Gorzki smak oczekiwań: Historia Magdy i Piotra, czyli jak nierealistyczne wymagania niszczą miłość
– Znowu zapomniałeś o rocznicy? – mój głos drżał, choć starałam się brzmieć stanowczo. Stałam w kuchni, ściskając kubek z zimną już herbatą. Piotr patrzył na mnie bez słowa, jakby próbował znaleźć w mojej twarzy cień zrozumienia. Ale ja nie chciałam rozumieć. Chciałam, żeby przeprosił. Chciałam, żeby był taki, jakiego sobie wymarzyłam.
– Magda, miałem dziś ciężki dzień w pracy… – zaczął cicho.
– Zawsze masz ciężki dzień! – przerwałam mu ostro. – Czy naprawdę tak trudno jest pamiętać o czymś ważnym dla mnie?
W tej chwili nie widziałam w nim mężczyzny, który codziennie rano robił mi kawę i zostawiał karteczki z uśmiechniętymi buźkami. Widziałam tylko kogoś, kto zawiódł moje oczekiwania. I to nie pierwszy raz.
Wszystko zaczęło się niewinnie. Kiedy się poznaliśmy na studiach w Krakowie, Piotr był cichy, trochę nieśmiały, ale miał w sobie coś, co przyciągało mnie jak magnes. Potrafił słuchać, śmiał się z moich żartów i zawsze był obok, gdy tego potrzebowałam. Wtedy wydawało mi się, że znalazłam ideał. Moje koleżanki zazdrościły mi takiego chłopaka – „On cię naprawdę kocha!” – powtarzały.
Z czasem jednak zaczęłam dostrzegać rysy na tym obrazie. Piotr nie był spontaniczny. Nie zabierał mnie na romantyczne wyjazdy-niespodzianki jak chłopak Ani. Nie kupował mi kwiatów bez okazji jak mąż mojej siostry, Kasia zawsze się tym chwaliła na rodzinnych spotkaniach. Zaczęłam porównywać. Zaczęłam wymagać.
– Może byś czasem coś zaplanował? – rzuciłam pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy przed telewizorem.
– Ale przecież mówiłaś, że lubisz spędzać czas w domu…
– Bo nie mam wyboru! – odpowiedziałam z wyrzutem.
Piotr milczał. Zawsze milczał, gdy podnosiłam głos. Wtedy myślałam, że to oznaka słabości. Dziś wiem, że po prostu nie chciał się kłócić.
Moje oczekiwania rosły z każdym miesiącem. Chciałam więcej: więcej uwagi, więcej prezentów, więcej dowodów miłości. Gdy Piotr nie spełniał moich żądań, obrażałam się lub wybuchałam płaczem. On próbował – naprawdę próbował – ale nigdy nie trafiał w punkt. Zawsze było „za mało”, „za późno”, „nie tak”.
Pamiętam Wigilię dwa lata temu. Siedzieliśmy przy stole z moją rodziną. Mama patrzyła na nas z troską, a tata próbował rozładować napięcie żartami.
– Magda, Piotr przyniósł ci piękny prezent! – powiedziała mama.
Spojrzałam na srebrną bransoletkę i uśmiechnęłam się wymuszenie.
– Ładna… Ale mówiłam przecież, że wolę złoto – rzuciłam cicho.
Piotr spuścił wzrok. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że właśnie wtedy coś w nim pękło.
Z czasem zaczęliśmy się od siebie oddalać. Ja coraz częściej narzekałam przy koleżankach:
– On mnie nie rozumie… Nie potrafi być taki jak powinni być faceci!
One kiwały głowami ze współczuciem, ale żadna nie powiedziała mi prawdy: że moje oczekiwania są nierealne.
Pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Piotr siedział przy stole z walizką obok siebie.
– Co robisz? – zapytałam z niedowierzaniem.
– Magda… Ja już nie mogę. Próbowałem być taki, jakiego chcesz… Ale ja taki nie jestem. I nigdy nie będę.
Zamarłam. Nie wierzyłam własnym uszom.
– To wszystko przez ciebie? Przez to, że nie potrafisz się postarać?!
Piotr spojrzał na mnie ze smutkiem.
– Może właśnie dlatego… Bo nigdy nie widziałaś mnie takim, jaki jestem naprawdę.
Nie zatrzymałam go. Byłam zbyt dumna. Dopiero później dotarło do mnie, co straciłam.
Przez kolejne tygodnie żyłam jak w letargu. Znajomi dzwonili, pytali co się stało. Mama przyjechała i próbowała mnie pocieszyć:
– Czasem trzeba nauczyć się kochać kogoś takim, jaki jest…
Nie słuchałam jej wtedy. Dopiero gdy zobaczyłam Piotra przypadkiem na ulicy – uśmiechniętego, rozmawiającego z inną kobietą – poczułam ukłucie żalu i wstydu.
Zrozumiałam wtedy coś ważnego: moje oczekiwania były jak mur, który oddzielił mnie od prawdziwej bliskości. Chciałam mieć wszystko pod kontrolą, a straciłam wszystko.
Dziś wiem, że miłość to nie lista rzeczy do odhaczenia. To akceptacja drugiego człowieka – ze wszystkimi jego wadami i zaletami.
Czasem zastanawiam się: czy gdybym wtedy odpuściła choć trochę… czy bylibyśmy dziś razem? Czy można naprawić coś, co zostało zniszczone przez własną dumę?
A wy? Czy też czasem wymagacie od innych za dużo? Czy potraficie kochać bezwarunkowo?