Testament, który rozdarł moje serce
— Znowu zostawiłaś światło w kuchni! — krzyknęła mama z drugiego pokoju, a ja poczułam, jak wzbiera we mnie irytacja. To był jeden z tych wieczorów, kiedy wszystko mnie drażniło. Wróciłam zmęczona po pracy, marzyłam tylko o ciszy, a mama jak zwykle znalazła powód do narzekania. Przewróciłam oczami i bez słowa zgasiłam światło. W drodze do swojego pokoju zauważyłam, że na szafce nocnej mamy leży jakiś dokument. Zwykle nie zaglądam w jej rzeczy, ale tym razem coś mnie tknęło. Może to był przypadek, może intuicja. Sięgnęłam po kartkę i zobaczyłam nagłówek: „Testament”.
Serce zaczęło mi bić szybciej. Przez chwilę walczyłam ze sobą, czy powinnam to czytać. W końcu ciekawość zwyciężyła. Przeczytałam pierwsze zdania i poczułam, jak świat usuwa mi się spod nóg. Mama wszystko, dosłownie wszystko – mieszkanie, oszczędności, nawet rodzinne pamiątki – zapisała mojemu bratu, Michałowi. O mnie nie było ani słowa. Jakby mnie nie było. Jakbym nie istniała.
Zamknęłam oczy, próbując powstrzymać łzy. Przez całe życie byłam tą, która zostawała z mamą, kiedy Michał wyjechał do Anglii. To ja robiłam zakupy, chodziłam z nią do lekarza, sprzątałam, gotowałam. Michał dzwonił raz na miesiąc, czasem rzadziej. A jednak to on miał dostać wszystko. Poczułam się zdradzona, jakby ktoś wyrwał mi serce.
Nie pamiętam, jak długo siedziałam na łóżku z tym papierem w ręku. W końcu usłyszałam kroki mamy. Weszła do pokoju i spojrzała na mnie zaskoczona.
— Co ty tu robisz z moimi rzeczami? — zapytała ostro.
— To prawda? — wyszeptałam, pokazując jej testament. — Naprawdę wszystko zapisujesz Michałowi?
Mama zbladła. Przez chwilę milczała, potem zaczęła się tłumaczyć:
— To tylko formalność… Michał jest za granicą, chciałam, żeby miał zabezpieczenie, gdyby coś mi się stało… Ty przecież zawsze sobie poradzisz, jesteś silna…
— Silna? — przerwałam jej, czując, jak głos mi drży. — To znaczy, że nie zasługuję nawet na wspomnienie w twoim testamencie? Nawet na pierścionek po babci?
Mama spuściła wzrok. — Nie chciałam cię skrzywdzić, naprawdę…
Ale już nie słuchałam. Wybiegłam z pokoju, trzaskając drzwiami. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli: „Dlaczego? Co zrobiłam nie tak? Czy przez całe życie byłam dla niej tylko służącą?”
Następne dni zamieniły się w nieustanne kłótnie. Każda rozmowa kończyła się łzami i wzajemnymi pretensjami. Mama próbowała mnie przekonać, że testament nic nie znaczy, że wszystko można zmienić, ale ja już jej nie wierzyłam. Czułam się niewidzialna, niepotrzebna, odrzucona. Michał zadzwonił kilka dni później, jakby wyczuł, że coś się dzieje. Gdy powiedziałam mu o testamencie, był zaskoczony, ale nie wydawał się szczególnie przejęty.
— Wiesz, że mama zawsze się o mnie martwiła… — powiedział cicho. — Ty jesteś na miejscu, ona wie, że możesz sobie poradzić…
— Ale czy to znaczy, że nie zasługuję na nic? — zapytałam z goryczą. — Nawet na odrobinę wdzięczności?
Michał zamilkł. Rozmowa urwała się w niezręcznej ciszy.
Zaczęłam unikać mamy. Wychodziłam z domu wcześnie rano, wracałam późno. W pracy byłam rozkojarzona, popełniałam błędy. Koleżanka z biura, Ania, zauważyła, że coś jest nie tak.
— Coś się stało? — zapytała, kiedy po raz trzeci zapomniałam o ważnym spotkaniu.
Nie wytrzymałam. Opowiedziałam jej wszystko. Słuchała w milczeniu, a potem powiedziała coś, co mnie zaskoczyło:
— Może twoja mama po prostu nie potrafi okazywać uczuć? Może to jej sposób na radzenie sobie z lękiem o Michała?
Zastanowiłam się nad tym. Przypomniałam sobie, jak mama zawsze była surowa, rzadko mnie przytulała, ale kiedy byłam chora, czuwała przy moim łóżku całą noc. Może rzeczywiście nie umiała mówić o uczuciach, ale czy to usprawiedliwiało to, co zrobiła?
Wieczorem postanowiłam z nią porozmawiać. Usiadłyśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole. Mama wyglądała na zmęczoną, jakby przez te kilka dni postarzała się o kilka lat.
— Chcę zrozumieć, dlaczego to zrobiłaś — powiedziałam cicho. — Dlaczego nie pomyślałaś o mnie?
Mama długo milczała. W końcu zaczęła mówić, łamiącym się głosem:
— Bałam się, że Michał sobie nie poradzi. Ty zawsze byłaś silna, odpowiedzialna… Myślałam, że nie potrzebujesz niczego ode mnie. Chciałam, żebyś była wolna, żebyś nie musiała się mną martwić, kiedy mnie zabraknie…
— Ale ja chciałam tylko być dla ciebie ważna — przerwałam jej, czując, jak łzy napływają mi do oczu. — Chciałam, żebyś mnie doceniła, żebyś zobaczyła, ile dla ciebie robię…
Mama wyciągnęła do mnie rękę, ale odsunęłam się. Nie potrafiłam jej wybaczyć. Przynajmniej nie teraz. Może kiedyś, ale nie dziś.
Od tamtej pory nasze relacje są chłodne. Rozmawiamy tylko o sprawach codziennych, unikamy trudnych tematów. Czasem widzę, jak mama patrzy na mnie z żalem, jakby chciała cofnąć czas. Ale ja wciąż czuję ten ból, tę zdradę, której nie potrafię zapomnieć.
Często zastanawiam się, czy kiedykolwiek będę w stanie jej wybaczyć. Czy można zapomnieć o takim zranieniu? Czy matka naprawdę może nie zauważyć, jak bardzo rani własne dziecko? Może to ja powinnam nauczyć się przebaczać, ale czy to nie ona powinna najpierw zrozumieć, jak bardzo mnie skrzywdziła?