Osiem miesięcy pod presją: Czy naprawdę jestem tylko portfelem dla własnych rodziców?
— Michał, kiedy przelejesz nam te pieniądze? — głos mamy rozbrzmiewał w mojej głowie jeszcze długo po zakończeniu rozmowy telefonicznej. Stałem przy oknie w swoim wynajmowanym mieszkaniu na Pradze, patrząc na szare, marcowe niebo. W dłoni ściskałem telefon, a w żołądku czułem znajomy ucisk. Osiem miesięcy. Osiem miesięcy, odkąd rodzice zaczęli remontować swoje mieszkanie na Ursynowie i osiem miesięcy, odkąd połowa mojej pensji znikała z konta pierwszego dnia każdego miesiąca.
— Michał, przecież jesteś naszym jedynym dzieckiem. Kto nam pomoże, jak nie ty? — powtarzała mama, a tata tylko kiwał głową z powagą, jakby to była oczywista oczywistość.
Nie miałem rodzeństwa, nie miałem nikogo, kto mógłby podzielić się tym ciężarem. Od zawsze czułem, że jestem dla nich wszystkim — i że wszystko, co mam, powinienem oddać im. Nawet jeśli oznaczało to rezygnację z własnych planów.
Pamiętam, jak pierwszy raz poprosili mnie o pomoc. Siedzieliśmy przy kuchennym stole, a mama z nerwowym uśmiechem zaczęła mówić o pękających rurach i odpadających kafelkach. Tata milczał, ale jego wzrok mówił wszystko: „To twój obowiązek”.
— Wiesz, synku, my już nie mamy tyle siły. A ty dobrze zarabiasz…
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to będzie trwało tak długo. Że każdy miesiąc będzie kolejnym kompromisem — między moimi potrzebami a ich oczekiwaniami.
— Michał, nie przesadzaj, przecież to tylko na chwilę — mówiła mama, kiedy próbowałem tłumaczyć, że sam mam swoje wydatki. — Ty jeszcze masz całe życie przed sobą.
Ale czy naprawdę miałem? Miałem trzydzieści dwa lata i czułem się jak nastolatek, który musi tłumaczyć się z każdej złotówki. Moja dziewczyna, Kasia, coraz częściej patrzyła na mnie z wyrzutem.
— Michał, kiedy zaczniemy odkładać na nasze mieszkanie? — pytała któregoś wieczoru. — Przecież nie możemy całe życie wynajmować.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Każda rozmowa o pieniądzach kończyła się kłótnią. Kasia twierdziła, że jestem pod pantoflem rodziców. Ja próbowałem tłumaczyć, że to tylko tymczasowe.
— Tymczasowe? — prychnęła pewnego razu. — Oni cię nigdy nie puszczą. Zawsze będziesz ich synkiem od przelewów.
Te słowa bolały bardziej niż chciałem przyznać. Ale czy miała rację?
W pracy też nie było łatwo. Koledzy planowali wakacje w Hiszpanii, kupowali nowe samochody. Ja liczyłem każdy grosz i zastanawiałem się, czy wystarczy mi do końca miesiąca.
— Michał, czemu nie pójdziesz z nami na piwo? — pytał Tomek z działu IT.
— Mam trochę wydatków… — odpowiadałem wymijająco.
Wstydziłem się przyznać, że trzy tysiące złotych miesięcznie idzie na remont mieszkania rodziców. Że nie mam odwagi powiedzieć im „nie”.
Najgorsze były weekendy u rodziców. Mama pokazywała mi nowe płytki w łazience i opowiadała o kolejnych planach: nowe meble do kuchni, wymiana drzwi, może nawet balkon.
— Zobaczysz, jak będzie pięknie! — mówiła z entuzjazmem.
A ja widziałem tylko rosnącą listę wydatków i coraz większą przepaść między mną a Kasią.
Pewnego wieczoru nie wytrzymałem.
— Mamo, tato… musimy porozmawiać — zacząłem niepewnie przy kolacji.
Mama spojrzała na mnie zaskoczona.
— Co się stało?
— Nie mogę już dłużej oddawać wam połowy pensji. Mam swoje życie… swoje plany…
Tata odłożył widelec i spojrzał na mnie surowo.
— Myślisz tylko o sobie? My ci wszystko daliśmy! A teraz, kiedy my potrzebujemy pomocy…
Czułem się jak zdrajca. Ale musiałem to powiedzieć.
— To nie tak… Po prostu… czuję się jak bankomat. Jakbyście widzieli we mnie tylko portfel.
Mama zaczęła płakać. Tata wyszedł z pokoju bez słowa.
Wróciłem do siebie roztrzęsiony. Kasia przytuliła mnie mocno.
— Jestem z ciebie dumna — szepnęła. — W końcu postawiłeś granicę.
Ale ja nie czułem ulgi. Czułem pustkę i strach przed tym, co będzie dalej.
Minęły dwa tygodnie ciszy ze strony rodziców. Potem przyszła wiadomość od mamy: „Rozumiemy. Ale bardzo nam przykro”.
Czy naprawdę jestem złym synem? Czy lojalność wobec rodziny musi oznaczać rezygnację z siebie? Może czasem trzeba wybrać siebie, żeby móc naprawdę kochać innych?
A wy… co byście zrobili na moim miejscu?