Weekend z teściową: Czy jestem tylko służącą we własnym domu?

— Magda, a gdzie są te ręczniki, co je ostatnio prałaś? — głos teściowej rozległ się w kuchni, zanim jeszcze zdążyłam nalać sobie kawy. Stałam przy blacie, z kubkiem w dłoni, i przez chwilę miałam ochotę udawać, że nie słyszę. Ale wiedziałam, że to niemożliwe. W moim własnym domu nie miałam nawet chwili ciszy.

— W szafce na korytarzu, mamo — odpowiedziałam cicho, starając się nie patrzeć na męża. Michał siedział przy stole z telefonem i udawał, że go to nie dotyczy. Jak zwykle.

Teściowa weszła do kuchni z miną generała na inspekcji. — No i znowu ten bałagan na blacie. Magda, przecież mówiłam ci już tyle razy, że jak się gotuje, to trzeba od razu sprzątać. — Jej wzrok przesunął się po mojej twarzy, jakby szukała potwierdzenia swojej racji.

Zacisnęłam palce na kubku. — Zaraz posprzątam — wymamrotałam.

— A śniadanie? — zapytała, rozglądając się po kuchni. — Michał, ty nic nie jesz? — zwróciła się do syna.

— Zaraz coś zjem — mruknął Michał, nie podnosząc wzroku.

Poczułam się jak duch. Jakby mnie tu nie było. Jakbym była tylko dodatkiem do mieszkania, kimś od podawania jedzenia i sprzątania po innych. Przez głowę przemknęło mi pytanie: czy naprawdę tak wygląda moje życie?

Teściowa rozsiadła się przy stole i zaczęła opowiadać o sąsiadce z bloku obok, która „ma porządek i wszystko pod kontrolą”. Słuchałam jej jednym uchem, a drugim łapałam dźwięki z pokoju dzieci — Zosia i Kuba kłócili się o klocki.

— Magda, dzieci się biją! — rzuciła teściowa z wyrzutem.

— Zaraz pójdę zobaczyć — odpowiedziałam automatycznie.

Weszłam do pokoju dzieci i zobaczyłam Zosię ze łzami w oczach i Kubę z miną zwycięzcy. Uklękłam przy nich i próbowałam załagodzić sytuację, ale w środku czułam narastającą frustrację. Chciałam krzyknąć: „Czy ktoś widzi, ile robię?!”, ale tylko pogłaskałam Zosię po głowie i wróciłam do kuchni.

Teściowa już czekała z nowymi uwagami. — Magda, a te firanki to kiedy ostatnio prałaś? Bo widzę kurz.

— Niedawno… — zaczęłam, ale przerwała mi:

— Niedawno to nie znaczy czysto. Ja w twoim wieku miałam troje dzieci i dom na głowie, a wszystko lśniło.

Spojrzałam na Michała. Siedział cicho, jakby go tu nie było. Przez chwilę miałam ochotę wyjść z domu i nigdy nie wrócić.

Wieczorem, kiedy dzieci już spały, a teściowa oglądała serial w salonie, usiadłam obok Michała na kanapie.

— Michał… — zaczęłam niepewnie. — Czy ty widzisz, co się dzieje?

Spojrzał na mnie zaskoczony. — O co ci chodzi?

— Twoja mama traktuje mnie jak służącą. Nie mogę nawet spokojnie napić się kawy we własnym domu. Ty nic nie mówisz… Czuję się niewidzialna.

Wzruszył ramionami. — Przesadzasz. Mama jest wymagająca, ale chce dobrze.

Poczułam łzy pod powiekami. — A ja? Kto chce dobrze dla mnie?

Nie odpowiedział. Wstał i poszedł do łazienki.

Leżałam długo w łóżku tej nocy, wsłuchując się w ciszę przerywaną chrapaniem teściowej zza ściany. W głowie kłębiły mi się myśli: czy naprawdę jestem tylko dodatkiem do tego domu? Czy moje potrzeby są mniej ważne niż wszystkich innych?

Następnego dnia rano teściowa znów była pierwsza w kuchni. — Magda, kawa już gotowa? — zapytała tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Zatrzymałam się w progu i spojrzałam jej prosto w oczy. Po raz pierwszy od dawna poczułam w sobie gniew zamiast rezygnacji.

— Mamo, kawa jest w szafce. Jeśli ma pani ochotę, proszę sobie zrobić sama. Ja dziś piję kawę na balkonie i proszę o chwilę spokoju.

Teściowa spojrzała na mnie zdziwiona. Michał podniósł wzrok znad telefonu.

— Co ty mówisz? — zapytała teściowa z niedowierzaniem.

— Mówię, że potrzebuję chwili dla siebie. I że nie jestem służącą w swoim domu.

Przez chwilę nikt się nie odezwał. Serce waliło mi jak młotem. Bałam się ich reakcji, ale jednocześnie czułam ulgę.

Wyszłam na balkon z kubkiem kawy i patrzyłam na szare bloki za oknem. Po raz pierwszy od dawna poczułam się wolna.

Wieczorem Michał usiadł obok mnie na kanapie.

— Może masz rację… Może powinniśmy ustalić jakieś zasady na przyszłość — powiedział cicho.

Spojrzałam na niego ze łzami w oczach. — Chcę być widziana. Chcę być partnerką, a nie służącą.

Przytulił mnie bez słowa.

Nie wiem jeszcze, czy będę miała siłę walczyć o siebie każdego dnia. Ale wiem jedno: jeśli sama siebie nie zauważę i nie postawię granic, nikt inny tego za mnie nie zrobi.

Czy wy też czasem czujecie się niewidzialni we własnym domu? Ile odwagi potrzeba, by powiedzieć „dość”?