Za szybą: Życie, którego nie mogłem dotknąć

Stałem pod tą witryną już trzeci raz tego tygodnia. Szyba była czysta, aż błyszczała, a za nią – buty, które śniły mi się po nocach. Czerwone adidasy z białą podeszwą, takie, jakie miał kiedyś mój starszy brat. Ludzie mijali mnie obojętnie, czasem ktoś rzucił spojrzenie pełne politowania. Ale ja nie ruszałem się z miejsca. Czułem się jak dziecko, choć miałem już siedemnaście lat. W moim domu nikt nie rozmawiał o marzeniach – tam rozmawiało się tylko o rachunkach, winie i o tym, kto dziś wróci później.

Nazywam się Kacper Nowicki. Wychowałem się na warszawskiej Pradze, w bloku z wielkiej płyty, gdzie ściany były cienkie jak papier, a krzyki sąsiadów mieszały się z zapachem smażonej cebuli. Mój ojciec, Marian, był kierowcą autobusu – człowiekiem twardym, milczącym i wiecznie zmęczonym. Mama, Teresa, pracowała w sklepie spożywczym na rogu. Miałem jeszcze młodszą siostrę, Natalię, która od zawsze była oczkiem w głowie mamy. Ja byłem tym „średnim”, tym niewidzialnym.

Pamiętam pierwszy raz, kiedy ojciec uderzył mamę. Miałem wtedy dziewięć lat. Siedziałem w swoim pokoju i słyszałem trzask talerza o podłogę. Potem krzyk mamy i głuchy dźwięk uderzenia. Wyszedłem na korytarz i zobaczyłem ją skuloną przy kuchennym stole. Ojciec stał nad nią z zaciśniętymi pięściami. Spojrzał na mnie i powiedział: „Wracaj do siebie”. Wróciłem. Od tamtej pory wiedziałem, że w tym domu nie ma miejsca na słabość.

Brat, Szymon, był moim bohaterem. To on nauczył mnie grać w piłkę na podwórku i bronić się przed starszymi chłopakami z sąsiedztwa. Ale Szymon miał swój własny świat – świat muzyki i marzeń o wyjeździe do Londynu. Kiedy skończył osiemnaście lat, spakował plecak i zniknął bez słowa. Mama płakała przez tydzień, ojciec udawał, że go to nie rusza. Ja zostałem sam z Natalią i coraz bardziej rozdartą rodziną.

Pewnego wieczoru wróciłem do domu później niż zwykle. Ojciec siedział przy stole z butelką wódki, mama krzątała się po kuchni, a Natalia odrabiała lekcje w swoim pokoju. Ledwo zdjąłem buty, ojciec rzucił:
– Gdzie byłeś?
– U kolegi – skłamałem.
– U kolegi? A może znowu pod tą witryną? Co ty tam widzisz? Butów ci brakuje?
Mama spojrzała na mnie z troską:
– Daj mu spokój, Marian.
Ojciec uderzył pięścią w stół:
– Ty zawsze go bronisz! Może niech sam sobie zarobi na te buty!

Wyszedłem bez słowa do swojego pokoju. Położyłem się na łóżku i patrzyłem w sufit. Marzyłem o tym, żeby uciec – tak jak Szymon. Ale nie mogłem zostawić Natalii samej z nimi.

Następnego dnia w szkole usiadła obok mnie Zosia – dziewczyna z sąsiedniego bloku. Miała rude włosy i piegi na nosie.
– Kacper… wszystko okej? Wyglądasz jakbyś nie spał całą noc.
– W domu trochę ciężko – wymamrotałem.
Zosia spojrzała na mnie uważnie:
– Chcesz pogadać?
Pokręciłem głową. Nie umiałem mówić o tym nikomu.

Po lekcjach poszliśmy razem pod sklep obuwniczy.
– To te? – zapytała, wskazując czerwone adidasy.
Skinąłem głową.
– Czemu ich nie kupisz?
Zaśmiałem się gorzko:
– Nawet nie pytaj…
Zosia ścisnęła mnie za rękę:
– Może kiedyś ci się uda.

Tego wieczoru w domu wybuchła awantura o pieniądze. Ojciec wrzeszczał na mamę, że źle gospodaruje wypłatą. Natalia płakała w swoim pokoju. Wyszedłem na klatkę schodową i usiadłem na zimnych schodach. Po chwili dołączyła do mnie mama.
– Przepraszam cię za to wszystko…
Objąłem ją mocno:
– To nie twoja wina.
Mama otarła łzy:
– Chciałam wam dać lepsze życie…

Wtedy postanowiłem znaleźć pracę. Zacząłem roznosić ulotki po osiedlu, potem pomagałem sąsiadce nosić zakupy za kilka złotych. Każdą zarobioną złotówkę odkładałem do słoika schowanego pod łóżkiem. Marzyłem już nie tylko o butach – marzyłem o tym, żeby zabrać Natalię i mamę gdzieś daleko od ojca.

