Mój mąż oskarżył mnie o zdradę i zostawił z naszym dzieckiem – nigdy nie obejrzał się za siebie

– Kiedy w końcu powiesz mi prawdę, Aniu? – głos Michała drżał, a jego oczy były zimne jak lód. Stał w progu naszej sypialni, trzymając w ręku telefon. Nasz synek, Jaś, spał w łóżeczku obok, nieświadomy burzy, która właśnie rozrywała naszą rodzinę na strzępy.

– O czym ty mówisz? – wyszeptałam, czując, jak serce wali mi w piersi. W głowie miałam mętlik. Przecież nie zrobiłam nic złego. Przecież przysięgaliśmy sobie miłość i zaufanie. Przecież…

– Nie udawaj! – krzyknął. – Widziałem was razem! Widziałem, jak się do niego uśmiechasz! Myślisz, że jestem ślepy?

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Ostatnie miesiące były dla nas trudne – ciąża, narodziny Jasia, zmęczenie, nieprzespane noce. Michał coraz częściej wracał późno z pracy, coraz mniej rozmawialiśmy. Ale nigdy go nie zdradziłam. Nigdy nawet o tym nie pomyślałam.

– Michał… Proszę cię…

– Dość! – rzucił przez zaciśnięte zęby. – Pakuję się. Nie będę żył z kłamczuchą.

Patrzyłam, jak wrzuca ubrania do torby. Każdy jego ruch był jak cios. Chciałam krzyczeć, błagać, tłumaczyć się – ale wiedziałam, że to nic nie da. On już podjął decyzję.

Kiedy trzasnęły drzwi wejściowe, poczułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Usiadłam na podłodze i płakałam długo, cicho, żeby nie obudzić Jasia.

***

Następnego dnia zadzwoniła mama.

– Aniu, co się stało? Michał był u nas rano. Powiedział… powiedział, że go zdradziłaś.

Zamarłam. Wiedziałam, że plotki rozejdą się po rodzinie szybciej niż ogień po suchym lesie.

– Mamo… To nieprawda…

– Wiem, córeczko – jej głos był cichy i drżący. – Ale wiesz, jacy są ludzie. Już dzwoniła do mnie ciotka Basia…

Poczułam się jeszcze bardziej samotna. Wiedziałam, że teraz będę musiała walczyć nie tylko z własnym bólem i żalem, ale też z opinią całej rodziny i sąsiadów.

***

Pierwsze tygodnie były jak koszmar na jawie. Michał nie odbierał telefonów, nie odpisywał na wiadomości. Nie przyszedł nawet zobaczyć Jasia. Z dnia na dzień zostałam sama – bez wsparcia finansowego, bez pomocy przy dziecku.

W sklepie pani Jadzia patrzyła na mnie z ukosa.

– No proszę… Sama z dzieckiem? – zapytała z udawaną troską.

– Tak…

– A gdzie mąż?

– Wyjechał służbowo – skłamałam przez zaciśnięte zęby.

Czułam na sobie spojrzenia sąsiadek na klatce schodowej. Szeptały coś między sobą, kiedy przechodziłam obok z wózkiem.

***

Najgorsze były noce. Jaś płakał często – kolki, ząbkowanie… A ja płakałam razem z nim. Czułam się bezradna i wykończona. Czasem miałam ochotę po prostu wyjść i już nie wrócić.

Pewnej nocy zadzwoniła do mnie Ola – moja przyjaciółka jeszcze z liceum.

– Anka… Słyszałam…

– Wszyscy już słyszeli – przerwałam jej gorzko.

– Wiesz co? Pieprzyć ich wszystkich! Przyjadę jutro do ciebie. Zrobimy sobie kawę i pogadamy jak dawniej.

Ola była jedyną osobą, która naprawdę mnie wspierała. Przynosiła zakupy, pomagała przy Jasiu, czasem po prostu siedziała ze mną w milczeniu.

***

Minęły miesiące. Nauczyłam się żyć sama – choć to życie było dalekie od tego, o czym marzyłam. Znalazłam pracę w pobliskim przedszkolu jako pomoc nauczyciela. Mama pomagała mi finansowo na tyle, na ile mogła.

Michał nie pojawił się ani razu. Nie zapytał o syna. Nie wysłał nawet złotówki alimentów.

Pewnego dnia zobaczyłam go przypadkiem na rynku w naszym miasteczku. Stał przy kiosku z papierosami i rozmawiał z jakąś kobietą. Wyglądał na szczęśliwego.

Serce ścisnęło mi się z bólu i żalu.

Wieczorem długo patrzyłam na śpiącego Jasia. Gładziłam jego włoski i szeptałam:

– Masz tylko mnie, kochanie… Ale obiecuję ci: nigdy cię nie zostawię.

***

Czasami zastanawiam się, co by było, gdybym wtedy zaczęła krzyczeć, błagać Michała o litość. Może by został? Może uwierzyłby mi? Ale czy chciałabym żyć z kimś, kto potrafił tak łatwo uwierzyć w kłamstwa?

Wiem jedno: plotki potrafią zniszczyć wszystko. Ludzie wolą wierzyć w sensacje niż w prawdę. Nawet najbliżsi potrafią odwrócić się plecami.

Ale nauczyłam się też czegoś ważnego: jestem silniejsza niż myślałam. Potrafię walczyć o siebie i o swoje dziecko.

Czasem jednak budzę się w środku nocy i pytam samą siebie: czy kiedykolwiek jeszcze komuś zaufam? Czy kiedyś przestanę bać się ludzi?

A wy? Czy potrafilibyście wybaczyć komuś taką zdradę – nie fizyczną, ale zdradę zaufania? Co byście zrobili na moim miejscu?