. — Powiedz mi, Magda, jak to jest zakochać się w mężu przyjaciółki?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Przepraszam — wyszeptała w końcu. — Nie planowaliśmy tego… To się po prostu stało.
— Ludzie nie potykają się i nie wpadają sobie do łóżka przez przypadek — syknęłam i rozłączyłam się.
Przez kolejne tygodnie unikałam ludzi. W pracy wszyscy wiedzieli – plotki rozchodzą się szybciej niż grypa. Koleżanki patrzyły na mnie ze współczuciem albo udawały, że nic się nie stało. Najgorsza była Basia z matematyki:
— Aniu, musisz być silna! Mężczyźni są tacy sami…
Chciałam jej powiedzieć, żeby się zamknęła. Ale tylko skinęłam głową i wróciłam do sprawdzania klasówek.
W domu wszystko przypominało mi o Andrzeju: jego kubek z napisem „Najlepszy tata”, sweter rzucony na fotel, zdjęcia z wakacji nad morzem. Próbowałam je chować do szuflady, ale za każdym razem coś mnie powstrzymywało. Jakby wyrzucenie tych rzeczy oznaczało przyznanie się do porażki.
Pewnego wieczoru zadzwoniła Karolina.
— Mamo… Tata do mnie dzwonił. Powiedział mi o wszystkim.
Zamarłam.
— I co powiedziałaś?
— Że jest idiotą — odpowiedziała bez wahania. — Ale… Mamo, on chce się z tobą spotkać. Porozmawiać.
Poczułam gniew i żal jednocześnie.
— Nie wiem, czy jestem gotowa go widzieć.
— Może powinnaś spróbować? Dla siebie?
Karolina zawsze była dojrzalsza ode mnie.
Zgodziłam się na spotkanie tydzień później. Andrzej przyszedł punktualnie – jak zawsze. Usiadł przy stole i przez chwilę milczeliśmy.
— Aniu… Ja wiem, że to wszystko moja wina. Ale… Chciałem ci podziękować za te wszystkie lata. Za dzieci, za dom…
Patrzyłam na niego i widziałam obcego człowieka. Kogoś, kto kiedyś był moim światem.
— Dlaczego Magda? — zapytałam cicho.
Wzruszył ramionami bezradnie.
— Nie wiem… Byłem zmęczony… Samotny… Ty zawsze miałaś tyle spraw na głowie… Ona słuchała mnie…
Poczułam ukłucie winy – czy naprawdę mogłam coś zmienić? Czy to była moja wina?
— Chciałeś odejść wcześniej?
Andrzej spuścił wzrok.
— Myślałem o tym od dawna… Ale bałem się…
Wtedy po raz pierwszy poczułam litość zamiast gniewu. Byliśmy dwojgiem ludzi zagubionych w codzienności, którzy przestali ze sobą rozmawiać.
Po jego wyjściu długo siedziałam przy stole. W końcu zadzwoniłam do Tomka.
— Synku… Tata odszedł.
Tomek milczał przez chwilę.
— Mamo… Kocham cię. Przyjadę do domu na weekend.
Wiedziałam, że muszę być silna dla dzieci – nawet jeśli są już dorośli.
Minęły miesiące. Powoli uczyłam się żyć sama ze sobą. Zaczęłam chodzić na jogę do pobliskiego domu kultury – tam poznałam Ewę i Grażynę, które też miały za sobą trudne rozstania. Wieczorami spotykałyśmy się na herbatę i rozmawiałyśmy o wszystkim – o zdradzie, o samotności, o tym, jak trudno jest zacząć od nowa po pięćdziesiątce.
Któregoś dnia spotkałam Magdę na rynku. Stała przy straganie z kwiatami, wyglądała na zmęczoną i starszą niż pamiętałam.
— Aniu…
Spojrzałyśmy sobie w oczy po raz pierwszy od miesięcy.
— Przepraszam — powiedziała cicho. — Wiem, że nigdy mi nie wybaczysz…
Zaskoczyło mnie to, co poczułam: nie gniew, nie żal – tylko smutek i współczucie.
— Wybaczam ci — powiedziałam powoli. — Ale nigdy już ci nie zaufam.
Odeszłam spokojna – pierwszy raz od dawna poczułam ulgę.
Dziś wiem jedno: życie nie kończy się po zdradzie. Można nauczyć się żyć inaczej – może nawet lepiej? Czasem trzeba stracić wszystko, żeby odnaleźć siebie na nowo.
Czy można jeszcze komuś zaufać po takim upokorzeniu? Czy warto próbować kochać drugi raz? Może wy też mieliście podobne doświadczenia?