Pomocy! Moi Rozwiedzeni Rodzice Rywalizują o Moją Córeczkę – Jak Sobie z Tym Poradzić?
– Zosia, kochanie, chodź do babci, mam dla ciebie nową lalkę! – głos mojej mamy przebił się przez gwar rodzinnego obiadu, który miał być spokojny, a jak zwykle zamienił się w pole bitwy.
Zosia spojrzała na mnie niepewnie, ściskając w rączce kawałek ziemniaka. Ledwo zdążyłam odpowiedzieć, gdy mój tata, siedzący po drugiej stronie stołu, wtrącił się z udawaną beztroską:
– Zosieńko, a dziadek ma dla ciebie czekoladę! Chodź, pokażę ci, jak się gra w warcaby!
Patrzyłam na nich z rosnącą frustracją. Odkąd się rozwiedli, każde spotkanie rodzinne przypominało mi, dlaczego przez lata unikałam wspólnych świąt i uroczystości. Teraz, kiedy zostałam mamą, nie mogłam już uciekać. Zosia była dla nich wszystkim – i polem do popisu, kto jest lepszym dziadkiem.
Pamiętam, jak jeszcze w ciąży obiecywałam sobie, że nie pozwolę, by ich konflikty wpłynęły na moje dziecko. Naiwnie wierzyłam, że wnuczka ich połączy. Tymczasem stała się powodem nowej rywalizacji. Mama kupuje jej najdroższe zabawki, tata zabiera na wycieczki do zoo i kina. Każde z nich próbuje przekupić Zosię, a ja czuję się coraz bardziej bezradna.
– Mamo, tato, proszę, przestańcie się kłócić – powiedziałam, starając się zachować spokój. – To nie jest konkurs.
Mama spojrzała na mnie z wyrzutem:
– Ja tylko chcę, żeby Zosia miała wszystko, czego ja nie mogłam ci dać, kiedy byłaś mała. Twój ojciec zawsze miał czas na swoje sprawy, a teraz nagle chce być najlepszym dziadkiem.
Tata prychnął:
– Przynajmniej nie próbuję kupić jej miłości! Zosia potrzebuje prawdziwych wspomnień, nie plastikowych lalek.
Zosia patrzyła na nas szeroko otwartymi oczami, czując napięcie, choć miała dopiero trzy lata. Wzięłam ją na ręce i wyszłam do ogrodu, czując łzy napływające do oczu. Czy naprawdę nie potrafią choć na chwilę odłożyć na bok swoich żalów?
Wieczorem, kiedy Zosia już spała, zadzwoniła mama. Jej głos był miękki, ale pełen pretensji:
– Wiesz, że zawsze chciałam dla ciebie jak najlepiej. Nie rozumiem, dlaczego pozwalasz ojcu tak się panoszyć. On nigdy nie był dobrym ojcem, a teraz udaje idealnego dziadka.
Westchnęłam ciężko:
– Mamo, to nie jest sprawa między wami. Chodzi o Zosię. Ona nie powinna być waszym polem bitwy.
– Ale ona jest moją wnuczką! – odparła z żalem. – Nie pozwolę, żeby ją skrzywdził.
Kilka dni później tata przyszedł z niespodziewaną wizytą. Przyniósł Zosi ogromnego misia i zaproponował, żeby pojechała z nim na weekend do Zakopanego. Gdy odmówiłam, bo nie chciałam, by Zosia była rozrywana między dziadkami, tata się obraził.
– Zawsze stajesz po stronie matki – rzucił z goryczą. – Nigdy nie doceniasz, ile dla was robię.
Zamknęłam drzwi za nim i poczułam, jak narasta we mnie bezsilność. Przez lata próbowałam być mediatorem, łagodzić konflikty, tłumaczyć, usprawiedliwiać. Teraz widziałam, że to nie ma sensu. Ich żal do siebie był silniejszy niż miłość do wnuczki.
Zosia zaczęła reagować na napięcie. Stała się płaczliwa, nie chciała jeść, budziła się w nocy z krzykiem. Zrozumiałam, że muszę coś zmienić. Umówiłam się z rodzicami na rozmowę. Spotkaliśmy się w moim mieszkaniu, bez Zosi, żeby mogła spokojnie spać.
– Musicie przestać rywalizować – zaczęłam stanowczo. – Zosia cierpi przez wasze konflikty. Jeśli nie potraficie się dogadać, będę musiała ograniczyć wasze kontakty z nią.
Mama zbladła, tata spuścił wzrok. Przez chwilę panowała cisza.
– Nie chcemy jej skrzywdzić – powiedziała cicho mama.
– Ale to robicie – odpowiedziałam. – Zosia nie rozumie, dlaczego dziadkowie się kłócą. Ona chce was kochać oboje, ale nie wie, jak ma się zachować.
Tata pokiwał głową:
– Może powinniśmy ustalić jakieś zasady. Spotykać się razem, bez prezentów, bez rywalizacji.
– To dobry pomysł – przyznała mama. – Ale musimy się postarać.
Nie wierzyłam, że to będzie łatwe. Przez lata narastały w nich urazy, których nie da się wymazać jedną rozmową. Ale musiałam spróbować. Dla Zosi.
Od tamtej pory zaczęliśmy spotykać się w neutralnych miejscach – w parku, na placu zabaw. Rodzice starali się nie przekraczać granic, choć czasem wciąż wyczuwałam napięcie. Zosia powoli wracała do równowagi. Zaczęła się śmiać, bawić, opowiadać o swoich przygodach. Wiedziałam, że to dopiero początek drogi, ale miałam nadzieję, że damy radę.
Czasem jednak, gdy patrzę na rodziców, zastanawiam się, czy kiedykolwiek będą w stanie naprawdę się pogodzić. Czy Zosia będzie musiała przez całe życie wybierać między nimi? Czy ja kiedykolwiek przestanę być mediatorem we własnej rodzinie?
Może ktoś z was był w podobnej sytuacji? Jak sobie z tym poradziliście? Czy można nauczyć rodziców, że miłość do wnuczki nie musi być konkurencją, tylko wspólną radością?