Wszystko Rozpoczęło się od Jednego Telefonu: Historia Marty i Jej Rodziny
Telefon zadzwonił o 2:17 w nocy. W pierwszej chwili pomyślałam, że to pomyłka, ale kiedy zobaczyłam na wyświetlaczu imię mojej młodszej siostry, Julii, poczułam niepokój ściskający żołądek. — Marta, musisz przyjechać. Mama jest w szpitalu — usłyszałam jej roztrzęsiony głos. W jednej sekundzie senność uleciała jak dym. Wybiegłam z mieszkania w piżamie pod kurtką, zostawiając męża i syna pogrążonych we śnie.
W szpitalu panował chłód i cisza, przerywana tylko szmerem aparatury. Julia siedziała na plastikowym krześle, skulona, z czerwonymi od płaczu oczami. — Co się stało? — zapytałam, łapiąc ją za rękę. — Mama miała zawał. Lekarze mówią, że była pod ogromnym stresem… — szepnęła. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że ten stres to nie tylko praca czy wiek. To była nasza rodzina.
Ojciec pojawił się dopiero rano. Pachniał alkoholem i miał rozbiegane oczy. — Co tu się dzieje? — burknął, jakbyśmy przeszkadzały mu w czymś ważnym. Julia odwróciła wzrok, a ja poczułam narastającą złość. — Mama jest na OIOM-ie, a ty… gdzie byłeś całą noc? — zapytałam ostro. — Nie twoja sprawa — odburknął i wyszedł na papierosa.
Przez kolejne dni żyliśmy w zawieszeniu. Mama leżała nieprzytomna, a ja z Julią na zmianę czuwałyśmy przy jej łóżku. Ojciec pojawiał się rzadko, zawsze z butelką w torbie. Pewnego dnia Julia wybuchła: — Marta, ja już nie mogę! On ją wykończy! Od lat ją zdradza, a ona udaje, że nic nie widzi! — krzyknęła przez łzy. Zamarłam. Wiedziałam o jego piciu, o awanturach, ale zdrada? To było jak cios w brzuch.
Zaczęłam przypominać sobie drobne sygnały: późne powroty ojca, tajemnicze SMS-y, ciche rozmowy przez telefon na balkonie. Zawsze tłumaczył to pracą albo kolegami z klubu wędkarskiego. Mama nigdy nie narzekała, zawsze powtarzała: „Twój ojciec jest trudny, ale to dobry człowiek”.
Kiedy mama odzyskała przytomność, usiadłam przy jej łóżku i zapytałam wprost: — Mamo, czy tata cię zdradza? Spojrzała na mnie długo, a potem skinęła głową. — Wiedziałam od dawna. Ale bałam się zostać sama… I co byście powiedzieli wy, dzieci? — wyszeptała.
Wróciłam do domu roztrzęsiona. Mój mąż Paweł próbował mnie pocieszyć: — Może mama potrzebuje teraz was najbardziej? Nie zostawiaj jej samej z tym wszystkim. Ale ja czułam się rozdarta między własną rodziną a domem rodzinnym.
Kilka dni później ojciec przyszedł do szpitala pijany i zrobił awanturę pielęgniarkom. Mama płakała całą noc. Rano powiedziała: — Marta, chcę wrócić do domu. Ale nie do niego. Pomóż mi znaleźć mieszkanie.
Zaczęłyśmy z Julią szukać kawalerki dla mamy. Ojciec dowiedział się o tym i przyszedł do mnie do pracy. Wparował do biura i zaczął krzyczeć: — Co ty wyprawiasz?! Chcesz rozbić rodzinę?!
— To ty ją rozbiłeś! — odpowiedziałam mu pierwszy raz w życiu bez strachu.
Po tej rozmowie przestał odbierać moje telefony. Julia próbowała go przekonać do terapii, ale wyśmiał ją: — Psycholog? Ja nie jestem wariatem!
Mama zamieszkała u mnie na kilka tygodni. Było ciężko – mój syn Michał nie rozumiał, dlaczego babcia płacze po nocach, a Paweł coraz częściej wychodził z domu pod pretekstem pracy po godzinach.
Pewnego wieczoru usłyszałam ich rozmowę przez drzwi kuchni:
— Mamo, dlaczego dziadek już tu nie przychodzi?
— Bo czasem dorośli się kłócą i muszą pobyć osobno.
— Ale przecież rodzina powinna być razem… – Michał spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
Wtedy dotarło do mnie, że nie tylko ja cierpię przez decyzje ojca – cała rodzina jest poraniona.
Po miesiącu mama znalazła mieszkanie na obrzeżach miasta. Pomogłyśmy jej z Julią przeprowadzić się i urządzić nowe miejsce. Była wdzięczna, ale widziałam w jej oczach pustkę.
Ojciec próbował wrócić do domu kilka razy – raz nawet przyszedł z kwiatami i przepraszał mamę na klatce schodowej tak głośno, że słyszeli go wszyscy sąsiedzi.
— Przepraszam! Wróć do mnie! Bez ciebie jestem nikim!
Mama zamknęła mu drzwi przed nosem.
W tym czasie mój własny związek zaczął się chwiać. Paweł był coraz bardziej nieobecny – wiecznie zmęczony, rozdrażniony. Pewnej nocy wrócił późno i poczułam od niego zapach damskich perfum.
— Gdzie byłeś?
— U Tomka oglądaliśmy mecz.
— Tomek używa Chanel?
Zamilkł.
Przez kolejne dni unikał rozmów. W końcu zebrałam się na odwagę:
— Paweł, czy ty masz kogoś?
Spojrzał mi prosto w oczy:
— Tak. Przepraszam.
Świat mi się zawalił drugi raz w ciągu kilku miesięcy. Chciałam krzyczeć, płakać, rzucać talerzami o ścianę – ale Michał spał w pokoju obok.
Paweł wyprowadził się tydzień później. Zostałam sama z synem i matką na głowie.
Przez kilka miesięcy żyłam jak automat – praca, dom, zakupy, opieka nad mamą i synem. Julia odwiedzała nas często i próbowała mnie pocieszać:
— Jesteś silniejsza niż myślisz.
Ale ja czułam się jak wrak człowieka.
Pewnego dnia mama przyszła do mnie z kubkiem herbaty:
— Marto, musisz żyć dla siebie i Michała. Nie pozwól, żeby błędy innych ludzi odebrały ci radość życia.
Te słowa były jak przebudzenie.
Zaczęłam chodzić na terapię – najpierw sama, potem z synem. Powoli odzyskiwałam równowagę. Michał znów zaczął się uśmiechać.
Ojciec próbował jeszcze kilka razy nawiązać kontakt – przysyłał listy pełne wyrzutów i próśb o przebaczenie. Nie potrafiłam mu odpowiedzieć.
Dziś minął rok od tamtej nocy. Mama mieszka sama i uczy się żyć na nowo – zaczęła chodzić na zajęcia dla seniorów i nawet zapisała się na kurs komputerowy! Julia zaręczyła się z chłopakiem ze studiów i planuje ślub.
A ja? Nadal boję się zaufać komukolwiek tak naprawdę… Ale wiem już jedno: jestem silniejsza niż myślałam.
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: ile jeszcze jesteśmy w stanie wytrzymać dla tych, których kochamy? Czy warto poświęcać siebie dla iluzji rodziny? Może czasem trzeba pozwolić sobie odejść – by naprawdę zacząć żyć?