Między dwoma światami: Święta, które rozdarły moją rodzinę

– Znowu ona! – głos mojej matki przeszył ciszę jak nóż. Stałem w kuchni, trzymając talerz z pierogami, kiedy usłyszałem te słowa. Zamarłem. Wiedziałem, że to będzie trudny wieczór, ale nie spodziewałem się, że już na samym początku świątecznej kolacji poczuję się jak dziecko rozdzierane na pół.

Moja żona, Ania, stała obok mnie. Jej dłonie lekko drżały, ale twarz miała spokojną – przynajmniej na pozór. Mama patrzyła na nią z wyraźną niechęcią. – Wszystko musi być po twojemu, prawda? Nawet barszcz jest inny niż zawsze! – syknęła, nie zważając na obecność mojego ojca i młodszej siostry, Magdy.

– Mamo, to tylko barszcz… – próbowałem załagodzić sytuację, ale ona już się rozkręcała.

– Nie chodzi o barszcz! Od kiedy jesteście razem, każde święta są inne. Ty się zmieniłeś, Michał! – Jej głos łamał się pod ciężarem żalu i gniewu. – Kiedyś rodzina była najważniejsza. Teraz…

Ania odwróciła wzrok. Widziałem, jak walczy ze łzami. Wszyscy przy stole zamilkli. Nawet ojciec, który zwykle próbował rozładować napięcie żartem, tym razem tylko spuścił głowę.

W mojej głowie kłębiły się myśli. Przecież kocham Anię. Ale kocham też mamę. Czy naprawdę muszę wybierać? Czy nie da się być po obu stronach?

Święta zawsze były dla mnie czasem magii i bliskości. Odkąd pamiętam, mama dbała o każdy szczegół – od białego obrusa po własnoręcznie lepione uszka. Ale odkąd pojawiła się Ania, wszystko zaczęło się zmieniać. Mama czuła się zagrożona, jakby ktoś odbierał jej syna i jej święta.

Pamiętam pierwszy rok po naszym ślubie. Ania chciała wprowadzić kilka swoich tradycji – kutia zamiast makowca, więcej warzyw na stole. Mama była uprzejma, ale chłodna. Z czasem drobne różnice zamieniły się w otwartą wrogość.

W tym roku napięcie osiągnęło apogeum. Już w listopadzie mama dzwoniła do mnie codziennie: „Michał, powiedz Ani, żeby nie przynosiła tej swojej sałatki. Nikt jej nie lubi”. „Michał, czy naprawdę musimy śpiewać kolędy po nowemu?”

A ja… milczałem. Próbowałem być mediatorem, ale coraz częściej czułem się jak zdrajca – dla jednej i drugiej strony.

W Wigilię wszystko eksplodowało.

– Może chociaż w tym roku pozwolisz mi zrobić coś po swojemu? – Ania spojrzała na mnie z nadzieją podczas przygotowań.

– Spróbuję… – odpowiedziałem niepewnie.

Ale nie zdążyłem nawet otworzyć ust, gdy mama weszła do kuchni i zaczęła krytykować każdy ruch Ani: „Nie tak się kroi cebulę”, „To nie ten makaron”, „U nas się tego nie robi”.

Ania zacisnęła usta i wyszła z kuchni. Zostałem sam z matką i jej pretensjami.

– Michał, ona cię zmienia. Nie widzisz tego? – szepnęła dramatycznie.

– Mamo, kocham ją. Chcę, żebyśmy byli rodziną…

– Rodziną? A co ze mną? – Jej oczy zaszkliły się łzami.

Wieczorem przy stole atmosfera była gęsta jak śmietana w barszczu. Magda patrzyła na mnie z wyrzutem: „Zrób coś”. Ojciec milczał. Ania siedziała sztywno i niemal nie jadła.

Po kolacji mama nie wytrzymała:

– Powiedz mi wreszcie: kto jest dla ciebie ważniejszy? Ja czy ona?

Cisza. Czułem, jak serce wali mi w piersi.

– Mamo… To nie tak…

– Odpowiedz!

Spojrzałem na Anię. W jej oczach widziałem ból i rozczarowanie. Spojrzałem na mamę – jej twarz była pełna gniewu i strachu przed utratą syna.

– Nie mogę wybierać…

– Ale musisz! – krzyknęła mama.

Wyszedłem z pokoju. Na korytarzu usiadłem na schodach i schowałem twarz w dłoniach. Słyszałem stłumione głosy z salonu: mama płakała, Ania próbowała ją uspokoić, Magda coś tłumaczyła ojcu.

Po chwili Ania usiadła obok mnie.

– Michał… Ja już nie dam rady tak dalej żyć – powiedziała cicho. – Albo postawisz granice, albo…

Nie dokończyła. Wiedziałem, co miała na myśli.

Całą noc nie spałem. W głowie miałem słowa matki: „Kiedyś rodzina była najważniejsza”. Ale czy rodzina to tylko ta, z której pochodzę? Czy ta, którą sam tworzę?

Rano podjąłem decyzję.

Zebrałem wszystkich w salonie.

– Mamo… Kocham cię i zawsze będziesz dla mnie ważna. Ale Ania to moja żona i chcę z nią budować życie. Proszę cię… spróbuj ją zaakceptować.

Mama patrzyła na mnie długo bez słowa. W końcu wyszła do kuchni i trzasnęła drzwiami.

Ania przytuliła mnie mocno. Magda podeszła i powiedziała: – Dobrze zrobiłeś.

Ale ja czułem tylko pustkę i strach przed tym, co będzie dalej.

Od tamtej pory święta już nigdy nie były takie same. Spotykamy się rzadziej, rozmowy są ostrożne jak stąpanie po cienkim lodzie. Mama nigdy nie przeprosiła Ani, ale też już jej otwarcie nie atakuje.

Czasem zastanawiam się: czy można pogodzić dwa światy? Czy zawsze ktoś musi cierpieć? Czy to ja zawiodłem jako syn… czy jako mąż?

Może Wy wiecie lepiej? Jak postąpić, gdy serce rozdziera lojalność wobec dwóch najważniejszych kobiet w życiu?