Torebka, która zmieniła wszystko: przypadkowe spotkanie po rozwodzie i pustce
Wracałam ze spotkania z przyjaciółkami. Posiedziałyśmy chwilę w kawiarni na Mokotowie, pogadałyśmy o życiu, o dzieciach, o pracy. Wszystkie, oprócz mnie, były zamężne, więc rozeszłyśmy się dość wcześnie. Nikt nie pytał o moje sprawy osobiste—dopiero co przeżyłam bolesny rozwód. Dobrze chociaż, że nie zdążyliśmy mieć dzieci…
Szłam cichą, prawie pustą alejką. W głowie miałam echo rozmów i to nieznośne uczucie pustki. Czułam się jak cień samej siebie. „I co teraz?”—pomyślałam. „Mam trzydzieści sześć lat i nic. Ani rodziny, ani planów na przyszłość. Nawet nie wiem, czy jeszcze potrafię być szczęśliwa.”
Nagle usłyszałam za sobą szybkie kroki. Odwróciłam się gwałtownie, serce zabiło mi mocniej. Z mroku wyłoniła się kobieta w czerwonym płaszczu.
— Przepraszam! — zawołała zdyszana. — Czy to pani torebka?
Spojrzałam na nią nieprzytomnie, a potem na swoją rękę. Torebka rzeczywiście zniknęła. Musiałam ją zostawić na ławce przy kawiarni.
— O Boże, dziękuję! — wykrztusiłam, odbierając zgubę. — Nawet nie zauważyłam…
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
— Wiem, jak to jest mieć głowę gdzie indziej — powiedziała cicho. — Ja też kiedyś zgubiłam coś ważnego.
Chciałam już odejść, ale coś mnie powstrzymało. Może jej spojrzenie, może ton głosu. Zapytałam:
— Co pani zgubiła?
Zawahała się przez chwilę.
— Męża — odpowiedziała w końcu. — I siebie przy okazji.
Zrobiło mi się dziwnie ciepło i zimno jednocześnie. Przez chwilę stałyśmy w milczeniu.
— Przepraszam… — zaczęłam niepewnie.
— Nie trzeba — przerwała mi łagodnie. — Czasem trzeba coś zgubić, żeby znaleźć coś nowego.
Nie wiem dlaczego, ale zaproponowałam jej kawę. Przystała bez wahania.
Usiadłyśmy w nocnej kawiarni na rogu Puławskiej i Narbutta. Było pusto, tylko barman układał szklanki na półkach.
— Mam na imię Marta — przedstawiła się.
— Ja jestem Anna.
Zamówiłyśmy herbatę z cytryną i ciasto marchewkowe. Rozmawiałyśmy długo, o wszystkim i o niczym. Okazało się, że Marta też jest po rozwodzie. Jej mąż odszedł do młodszej kobiety dwa lata temu. Została sama z dorastającym synem i kredytem na mieszkanie.
— Najgorsze są święta — powiedziała nagle Marta, patrząc w okno. — Wszyscy gdzieś idą, mają rodzinę… A ja? Siedzę sama przy stole i udaję przed synem, że wszystko jest w porządku.
Poczułam ukłucie zazdrości. Ona przynajmniej miała syna. Ja miałam tylko ciszę w pustym mieszkaniu i wspomnienia kłótni z byłym mężem.
— U mnie było inaczej — przyznałam cicho. — On nie chciał dzieci. Ja udawałam, że mi to nie przeszkadza… A potem już nie było czego ratować.
Marta ścisnęła moją dłoń.
— Może to lepiej? — zapytała łagodnie. — Może jeszcze wszystko przed tobą?
Westchnęłam ciężko.
— Nie wiem nawet, czy potrafię jeszcze kogoś pokochać…
Wtedy zadzwonił mój telefon. Na ekranie pojawiło się imię: „Mama”. Przez chwilę zawahałam się, czy odebrać.
— Odbierz — szepnęła Marta. — Może tego właśnie potrzebujesz?
Wyszłam przed kawiarnię i odebrałam połączenie.
— Aniu? Wszystko w porządku? — głos mamy był pełen troski i niepokoju.
— Tak, mamo… Po prostu wracam późno do domu.
— Martwię się o ciebie… Może przyjedziesz na weekend? Upiekę twoje ulubione ciasto z rabarbarem…
Poczułam łzy pod powiekami.
— Dobrze, mamo… Przyjadę.
Rozłączyłam się i przez chwilę stałam bez ruchu. Wróciłam do Marty.
— Mama chce mnie widzieć — powiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
Marta skinęła głową ze zrozumieniem.
— Czasem trzeba wrócić do korzeni, żeby ruszyć dalej — powiedziała cicho.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, aż kawiarnia zaczęła się zamykać. Wyszłyśmy razem na ulicę.
— Dziękuję ci za ten wieczór — powiedziałam szczerze. — Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak z kimś rozmawiałam.
Marta uśmiechnęła się smutno.
— Może to początek nowej znajomości? — zaproponowała nieśmiało.
Przytaknęłam i wymieniłyśmy się numerami telefonów.
Wróciłam do domu późno w nocy. Po raz pierwszy od miesięcy nie czułam tej przytłaczającej samotności. Zanim zasnęłam, pomyślałam: „Może naprawdę trzeba coś zgubić, żeby znaleźć coś ważniejszego? Może życie jeszcze mnie czymś zaskoczy?”
Czasem jedna zgubiona torebka może zmienić wszystko… Ale czy odważę się otworzyć nowy rozdział? Czy potrafię jeszcze zaufać ludziom – i sobie?