Teść w Naszym Dwupokojowym Mieszkaniu: Pięć Miesięcy, Które Zmieniły Wszystko
– Znowu zostawiłaś kubek na stole? – głos teścia rozległ się z kuchni, zanim jeszcze zdążyłam zamknąć drzwi po powrocie z pracy.
Zacisnęłam dłonie na pasku torebki. Mój mąż, Tomek, spojrzał na mnie z kąta salonu, jakby chciał powiedzieć: „Nie zaczynaj”. Ale ja już czułam, jak we mnie narasta fala frustracji. Od pięciu tygodni żyliśmy w tym dwupokojowym mieszkaniu we troje – ja, Tomek i jego ojciec, pan Zbigniew. Nasz synek, Staś, miał zaledwie cztery lata i nie rozumiał, dlaczego mama coraz częściej płacze w łazience.
– Przepraszam, zapomniałam – odpowiedziałam cicho, ale w środku aż mnie skręcało. To był tylko kubek. Jeden z wielu drobiazgów, które stały się kością niezgody od dnia, gdy teść przekroczył próg naszego mieszkania.
Początkowo miał zostać na dwa tygodnie. „Tylko dopóki nie znajdzie mieszkania bliżej lekarza” – zapewniał Tomek. Ale minął miesiąc, potem drugi. Pan Zbigniew rozgościł się na dobre. Jego rzeczy zajęły połowę szafy w naszej sypialni. W kuchni pojawiły się jego ulubione produkty – kasza manna, konserwy rybne i herbata z cytryną. Nawet zapach mieszkania się zmienił.
Najgorsze były wieczory. Kiedy Staś już spał, a ja próbowałam odpocząć przy książce lub serialu, teść siadał naprzeciwko mnie i zaczynał narzekać:
– Za moich czasów kobiety dbały o dom. Wszystko było na swoim miejscu. Teraz młodzi tylko narzekają.
Tomek milczał. Czasem próbował żartować, czasem wychodził do łazienki. Ale najczęściej po prostu znikał w pracy albo wychodził z kolegami „na piwo”.
Pewnego wieczoru nie wytrzymałam.
– Może pan sam posprząta ten kubek? – rzuciłam ostro.
Teść spojrzał na mnie zaskoczony.
– To nie mój obowiązek. Ja tu jestem gościem.
– Gościem od pięciu miesięcy! – wybuchłam. – Może czas znaleźć sobie własne miejsce?
Wtedy Tomek wszedł do pokoju i zobaczył naszą kłótnię.
– Przestańcie! – krzyknął. – Nie mogę już tego słuchać!
Wybiegłam do łazienki i zamknęłam się od środka. Siedziałam na zimnych kafelkach i płakałam. Czułam się obca we własnym domu. Każdy dzień był walką o odrobinę prywatności, o normalność.
Następnego dnia Tomek próbował ze mną rozmawiać.
– On nie ma nikogo poza mną – tłumaczył cicho. – Mama zmarła dwa lata temu, a tata nie radzi sobie sam.
– A ja? Ja też jestem sama! – odpowiedziałam przez łzy. – Ty uciekasz do pracy, Staś jest za mały, żeby mnie zrozumieć…
Przez chwilę milczeliśmy. W końcu Tomek objął mnie niepewnie.
– Przepraszam. Nie wiem, co robić.
Zaczęliśmy się oddalać od siebie. Każda rozmowa kończyła się kłótnią albo milczeniem. Staś zaczął mieć koszmary i budził się w nocy z płaczem. Teść coraz częściej komentował moje gotowanie, sposób wychowywania dziecka, nawet to, jak się ubieram.
Pewnego dnia wróciłam wcześniej z pracy i usłyszałam rozmowę Tomka z ojcem.
– Ona nie szanuje naszej rodziny – mówił pan Zbigniew. – Powinieneś postawić sprawę jasno.
– Tato, to jest też jej dom – odpowiedział Tomek cicho.
– Dom należy do rodziny! – padło stanowczo.
Zamarłam za drzwiami. Poczułam się zdradzona przez własnego męża. Czy naprawdę uważał, że jestem tu tylko dodatkiem?
Wieczorem zebrałam się na odwagę.
– Musimy ustalić zasady – powiedziałam stanowczo przy kolacji. – Albo pan znajdzie sobie mieszkanie do końca miesiąca, albo…
Nie dokończyłam zdania. Tomek spojrzał na mnie z wyrzutem.
– Grozisz mojemu ojcu?
– Grożę? Chcę tylko normalnie żyć! – głos mi się załamał.
Teść wstał od stołu i wyszedł do swojego pokoju (czyli naszej sypialni). Tomek siedział w milczeniu.
Następne dni były jeszcze trudniejsze. W pracy popełniałam błędy, szefowa wezwała mnie na rozmowę dyscyplinującą. Staś zaczął chorować – lekarz powiedział, że to stres.
W końcu zadzwoniła moja mama.
– Przyjedźcie do nas na weekend – zaproponowała cicho. – Odpoczniesz trochę.
Pojechaliśmy tylko ze Stasiem. W domu rodzinnym poczułam ulgę po raz pierwszy od miesięcy. Mama zaparzyła mi herbatę i wysłuchała wszystkiego bez oceniania.
– Musisz walczyć o siebie – powiedziała stanowczo. – Jeśli Tomek cię kocha, zrozumie.
Wróciłam do mieszkania z nową siłą. Wieczorem usiadłam z Tomkiem przy stole.
– Albo twój ojciec znajdzie mieszkanie do końca miesiąca, albo ja wyprowadzam się ze Stasiem do mamy – powiedziałam spokojnie.
Tomek długo milczał. W końcu westchnął ciężko.
– Dobrze… Porozmawiam z nim jutro.
Teść był wściekły. Przez kilka dni nie odzywał się do mnie ani słowem. W końcu spakował rzeczy i wyprowadził się do wynajętego pokoju u znajomego.
Myślałam, że wszystko wróci do normy, ale między mną a Tomkiem została rysa. Zaczęliśmy chodzić na terapię dla par. Staś powoli przestał mieć koszmary.
Czasem zastanawiam się, czy mogłam być bardziej cierpliwa albo czy Tomek mógł bardziej stanąć po mojej stronie. Czy rodzina zawsze oznacza wsparcie? A może czasem trzeba postawić granice nawet najbliższym? Jak wy byście postąpili na moim miejscu?