Któregoś dnia wracając z pracy zobaczyłem ojca pod sklepem monopolowym. Był pijany i awanturował się z jakimś mężczyzną.
– Ty gówniarzu! – wrzasnął na mnie, gdy próbowałem go odciągnąć.
Ludzie patrzyli na nas z obrzydzeniem. Wstydziłem się bardziej niż kiedykolwiek.

Wieczorem doszło do tragedii. Ojciec wrócił do domu jeszcze bardziej pijany niż zwykle. Rzucił się na mamę z pięściami. Tym razem nie wytrzymałem.
– Zostaw ją! – krzyknąłem i stanąłem między nimi.
Ojciec spojrzał na mnie dziko:
– Ty mi będziesz mówił co mam robić?!
Uderzył mnie w twarz tak mocno, że upadłem na podłogę.
Natalia zaczęła krzyczeć:
– Przestań! Przestań!
Mama próbowała go powstrzymać, ale był silniejszy od nas wszystkich.

Następnego dnia poszedłem do szkoły z podbitym okiem. Nauczycielka zapytała co się stało, ale skłamałem – powiedziałem, że przewróciłem się na rowerze. Zosia patrzyła na mnie ze łzami w oczach:
– Kacper… musisz coś zrobić…
Ale co mogłem zrobić? Bałem się zgłosić sprawę na policję – bałem się zemsty ojca.

Wieczorem znalazłem Natalię płaczącą pod kołdrą.
– Kacper… ja już nie chcę tu mieszkać…
Objąłem ją mocno:
– Obiecuję ci… zabiorę nas stąd.

Minęły tygodnie. Słoik pod łóżkiem powoli się zapełniał. Pewnego dnia dostałem propozycję pracy w piekarni u pana Stefana – starego znajomego mamy. Pracowałem po nocach, spałem po trzy godziny dziennie, ale byłem szczęśliwy – pierwszy raz czułem, że mam wpływ na swoje życie.

W końcu nadszedł dzień wypłaty. Poszedłem pod sklep obuwniczy i wszedłem do środka po raz pierwszy w życiu. Sprzedawczyni spojrzała na mnie podejrzliwie:
– W czym mogę pomóc?
Wyjąłem wszystkie oszczędności ze słoika i położyłem je na ladzie:
– Poproszę te czerwone adidasy z witryny.
Kiedy wyszedłem ze sklepu z pudełkiem pod pachą, poczułem coś dziwnego – jakby cały świat czekał tylko na ten moment.

W domu pokazałem buty mamie i Natalii.
– Kupiłeś je sobie? – zapytała mama ze zdziwieniem.
Pokręciłem głową:
– Nie… to dla Szymona. Jeśli kiedyś wróci… chcę mu je dać.
Mama rozpłakała się na dobre:
– Jesteś lepszym człowiekiem niż twój ojciec kiedykolwiek będzie…

Wieczorem usiadłem przy oknie i patrzyłem na światła miasta. Zrozumiałem wtedy coś ważnego: całe życie stałem za szybą – patrzyłem na szczęście innych ludzi i myślałem, że nigdy nie będę mógł wejść do środka. Ale to ja musiałem zrobić pierwszy krok.

Kilka miesięcy później Szymon wrócił niespodziewanie do domu. Był zmieniony – dorosły, poważny, ale w oczach miał ten sam błysk co dawniej.
– Kacper… przepraszam cię za wszystko…
Objęliśmy się bez słowa.
Pokazałem mu czerwone adidasy.
– To dla ciebie…
Szymon uśmiechnął się przez łzy:
– Nie potrzebuję ich już… ważne, że ty wyszedłeś zza tej szyby.

Dziś mieszkam z Natalią i mamą w małym mieszkaniu na Bielanach. Ojciec odszedł – podobno mieszka gdzieś pod Radomiem i pije jeszcze więcej niż kiedyś. Czasem myślę o nim z żalem… ale wiem już jedno: nigdy więcej nie pozwolę sobie być tylko widzem własnego życia.

Czy wy też kiedyś czuliście się jak za szybą? Co sprawiło, że odważyliście się wejść do środka?