Mój syn zniszczył naszą rodzinę – Czy kiedykolwiek będę w stanie mu wybaczyć?
– Mamo, nie mogę już tak żyć – usłyszałam przez telefon głos Gergosia, mojego syna, pięć lat temu, w środku nocy. Był roztrzęsiony, mówił szybko, a ja czułam, jak serce ściska mi się w piersi. – Kocham inną kobietę. Muszę odejść od Katy.
Wtedy świat mi się zawalił. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Przed oczami miałam obraz mojej synowej, Katy, z którą zawsze miałam dobre relacje, i moich ukochanych wnuków – bliźniaków, którzy mieli wtedy zaledwie cztery lata. W jednej chwili wszystko, co budowaliśmy jako rodzina, rozsypało się jak domek z kart.
– Gerguś, co ty mówisz? – wyszeptałam, próbując zapanować nad łzami. – Przecież masz rodzinę, dzieci…
– Wiem, mamo, ale nie mogę inaczej. Przepraszam.
Odłożył słuchawkę. Siedziałam w kuchni, wpatrując się w ciemność za oknem, i czułam, jak ogarnia mnie bezsilność. Zawsze wierzyłam, że rodzina jest najważniejsza, że miłość i odpowiedzialność idą w parze. A teraz mój własny syn postanowił to wszystko zniszczyć.
Następnego dnia pojechałam do Katy. Drżały mi ręce, gdy dzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi zapłakana, z podkrążonymi oczami. Dzieci bawiły się w pokoju, nieświadome jeszcze tego, co się dzieje.
– Przepraszam, Kasiu – powiedziałam, obejmując ją. – Nie wiem, co powiedzieć.
– To nie twoja wina – odpowiedziała cicho. – Ale nie wiem, jak mam żyć dalej.
Przez kolejne tygodnie byłam przy niej tak często, jak tylko mogłam. Pomagałam z dziećmi, gotowałam obiady, sprzątałam. Ale czułam, że to wszystko za mało. Nie mogłam naprawić tego, co się stało.
Gergő wyprowadził się do tej kobiety – Magdy, młodszej o dziesięć lat, energicznej, pewnej siebie. Próbowałam z nim rozmawiać, błagałam, żeby wrócił, żeby pomyślał o dzieciach. On jednak był nieugięty.
– Mamo, nie rozumiesz. Z Katą już od dawna nic nas nie łączyło. Z Magdą czuję się szczęśliwy.
– A dzieci? – pytałam z rozpaczą. – One cię potrzebują!
– Będę je odwiedzał. Ale nie mogę żyć w kłamstwie.
Wtedy po raz pierwszy poczułam do niego złość. Jak mógł być tak egoistyczny? Jak mógł zostawić własne dzieci dla własnego szczęścia?
Czas mijał, a ja coraz bardziej oddalałam się od syna. Każda wizyta u Katy była dla mnie bolesna – widziałam, jak wnuki tęsknią za ojcem, jak pytają, kiedy wróci, dlaczego nie mieszka już z nimi. Kiedyś byliśmy zżytą rodziną, spędzaliśmy razem święta, wakacje, wspólne obiady w niedzielę. Teraz wszystko się rozpadło.
Najgorsze były święta. Pierwsza Wigilia bez Gergosia przy stole. Dzieci patrzyły na puste miejsce, a ja czułam, jak łzy cisną mi się do oczu. Katy starała się być dzielna, ale widziałam, jak bardzo cierpi.
– Mamo, nie wiem, czy dam radę – powiedziała mi kiedyś, gdy siedziałyśmy razem przy herbacie. – Czasem mam ochotę po prostu zniknąć.
– Kasiu, masz dzieci. One cię potrzebują. Ja cię potrzebuję.
Przez te lata stałyśmy się sobie bliższe niż kiedykolwiek. Była dla mnie jak córka. A Gergő? Coraz rzadziej dzwonił, coraz rzadziej odwiedzał dzieci. Magda zaszła w ciążę, urodziła mu syna. Mój wnuk, ale ja nie potrafiłam czuć do niego tego samego, co do bliźniaków. Czułam się rozdarta – kochałam Gergosia, ale nie mogłam zaakceptować tego, co zrobił.
Rodzina zaczęła się dzielić. Moja siostra, ciotka Basia, mówiła, że powinnam wybaczyć synowi, bo matka zawsze kocha bezwarunkowo. Mój mąż, Andrzej, zamknął się w sobie, nie potrafił rozmawiać z Gergosiem. Wnuki coraz częściej pytały, dlaczego tata nie przychodzi na ich występy w przedszkolu, dlaczego nie zabiera ich na rower.
Pewnego dnia, gdy odbierałam dzieci z przedszkola, usłyszałam, jak jeden z chłopców mówi do mojego wnuka: – Twój tata cię nie kocha, bo was zostawił.
Serce mi pękło. Przytuliłam wnuka, a on zapytał: – Babciu, czy tata nas jeszcze kocha?
Co miałam odpowiedzieć? Że kocha, ale nie potrafi być ojcem? Że wybrał nowe życie?
Wieczorami płakałam w poduszkę. Czułam się winna, że nie wychowałam syna na lepszego człowieka. Zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd. Czy za bardzo go rozpieszczałam? Czy za mało wymagałam?
Po pięciu latach sytuacja się nie zmieniła. Katy powoli zaczęła układać sobie życie, ale blizny pozostały. Dzieci dorastały bez ojca, a ja wciąż nie potrafiłam wybaczyć synowi. Próbowałam, naprawdę próbowałam. Spotykaliśmy się czasem na rodzinnych uroczystościach, ale rozmowy były sztywne, pełne niedopowiedzeń.
Ostatnio Gergő zadzwonił do mnie. Chciał się spotkać. Przyszedł sam, bez Magdy, bez nowego dziecka. Siedzieliśmy w kuchni, jak kiedyś, ale wszystko było inne.
– Mamo, wiem, że cię zawiodłem – powiedział cicho. – Wiem, że skrzywdziłem Katę i dzieci. Ale nie potrafię cofnąć czasu.
Patrzyłam na niego i widziałam w jego oczach żal, ale też bezradność.
– Gerguś, ja cię kocham. Zawsze będę cię kochać. Ale nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć.
Milczeliśmy długo. W końcu wyszedł, a ja zostałam sama z myślami.
Czasem zastanawiam się, czy matczyna miłość naprawdę jest bezwarunkowa. Czy można kochać dziecko, które zniszczyło życie tylu osób? Czy wybaczenie jest możliwe, gdy ból nie mija?
A wy? Czy potrafilibyście wybaczyć własnemu dziecku taką zdradę? Czy miłość matki ma granice?