Dziesięć lat później: Kiedy Juliusz wrócił znikąd, mój świat znów się zatrząsł
– Mama, ktoś stoi pod drzwiami – głos Oli przebił się przez szum gotującej się wody. Zamarłam z łyżką w dłoni, patrząc na syna, który już od progu kuchni wyglądał na zaniepokojonego. W tej chwili nie wiedziałam jeszcze, że za chwilę moje życie znów rozsypie się na kawałki.
Otworzyłam drzwi. Stał tam Juliusz. Mój mąż, którego nie widziałam od dziesięciu lat. Wyglądał inaczej – starszy, wychudzony, z siwymi pasmami we włosach. Ale to były jego oczy. Te same, które kiedyś kochałam bezgranicznie.
– Cześć, Aniu – powiedział cicho, jakby bał się, że zaraz go przegonię.
Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Ola i Kasia stali za mną, trzymając się za ręce. Dzieci, które przez dekadę musiały dorastać bez ojca.
– Co ty tu robisz? – wykrztusiłam w końcu, czując jak narasta we mnie gniew. – Po tylu latach…
Juliusz spuścił wzrok. – Wiem, że nie mam prawa tu być. Ale musiałem… Musiałem was zobaczyć.
Chciałam zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. Przez lata wyobrażałam sobie ten moment – co mu powiem, jak go zranię słowami tak bardzo, jak on zranił mnie swoim odejściem. Ale teraz, kiedy naprawdę tu był, czułam tylko pustkę i strach.
– Mama… to tata? – Kasia szepnęła niepewnie.
Nie odpowiedziałam. Nie umiałam. Patrzyłam tylko na Juliusza, próbując dostrzec w nim człowieka, którego kiedyś kochałam.
Zaprosiłam go do środka. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że dzieci patrzyły na mnie z nadzieją? Może dlatego, że przez te wszystkie lata nie przestałam zadawać sobie pytania: dlaczego?
Usiedliśmy w salonie. Juliusz patrzył na Kasię i Olę tak, jakby widział ich po raz pierwszy. W pewnym sensie tak było – kiedy odszedł, Kasia miała cztery lata, a Ola ledwie dwa.
– Przepraszam – powiedział nagle. – Wiem, że nie ma słów, które mogłyby to naprawić. Ale… musiałem odejść. Byłem wtedy… pogubiony.
Pogubiony? To wszystko? Dziesięć lat samotności, łez i walki o każdy dzień? Dziesięć lat tłumaczenia dzieciom, dlaczego tata nie wraca na święta? Dlaczego nie dzwoni na urodziny?
– Pogubiony? – powtórzyłam z niedowierzaniem. – To twoje wytłumaczenie?
Juliusz spuścił głowę. – Nie oczekuję wybaczenia. Chciałem tylko… zobaczyć was jeszcze raz.
W tej chwili Ola podszedł do niego i stanął naprzeciwko. – Dlaczego nas zostawiłeś? – zapytał cicho.
Juliusz spojrzał mu w oczy. – Bałem się odpowiedzialności. Bałem się siebie. Myślałem, że jeśli odejdę, będzie wam lepiej beze mnie.
Zacisnęłam pięści. – Myślałeś tylko o sobie! Zostawiłeś nas bez słowa! Przez ciebie musiałam nauczyć się być silna…
Głos mi się załamał. Poczułam łzy napływające do oczu, ale nie chciałam płakać przy nim. Nie teraz.
– Przez te lata… – zaczęłam drżącym głosem – dzieci pytały o ciebie codziennie. Każde święta były dla nich koszmarem. A ja musiałam udawać, że wszystko jest w porządku.
Juliusz milczał. Widziałam, jak drżą mu ręce.
– Chciałem wrócić wcześniej – wyszeptał w końcu. – Ale bałem się waszej reakcji. Bałem się spojrzeć wam w oczy.
– A teraz już się nie boisz? – zapytała Kasia z goryczą.
Juliusz spojrzał na nią ze łzami w oczach. – Boję się cały czas.
Zapadła cisza. Słychać było tylko tykanie zegara i szum ulicy za oknem.
Przez następne dni Juliusz próbował rozmawiać z dziećmi. Ola był zamknięty w sobie, Kasia unikała go wzrokiem. Ja sama nie wiedziałam, co czuję – gniew mieszał się z żalem i tęsknotą za tym, co mogło być.
Mama zadzwoniła wieczorem.
– Aniu, słyszałam… On wrócił?
– Tak…
– I co teraz?
– Nie wiem…
Mama westchnęła ciężko.
– Pamiętaj tylko o jednym: nie pozwól mu znów cię zranić.
Wiedziałam, że ma rację. Ale czy potrafię zamknąć drzwi przed człowiekiem, którego kiedyś kochałam najbardziej na świecie?
Pewnego wieczoru usiedliśmy razem przy stole. Juliusz spojrzał mi prosto w oczy.
– Aniu… Ja naprawdę żałuję wszystkiego. Wiem, że nie zasługuję na drugą szansę. Ale chciałbym choć spróbować być ojcem dla Oli i Kasi…
Patrzyłam na niego długo. Widziałam w nim strach i nadzieję jednocześnie.
– To nie jest takie proste – powiedziałam cicho. – Nie da się cofnąć czasu.
Juliusz skinął głową ze smutkiem.
– Wiem… Ale może da się zacząć od nowa?
Nie odpowiedziałam od razu. W mojej głowie kłębiły się wspomnienia: pierwsze wspólne mieszkanie na Pradze, narodziny dzieci, jego nagłe zniknięcie… i te wszystkie noce spędzone na płaczu do poduszki.
Czy można wybaczyć zdradę tak wielką? Czy można zaufać komuś, kto raz już odszedł bez słowa?
Czasem myślę: czy lepiej żyć z nadzieją na naprawienie przeszłości czy zamknąć drzwi raz na zawsze? Czy wy bylibyście w stanie wybaczyć taką zdradę?