Reguły Mamy: Jak Tradycje Teściowej Prawie Zniszczyły Moją Rodzinę

– Dlaczego znowu tylko Michał dostał prezent? – zapytałam, czując jak głos mi drży, choć próbowałam brzmieć spokojnie. Stałam w kuchni mojej teściowej, a zapach rosołu i świeżo pieczonego ciasta nie był w stanie przykryć goryczy, która narastała we mnie od miesięcy. Michał, mój starszy syn, właśnie rozpakowywał nową kolejkę elektryczną, podczas gdy młodszy Kuba patrzył na niego z mieszaniną zazdrości i smutku.

Teściowa, pani Halina, spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem, jakby nie rozumiała mojego pytania. – Ależ dziecko, Michał to pierworodny. Tak zawsze było w naszej rodzinie. Pierwszy wnuk to oczko w głowie babci – powiedziała tonem, który nie znosił sprzeciwu.

Poczułam, jak coś we mnie pęka. Przez lata starałam się być wyrozumiała. W końcu Halina wychowała się w innych czasach, gdzie tradycja była świętością. Ale ile można tłumaczyć dziecku, że jest mniej ważne tylko dlatego, że urodziło się później?

Wieczorem Kuba wtulił się we mnie i zapytał cicho: – Mamo, czy babcia mnie nie kocha?

Serce mi się ścisnęło. – Oczywiście, że cię kocha, skarbie – odpowiedziałam, choć sama nie byłam tego pewna. Przez całą noc przewracałam się z boku na bok, myśląc o tym, jak bardzo ta sytuacja rani moje dzieci i naszą rodzinę.

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z mężem. – Tomek, musisz coś powiedzieć swojej mamie. To nie jest w porządku wobec Kuby.

Tomek westchnął ciężko. – Wiesz, jaka jest mama. Nie zmienisz jej. Poza tym Michał jest pierwszy… Ona zawsze powtarzała, że pierwsze dziecko to najważniejsze.

– Ale to nie znaczy, że drugie można traktować jak powietrze! – wybuchłam. – Kuba cierpi! Ja też już nie daję rady udawać, że wszystko jest w porządku.

Wiedziałam jednak, że na Tomka nie mogę liczyć. On od zawsze był pod silnym wpływem matki. Zrozumiałam, że jeśli chcę coś zmienić, muszę zrobić to sama.

Zbliżały się urodziny Kuby. Postanowiłam zaprosić całą rodzinę do nas i zobaczyć, czy Halina będzie miała odwagę potraktować go tak samo jak Michała. Przygotowałam wszystko z największą starannością – balony, tort z ulubionym bohaterem Kuby i mnóstwo prezentów od nas.

Kiedy przyszła teściowa, wręczyła Kubie małą książeczkę i… kopertę dla Michała z pieniędzmi. Zamarłam. Kuba uśmiechnął się blado i usiadł w kącie.

Nie wytrzymałam. – Mamo – zwróciłam się do Haliny stanowczo – czy możesz mi wyjaśnić, dlaczego znowu Michał dostaje więcej niż Kuba? Czy on jest lepszy? Bardziej kochany?

Halina spojrzała na mnie zaskoczona i oburzona. – Jak możesz tak mówić? Przecież to tradycja! Ty nic nie rozumiesz!

– Rozumiem jedno: moje dzieci są równe i żadne nie zasługuje na to, by czuć się gorsze! – powiedziałam drżącym głosem.

W pokoju zapadła cisza. Tomek spuścił wzrok. Moja mama próbowała załagodzić sytuację żartem, ale nikt się nie śmiał.

Po tej rozmowie Halina przez kilka tygodni nie odzywała się do mnie ani do Kuby. Michał był rozdarty – kochał babcię, ale widział krzywdę brata. Kuba zamknął się w sobie jeszcze bardziej.

Zaczęłam chodzić z nim do psychologa dziecięcego. Usłyszałam tam słowa, które zmieniły moje podejście: „Nie może pani zmienić teściowej, ale może pani nauczyć Kubę radzić sobie z tą sytuacją i budować w nim poczucie własnej wartości”.

Zaczęliśmy razem spędzać więcej czasu tylko we dwoje. Chwaliłam go za najmniejsze sukcesy i pokazywałam mu, jak bardzo jest dla mnie ważny. Michałowi tłumaczyłam, że to nie jego wina i że kocham ich obu tak samo.

Po kilku miesiącach Halina zaczęła pojawiać się u nas coraz rzadziej. W końcu zadzwoniła do mnie i powiedziała: – Może rzeczywiście przesadziłam… Ale ja tak byłam wychowana.

– Wiem mamo – odpowiedziałam spokojnie – ale czasy się zmieniają. Chcę tylko, żeby moje dzieci były szczęśliwe.

Nie wiem, czy Halina kiedykolwiek naprawdę zrozumie swój błąd. Ale wiem jedno: musiałam postawić granicę nawet kosztem rodzinnych kłótni. Bo jeśli my – matki – nie będziemy walczyć o nasze dzieci, to kto to zrobi?

Czasem patrzę na Kubę i zastanawiam się: ile jeszcze takich „tradycji” musimy przełamać, żeby nasze dzieci mogły dorastać bez poczucia krzywdy? Czy Wy też musieliście kiedyś stanąć przeciwko rodzinie w imię dobra swoich dzieci?