Kiedy własne dziecko oskarża cię o wszystko: Spowiedź Magdy z Krakowa

– Ty nigdy mnie nie kochałaś! Wszystko robiłaś tylko dla siebie! – krzyk Lany odbił się echem od ścian naszego małego mieszkania na osiedlu w Nowej Hucie. Stałam w kuchni z rękami zanurzonymi w pianie, a woda powoli stygnęła. Przez chwilę miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Moja córka, moja jedyna córka, patrzyła na mnie z takim gniewem, jakiego nie widziałam nawet u jej ojca, kiedy odchodził.

Nazywam się Magda. Mam 52 lata. Piętnaście lat temu zostałam sama – mąż, Paweł, zostawił mnie dla młodszej kobiety. Lana miała wtedy dwa lata i nawet nie rozumiała, dlaczego tata nagle przestał przychodzić. Przez pierwsze miesiące płakała po nocach, wołając go przez sen. Ja płakałam razem z nią, ale tylko wtedy, gdy nie mogła mnie zobaczyć.

Od tamtej pory wszystko było na mojej głowie. Pracowałam jako kasjerka w sklepie spożywczym rano, a wieczorami sprzątałam biura w centrum Krakowa. Wracałam do domu po dwudziestej drugiej, zmęczona do granic możliwości, ale szczęśliwa, że mogę kupić Lanusi nową kurtkę na zimę albo pozwolić jej na dodatkowe zajęcia z angielskiego. Nigdy nie miałam dla siebie czasu ani pieniędzy. Wszystko było dla niej.

Lana dorastała szybko. Była bystra, uparta i zawsze chciała być najlepsza. Gdy miała dziesięć lat, zaczęła pytać o ojca. Kłamałam, że jest bardzo zajęty pracą za granicą, bo nie chciałam jej ranić prawdą. Ale ona wiedziała swoje. W gimnazjum zaczęły się pierwsze kłótnie – o oceny, o towarzystwo, o powroty do domu. Zawsze powtarzałam sobie: „To minie. Każda nastolatka tak ma”.

Ale nie minęło.

Kiedy Lana miała siedemnaście lat, znalazła Pawła na Facebooku. Zobaczyła zdjęcia jego nowej rodziny – piękny dom pod Wieliczką, dwójka dzieci w podobnym wieku do niej, uśmiechnięta żona. Przyszła do mnie z telefonem w ręku i łzami w oczach.

– Dlaczego on nas zostawił? Dlaczego ja nie mam takiego życia jak oni?

Nie umiałam odpowiedzieć. Przytuliłam ją mocno, ale ona odepchnęła mnie i zamknęła się w swoim pokoju na dwa dni.

Od tamtej pory coś się zmieniło. Lana zaczęła mnie oskarżać o wszystko: że nie ma ojca, że nie ma pieniędzy na markowe ubrania jak koleżanki, że nie może jeździć na zagraniczne wycieczki szkolne. Każda rozmowa kończyła się awanturą.

Próbowałam rozmawiać z Pawłem – dzwoniłam do niego kilka razy w roku, błagałam o alimenty, o choćby jeden telefon do Lany na urodziny. Zawsze słyszałam to samo: „Nie mam czasu”, „Nie mieszaj mnie w to”, „To twoja sprawa”.

Czułam się coraz bardziej samotna i bezradna. Moja mama powtarzała mi: „Dzieci są niewdzięczne, ale kiedyś ci podziękuje”. Ale ja coraz częściej miałam wrażenie, że Lana mnie nienawidzi.

Dwa miesiące temu wydarzyło się coś, co zmieniło wszystko. Lana wróciła do domu późno w nocy – pijana, rozmazany makijaż, obcy zapach perfum. Zaczęłyśmy się kłócić. W pewnym momencie wykrzyczała:

– Gdybyś była lepszą matką, miałabym normalne życie! Ukradłaś mi dzieciństwo! Wszystko przez ciebie!

Zamarłam. Poczułam się tak, jakby ktoś wyciągnął mi serce z piersi i rzucił na podłogę.

Przez kolejne dni Lana mnie unikała. Nie jadła ze mną śniadań, wychodziła z domu bez słowa. Ja chodziłam do pracy jak automat – kasowałam zakupy klientów i udawałam przed koleżankami, że wszystko jest w porządku.

W końcu zebrałam się na odwagę i zapytałam ją prosto:

– Lana… czy naprawdę myślisz, że ci coś zabrałam?

Spojrzała na mnie chłodno:

– Tak. Nigdy nie pytałaś mnie o zdanie. Zawsze wiedziałaś lepiej. Nigdy nie pozwoliłaś mi być sobą.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież wszystko robiłam dla niej! Każdego dnia walczyłam o to, żeby miała lepiej niż ja! Czy naprawdę byłam aż tak ślepa?

Zaczęłam analizować nasze życie – każdą decyzję, każdą rozmowę, każdy zakaz i każdą kłótnię. Może rzeczywiście za bardzo ją chroniłam? Może za bardzo chciałam być idealną matką?

Ostatnio Lana coraz częściej nocuje u koleżanki albo u chłopaka. W domu jest cicho i pusto. Czasem łapię się na tym, że siadam przy jej pustym biurku i płaczę.

W pracy koleżanka powiedziała mi: „Może powinnaś pójść z nią do psychologa?”. Ale jak mam ją do tego przekonać? Ona nawet nie chce ze mną rozmawiać.

Czuję się przegrana i samotna jak nigdy dotąd.

Czasem myślę: może to ja jestem winna? Może naprawdę zabrałam jej dzieciństwo? Ale czy mogłam zrobić coś inaczej?

Czy matka może być winna temu, że kocha za bardzo? Czy można wychować dziecko bez błędów?

Może ktoś z was zna odpowiedź…