Mój syn wziął ślub za granicą i nie zaprosił nas na wesele. Czy można jeszcze odbudować rodzinę po takiej zdradzie?

– Mamo, muszę ci coś powiedzieć – głos Michała drżał, gdy zadzwonił do mnie w środku zwykłego, szarego popołudnia. Stałam wtedy przy kuchennym stole, krojąc ogórki na mizerię, jak co niedzielę. Przez chwilę myślałam, że to znowu jakaś błahostka: zgubił klucze, nie zapłacił rachunku, potrzebuje przepisu na rosół. Ale tym razem było inaczej.

– Co się stało, synku? – zapytałam, czując niepokój w żołądku.

– Wziąłem ślub. Wczoraj. W Berlinie. Z Kasią.

Nóż wypadł mi z ręki i z brzękiem uderzył o blat. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. Ślub? Bez nas? Bez rodziny? Bez mnie?

– Jak to…? – wydusiłam w końcu. – Michał, dlaczego?

Po drugiej stronie słyszałam tylko ciszę i urywany oddech mojego syna. W tej ciszy zmieściły się wszystkie moje lęki, rozczarowania i żale z ostatnich lat. Michał był moim jedynym dzieckiem, moim oczkiem w głowie. Odkąd jego ojciec odszedł, byliśmy tylko we dwoje. Wszystko robiłam dla niego: pracowałam po nocach, żeby miał na studia, odkładałam na jego pierwsze mieszkanie, gotowałam ulubione pierogi z serem na każdą okazję.

A teraz…

– Nie chciałem cię zranić – powiedział cicho. – Ale wiedziałem, że nie zaakceptujesz Kasi.

Zamknęłam oczy. Kasia… Dziewczyna z innego świata. Zawsze wydawała mi się chłodna, obca, zbyt pewna siebie. Nie rozumiałam jej żartów, jej stylu życia, jej planów na przyszłość. Ale przecież to nie powód, żeby wykluczyć własną matkę z najważniejszego dnia w życiu!

– Michał… – zaczęłam, ale głos mi się załamał.

– Przepraszam, mamo. Musiałem to zrobić po swojemu.

Rozłączył się.

Zostałam sama w kuchni, z roztrzęsionymi rękami i poczuciem zdrady tak głębokim, że aż bolało mnie serce. Przez kolejne dni chodziłam jak cień po mieszkaniu. Nie mogłam spać ani jeść. W głowie kłębiły mi się pytania: gdzie popełniłam błąd? Czy byłam zbyt surowa? Czy za bardzo go kontrolowałam?

Próbowałam rozmawiać z mężem, ale on tylko wzruszał ramionami.

– Daj mu czas – mówił. – Młodzi teraz wszystko robią inaczej.

Ale ja nie mogłam tak po prostu przejść nad tym do porządku dziennego. Czułam się upokorzona przed rodziną i sąsiadami. Każda rozmowa na klatce schodowej była dla mnie jak przesłuchanie:

– A kiedy ślub Michała?
– Już coś planują?
– A może wnuki w drodze?

Nie potrafiłam odpowiedzieć. Kłamałam, wymigiwałam się półsłówkami. W środku czułam tylko pustkę.

Minęły tygodnie. Michał nie dzwonił. Kasia wrzucała zdjęcia z podróży poślubnej na Facebooka: ona i Michał na tle wieży Eiffla, ona i Michał na rowerach w Amsterdamie. Każde zdjęcie bolało jak sztylet.

Pewnego dnia zebrałam się na odwagę i napisałam do niego wiadomość:

„Michał, tęsknię za tobą. Chciałabym cię zobaczyć.”

Odpisał dopiero po trzech dniach:

„Może za tydzień wpadniemy na obiad?”

Przez cały tydzień sprzątałam mieszkanie jak szalona. Gotowałam jego ulubione dania: schabowe z ziemniakami, sernik z rodzynkami, barszcz czerwony z uszkami. Kiedy przyszli, serce mi waliło jak młotem.

Kasia była uprzejma, ale chłodna. Michał unikał mojego wzroku.

– Jak było w Berlinie? – zapytałam cicho.

– Pięknie – odpowiedziała Kasia. – Kameralnie, bez zbędnych ceregieli.

Zamilkliśmy wszyscy. Próbowałam podtrzymać rozmowę, ale czułam mur między nami.

Po obiedzie Michał poprosił mnie na bok.

– Mamo… Wiem, że cię zawiodłem. Ale musisz zrozumieć: ja już jestem dorosły. Chcę żyć po swojemu.

Łzy napłynęły mi do oczu.

– Ale dlaczego nie mogłeś mi zaufać? Dlaczego nie mogłeś mnie zaprosić?

Spojrzał na mnie smutno.

– Bałem się twojej reakcji. Bałem się kłótni przy stole, twoich uwag o Kasi… Chciałem tego uniknąć.

Zrozumiałam wtedy coś bolesnego: mój syn bał się mnie bardziej niż samotności w najważniejszym dniu swojego życia.

Po ich wyjściu długo siedziałam przy stole i patrzyłam na puste talerze. Przypomniały mi się wszystkie nasze wspólne chwile: pierwsze kroki Michała, jego szkolne występy, wspólne wakacje nad morzem…

Czy naprawdę byłam taką matką, której trzeba się bać?

Przez kolejne tygodnie próbowałam odbudować kontakt. Pisałam do Michała krótkie wiadomości: „Jak się czujesz?”, „Czy wszystko u was dobrze?”. Odpowiadał zdawkowo.

W końcu postanowiłam napisać do Kasi.

„Chciałabym cię lepiej poznać” – napisałam drżącymi palcami.

Odpisała szybko:

„Może pójdziemy razem na kawę?”

Spotkałyśmy się w małej kawiarni na Mokotowie. Kasia była inna niż ją sobie wyobrażałam: zagubiona, trochę spięta, ale szczera.

– Wiem, że nie jest pani łatwo – powiedziała nagle. – Ale proszę mi wierzyć: Michał bardzo panią kocha. Po prostu… czasem trudno mu pogodzić pani oczekiwania ze swoimi marzeniami.

Rozmawiałyśmy długo o wszystkim: o dzieciństwie Michała, o jej rodzinie z Gdańska, o planach na przyszłość. Poczułam ulgę – może jest jeszcze szansa?

Dziś minęło już kilka miesięcy od tamtego telefonu. Nasze relacje powoli się poprawiają, choć nic już nie będzie takie samo jak dawniej. Czasem myślę o tym ślubie za granicą i łzy same napływają mi do oczu – ale uczę się wybaczać i rozumieć.

Czy można odbudować rodzinę po takiej zdradzie? Czy matka potrafi wybaczyć synowi największy ból? Może to właśnie teraz jest czas na nowe początki… Co wy byście zrobili na moim miejscu?