Moja synowa zniszczyła moją relację z synem – czy jeszcze odzyskam jego miłość?
– Michał, proszę cię, nie odchodź tak… – mój głos drżał, a łzy cisnęły mi się do oczu. Stałam w przedpokoju, patrząc jak mój jedyny syn zakłada buty, nawet nie patrząc mi w oczy.
– Mamo, nie zaczynaj znowu. Przyszedłem tylko po dokumenty. Marta czeka w samochodzie – odpowiedział chłodno, niemal obojętnie.
Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałam sobie, że będę musiała walczyć o uwagę własnego dziecka. Michał był moim oczkiem w głowie. Po śmierci męża zostaliśmy sami – ja i on przeciwko światu. Byłam dla niego matką, ojcem, przyjacielem. Wszystko zmieniło się, gdy poznał Martę.
Pamiętam ich pierwsze spotkanie u mnie w domu. Marta przyszła z bukietem kwiatów i uśmiechem przyklejonym do twarzy. Była uprzejma, ale chłodna. Czułam, że mnie ocenia. Starałam się być miła, ale już wtedy wyczuwałam dystans. Michał był nią oczarowany – widziałam to w jego oczach.
Z czasem zaczęli pojawiać się coraz rzadziej. Najpierw raz w tygodniu, potem raz na dwa tygodnie. W końcu przestali przyjeżdżać w ogóle. Gdy dzwoniłam do Michała, odbierał coraz rzadziej. Zawsze tłumaczył się pracą albo zmęczeniem. A ja czułam, że tracę go na zawsze.
Wszystko pękło pewnego grudniowego wieczoru, tuż przed świętami. Zadzwoniłam do Michała z pytaniem, czy przyjadą na Wigilię.
– Mamo, w tym roku spędzamy święta u rodziców Marty – powiedział bez cienia emocji.
– Ale przecież zawsze byliśmy razem… – wyszeptałam.
– Marta źle się czuje w twoim towarzystwie. Mówiłaś kilka rzeczy, które ją zraniły. Nie chcemy konfliktów.
Zamarłam. Próbowałam sobie przypomnieć, co takiego mogłam powiedzieć. Czy to wtedy, gdy zapytałam Martę o jej plany na przyszłość? Albo gdy zasugerowałam, że Michał mógłby częściej dzwonić do matki? Czy to naprawdę było aż tak raniące?
Od tamtej pory widywaliśmy się tylko przypadkiem – na pogrzebie ciotki, na weselu kuzyna. Michał był zawsze z Martą. Ona patrzyła na mnie chłodno, a on unikał mojego wzroku.
Najgorsze były wieczory. Siadałam sama przy stole i patrzyłam na zdjęcia Michała z dzieciństwa. Przypominałam sobie nasze wspólne spacery po parku, wyjazdy nad morze, jego pierwsze sukcesy w szkole. Zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd.
Pewnego dnia postanowiłam pojechać do nich bez zapowiedzi. Stałam pod ich blokiem z ciastem drożdżowym w rękach i sercem w gardle. Zadzwoniłam domofonem.
– Kto tam? – usłyszałam głos Marty.
– To ja… mama Michała.
– Michała nie ma w domu – odpowiedziała natychmiast.
– A mogę zostawić ciasto?
– Nie trzeba. Proszę już nie przychodzić bez zapowiedzi.
Zamarłam pod drzwiami jak zbity pies. Wróciłam do domu i płakałam całą noc.
Kilka dni później zadzwonił Michał.
– Mamo, proszę cię… Daj nam trochę przestrzeni. Marta jest bardzo zestresowana twoimi wizytami.
– Ale ja tylko chciałam…
– Proszę, uszanuj to.
Odłożył słuchawkę zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Zaczęłam szukać winy w sobie. Może rzeczywiście byłam zbyt nachalna? Może nie powinnam była komentować ich życia? Ale przecież każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej…
Próbowałam rozmawiać z sąsiadką, panią Zofią.
– Synowe są różne – westchnęła. – Moja też mnie nie lubiła na początku. Ale potem urodziły się wnuki i wszystko się zmieniło.
Ale u Michała i Marty nie było dzieci. Może gdyby były…
Czasami łapałam się na tym, że zaczynam czuć do Marty prawdziwą niechęć. To przez nią straciłam syna! To ona nastawiła go przeciwko mnie! Ale potem przychodziło poczucie winy – przecież Michał jest dorosły, sam podejmuje decyzje.
W końcu zebrałam się na odwagę i napisałam list:
„Michałku,
Nie wiem, co zrobiłam źle. Bardzo za Tobą tęsknię i chciałabym naprawić naszą relację. Jeśli kiedykolwiek poczułeś się przeze mnie urażony – przepraszam. Kocham Cię i zawsze będę czekać.
Mama”
Nie dostałam odpowiedzi.
Minęły miesiące. Czasami widziałam ich przypadkiem na mieście – szli razem, trzymali się za ręce. Michał wyglądał na szczęśliwego. A ja? Ja czułam się coraz bardziej samotna i niepotrzebna.
Dziś siedzę przy oknie i patrzę na pustą ulicę. Zastanawiam się: czy naprawdę można stracić własne dziecko przez jedną osobę? Czy to ja jestem winna? Czy może Marta rzeczywiście zrobiła wszystko, by odsunąć Michała ode mnie?
A może powinnam po prostu odpuścić i pozwolić mu żyć własnym życiem? Ale jak pogodzić się z tym bólem?
Czy ktoś z Was przeżył coś podobnego? Jak odzyskać syna, który odwrócił się od matki? Czy jeszcze jest dla nas szansa?