Mój syn wrócił po latach z dziewczyną, której nie mogłam zaakceptować. Dopiero jej wyznanie zmieniło wszystko…
Tamtego dnia nie spodziewałam się żadnych gości. Był chłodny, szary listopadowy poranek. Siedziałam w kuchni, sącząc kawę i patrząc przez okno na opadające liście, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zdziwiło mnie to – nie czekałam na nikogo. Otworzyłam drzwi i zamarłam. Na progu stał mój syn, którego nie widziałam od prawie pięciu lat.
Na początku nie poznałam go. Był wychudzony, zarośnięty, miał podkrążone oczy i spojrzenie, które kiedyś znałam na pamięć, a teraz wydawało mi się obce. Obok niego stała młoda kobieta – drobna, z ciemnymi włosami spiętymi niedbale w kucyk, ubrana w znoszoną kurtkę. Trzymała go za rękę tak mocno, jakby bała się, że zaraz zniknie.
– Cześć, mamo – powiedział cicho Bartek. Głos mu drżał. – Moglibyśmy wejść?
Nie odpowiedziałam od razu. Przez głowę przelatywały mi obrazy: jego dzieciństwo, ostatnia kłótnia, trzask drzwiami, rozpaczliwe poszukiwania, bezsenne noce i telefony na policję. Przez pięć lat nie miałam od niego żadnej wiadomości. W końcu odsunęłam się od drzwi.
– Wejdźcie – powiedziałam sztywno.
Usiedliśmy w kuchni. Bartek patrzył na mnie niepewnie, a dziewczyna ściskała kubek herbaty tak mocno, że aż zbielały jej knykcie.
– To jest Ania – przedstawił ją Bartek. – Chciałem… chciałem ci ją przedstawić.
Nie mogłam oderwać wzroku od tej dziewczyny. Była blada, miała podkrążone oczy i wyglądała na kogoś, kto przeszedł przez piekło. Ale to nie ona była moim problemem. Problemem był mój syn – jego zniknięcie, jego milczenie, jego powrót bez słowa wyjaśnienia.
– Gdzie byłeś przez te wszystkie lata? – zapytałam w końcu, czując jak głos mi się łamie.
Bartek spuścił głowę.
– Przepraszam, mamo. Nie potrafiłem wrócić… Nie po tym wszystkim.
– Po czym? – zapytałam ostro.
Ania spojrzała na niego z troską i ścisnęła mu dłoń.
– To długa historia – powiedział cicho Bartek. – Ale teraz… teraz chcemy zacząć od nowa. Razem.
Poczułam narastającą złość. Przez pięć lat żyłam w niepewności, a on wraca i mówi o nowym początku? Z kimś, kogo nawet nie znam?
– Nie tak to sobie wyobrażałam – powiedziałam chłodno. – Myślałam, że wrócisz sam. Że najpierw porozmawiamy…
Bartek milczał. Ania spuściła wzrok.
Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta. Bartek próbował ze mną rozmawiać, ale ja byłam zamknięta w sobie. Nie mogłam zaakceptować tej dziewczyny u mojego stołu, w moim domu. Czułam się zdradzona – przez niego i przez nią.
Pewnego wieczoru usłyszałam ich rozmowę w pokoju Bartka.
– Twoja mama mnie nienawidzi – wyszeptała Ania.
– Daj jej czas – odpowiedział Bartek zmęczonym głosem. – Ona też dużo przeszła.
– Może powinnam odejść…
– Nie! – Bartek podniósł głos. – Jesteś moją rodziną.
Te słowa zabolały mnie bardziej niż chciałam przyznać. Przez lata marzyłam o powrocie syna, a teraz czułam się jak intruz we własnym domu.
Kilka dni później Ania poprosiła mnie o rozmowę.
– Pani Mario… wiem, że jest pani trudno mnie zaakceptować. Ale chciałabym pani coś opowiedzieć.
Niechętnie zgodziłam się usiąść z nią przy stole.
– Poznałam Bartka w schronisku dla bezdomnych w Krakowie – zaczęła cicho. – Byłam wtedy na dnie… Uciekłam z domu przed ojcem alkoholikiem. Spałam na dworcu albo u znajomych. Bartek był jedyną osobą, która mi pomogła. Dzielił się ze mną jedzeniem, pilnował mnie przed innymi…
Zaniemówiłam. Nie spodziewałam się takiej historii.
– Przez dwa lata tułaliśmy się razem po różnych miastach – mówiła dalej Ania. – Pracowaliśmy dorywczo, czasem głodowaliśmy… Ale zawsze byliśmy razem. Bartek mówił o pani codziennie. Że chciałby wrócić, ale się boi…
Poczułam łzy napływające do oczu.
– Dlaczego nie zadzwoniłeś? – zapytałam Bartka później tego wieczoru.
– Bałem się twojej reakcji… Bałem się rozczarowania… Wstydziłem się tego, kim się stałem – odpowiedział cicho.
Przez kolejne dni zaczęłam patrzeć na Anię inaczej. Zaczęłyśmy rozmawiać przy kawie o drobiazgach: pogodzie, książkach, jej ulubionych filmach. Okazało się, że jest inteligentna i wrażliwa. Zaczęła pomagać mi w domu, gotowała obiady razem ze mną i opowiadała o swoich marzeniach: o studiach psychologicznych, o pracy z młodzieżą z trudnych rodzin.
Z czasem zaczęłam rozumieć, że to nie ona była problemem – tylko moje własne lęki i żal do Bartka za te wszystkie lata ciszy. Zobaczyłam też, jak bardzo mój syn ją kocha i jak bardzo ona kocha jego.
Pewnego wieczoru usiedliśmy razem przy stole i po raz pierwszy od lat poczułam ciepło rodzinnej atmosfery.
– Dziękuję ci, mamo – powiedział Bartek cicho.
Uśmiechnęłam się przez łzy.
Czasem życie wystawia nas na próby, których nie rozumiemy i których się boimy. Ale może właśnie wtedy uczymy się najwięcej o sobie i o innych?
Czy potrafilibyście wybaczyć swojemu dziecku tak długie milczenie? Czy umielibyście zaakceptować kogoś obcego jako część rodziny?