Czy miałam prawo wyrzucić teściową z domu po tym, co zrobiła pod naszą nieobecność?

– Co ty zrobiłaś z moją szafką?! – krzyknęłam, ledwo przekraczając próg kuchni. Moje serce waliło jak oszalałe, a w gardle czułam gulę, która nie pozwalała mi oddychać. Stałam w progu, patrząc na moją teściową, która z niewinną miną wycierała blat, jakby nic się nie stało.

– O co ci chodzi, Marto? – zapytała z udawaną troską, nie odwracając nawet głowy. – Przecież tylko trochę tu posprzątałam, bo syf był straszny.

Wtedy poczułam, jak coś we mnie pęka. Nasz nowy dom, nasza oaza spokoju, którą z mężem, Tomkiem, urządzaliśmy przez ostatnie miesiące, miał być miejscem, gdzie wreszcie będziemy szczęśliwi. Każdy mebel, każda dekoracja, nawet ta stara szafka po mojej babci, miała dla mnie znaczenie. A teraz…

Wszystko zaczęło się kilka dni wcześniej. Tomek dostał propozycję wyjazdu służbowego do Krakowa, a ja postanowiłam pojechać z nim – trochę odpocząć, trochę oderwać się od codzienności. Zostawiliśmy dom pod opieką teściowej, bo sama zaproponowała, że podleje kwiaty i nakarmi kota. Wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą.

Telefon zadzwonił w środku nocy. – Marto, musisz wrócić – usłyszałam głos sąsiadki, pani Haliny. – Coś się dzieje w waszym domu. Twoja teściowa…

Nie dokończyła. Wróciliśmy pierwszym pociągiem. Już na podjeździe zobaczyłam, że coś jest nie tak. Okna otwarte na oścież, w ogrodzie porozrzucane rzeczy, a w salonie…

– Co tu się stało?! – zapytałam, patrząc na rozbebeszone pudła, powyciągane ubrania i… brak mojej ukochanej szafki.

Teściowa siedziała na kanapie, popijając kawę. – Musiałam trochę przewietrzyć, bo czuć było stęchlizną. A te stare graty? Przecież to tylko zawadzało. Oddałam do Caritasu, nie będziesz chyba płakać za jakąś starą szafką?

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Ta szafka była jedyną pamiątką po mojej babci, która wychowywała mnie po śmierci mamy. Każda rysa, każda plama miała swoją historię. A teraz… ktoś, kto powinien szanować nasze rzeczy, po prostu wyrzucił ją jak śmiecia.

Tomek próbował łagodzić sytuację. – Mamo, przecież mówiłem, żebyś niczego nie ruszała. To był nasz dom, nasze rzeczy!

Ale ona tylko wzruszyła ramionami. – Przesadzacie. Młodzi jesteście, nie rozumiecie, że czasem trzeba zrobić porządek. A ta szafka… Przecież to tylko mebel.

Nie mogłam tego słuchać. Wybiegłam do ogrodu, czując, jak wszystko się we mnie gotuje. Przez lata starałam się być dla niej dobra – zapraszałam na święta, gotowałam jej ulubione potrawy, znosiłam jej uwagi o tym, jak powinnam wychowywać dzieci. Ale to… to było za dużo.

Wieczorem usiedliśmy z Tomkiem w kuchni. – Co mamy zrobić? – zapytałam, patrząc na niego przez łzy. – Przecież ona nie rozumie, ile to dla mnie znaczyło.

Tomek był rozdarty. – To moja mama, ale… przesadziła. Musisz jej powiedzieć, co czujesz.

Następnego dnia rano zebrałam się na odwagę. – Mamo, musisz się wyprowadzić. Przekroczyłaś granicę. To jest nasz dom, nasze zasady. Nie mogę ci już ufać.

Spojrzała na mnie z niedowierzaniem. – Ty mnie wyrzucasz? Po tym wszystkim, co dla was zrobiłam?

– Tak, wyrzucam. Bo nie szanujesz mnie, nie szanujesz naszej rodziny. Nie chcę cię tu widzieć.

Wyszła bez słowa, trzaskając drzwiami. Przez kilka dni w domu panowała cisza. Tomek był przybity, dzieci pytały, gdzie jest babcia. A ja… czułam się winna, ale i… wolna. Po raz pierwszy od lat miałam wrażenie, że to naprawdę nasz dom.

Ale potem zaczęły się telefony. Najpierw od szwagierki, która wykrzyczała mi w słuchawkę, że jestem niewdzięczna i bez serca. Potem od teścia, który próbował mnie przekonać, żebym przeprosiła. Nawet sąsiadka, pani Halina, patrzyła na mnie z wyrzutem.

– Może przesadziłam? – pytałam Tomka. – Może powinnam była po prostu to przemilczeć?

– Nie – odpowiedział stanowczo. – Miałaś prawo postawić granicę. To nasz dom, nasze życie.

Ale wciąż nie dawało mi to spokoju. Wieczorami siadałam w pustym salonie, patrząc na miejsce, gdzie stała szafka babci, i zastanawiałam się, czy naprawdę zrobiłam dobrze. Czy rodzina to tylko więzy krwi, czy może coś więcej? Czy powinnam była wybaczyć, czy jednak postawić na swoim?

Kilka tygodni później teściowa zadzwoniła. – Chciałam tylko powiedzieć, że nie rozumiem, dlaczego tak mnie potraktowałaś. Ale jeśli to cię uszczęśliwia…

Nie odpowiedziałam. Położyłam słuchawkę i poczułam, jak łzy znowu napływają mi do oczu. Może nigdy się nie pogodzimy. Może już zawsze będę tą złą synową, która wyrzuciła teściową z domu.

Ale czy miałam inne wyjście? Czy można wybaczyć komuś, kto nie szanuje naszych granic? Czy rodzina to naprawdę wszystko, jeśli nie ma w niej szacunku?

Czasem patrzę na puste miejsce po szafce i pytam siebie: czy zrobiłam dobrze? Czy wy byście wybaczyli? Czy rodzina zawsze powinna być na pierwszym miejscu, nawet kosztem własnego szczęścia?