Wyrzucił mnie z domu dla innej: „Beze mnie zdechniesz z głodu!” — Rok później byłam właścicielką jego firmy transportowej
— Anna, pakuj się. Nie chcę cię tu więcej widzieć — usłyszałam głos Marka, mojego męża, który jeszcze wczoraj przysięgał mi miłość. Stał w drzwiach, z zimnym spojrzeniem, a obok niego stała ona — Magda, młodsza ode mnie o dziesięć lat, z uśmiechem zwyciężczyni na ustach. Nasz syn, Michał, tulił się do mojej nogi, nie rozumiejąc, dlaczego tata nagle stał się taki obcy. — Marek, proszę cię, nie rób tego… — szepnęłam, czując, jak łzy palą mnie pod powiekami. — Beze mnie zdechniesz z głodu! — rzucił z pogardą. — I nie licz na alimenty, nie dostaniesz ode mnie ani grosza.
Wyszłam z mieszkania, które przez piętnaście lat było moim domem, z jedną walizką i dzieckiem za rękę. Przez pierwsze dni spałam u siostry, potem u koleżanki z pracy. Michał płakał nocami, a ja nie miałam siły, by go pocieszać. Czułam się jak wrak człowieka. W pracy w sklepie spożywczym ledwo wiązałam koniec z końcem, a Marek, jakby nigdy nic, wrzucał na Facebooka zdjęcia z nową partnerką z egzotycznych wakacji.
Któregoś dnia, gdy wracałam z Michałem z przedszkola, zobaczyłam na ulicy samochód z logo firmy transportowej Marka. Kierowca, pan Zbyszek, który znał mnie od lat, zatrzymał się i wysiadł. — Pani Aniu, co się stało? — zapytał z troską. Opowiedziałam mu wszystko, a on tylko pokiwał głową. — Wie pani, Marek to kawał chama. Ale firma ostatnio ledwo zipie. Nowa pani Magda nie zna się na niczym, a Marek coraz częściej zostawia wszystko na mojej głowie. Może by pani przyszła do nas? Potrzebujemy kogoś, kto ogarnie papiery, bo bez tego to wszystko padnie.
Nie spałam całą noc, rozważając propozycję. Bałam się wrócić do świata Marka, ale wiedziałam, że muszę coś zrobić. Następnego dnia poszłam do biura firmy. Magda siedziała przy biurku, malując paznokcie, a Marek krzyczał przez telefon na kontrahenta. — Czego tu chcesz? — warknął na mój widok. — Przyszłam pomóc. Zbyszek mówił, że macie bałagan w papierach.
Marek spojrzał na mnie z pogardą, ale Magda, która nie miała pojęcia o prowadzeniu firmy, natychmiast się zgodziła. — Niech spróbuje, może coś z tego będzie — powiedziała, wzruszając ramionami. Zaczęłam od porządkowania faktur, potem zajęłam się kontaktami z klientami. Pracowałam po nocach, bo w dzień musiałam jeszcze dorabiać w sklepie. Michał coraz częściej zostawał u sąsiadki, a ja czułam, że tracę z nim kontakt.
Pewnego dnia Marek przyszedł do biura pijany. — Myślisz, że jesteś lepsza ode mnie? — bełkotał. — To ja zbudowałem tę firmę! Ty jesteś nikim! — Wtedy coś we mnie pękło. — To ja przez lata ogarniałam twoje papiery, rozmawiałam z klientami, dbałam o dom i dziecko, kiedy ty jeździłeś na delegacje! — krzyknęłam. — Teraz zobaczysz, jak to jest być nikim!
Zaczęłam szukać wsparcia u znajomych prawników. Okazało się, że Marek ma długi, a firma jest na skraju bankructwa. Magda, widząc, że nie ma z tego żadnych pieniędzy, szybko go zostawiła. Marek zaczął pić jeszcze więcej, a ja przejęłam zarządzanie firmą. Zbyszek i reszta kierowców stali za mną murem. — Pani Aniu, tylko pani może to uratować — powtarzali.
Przez kilka miesięcy walczyłam z urzędami, komornikami i wierzycielami. Nocami płakałam z bezsilności, ale rano wstawałam i szłam dalej. Michał coraz częściej pytał o tatę, a ja nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. — Tata jest chory, musi odpocząć — kłamałam, by nie ranić go jeszcze bardziej.
W końcu udało mi się wyprowadzić firmę na prostą. Znalazłam nowych klientów, podpisałam kontrakt z dużą hurtownią spożywczą. Marek, widząc, że nie ma już nic do powiedzenia, podpisał pełnomocnictwo, a potem zniknął. Ostatni raz widziałam go na dworcu, brudnego, z butelką w ręku. — Anna, przepraszam… — wyszeptał. — Za późno, Marek — odpowiedziałam i odeszłam bez słowa.
Dziś jestem właścicielką firmy, którą kiedyś prowadził mój mąż. Michał znów się uśmiecha, a ja wiem, że przeszłam przez piekło, by odnaleźć siebie. Czasem, gdy patrzę w lustro, pytam samą siebie: czy musiałam tyle wycierpieć, żeby zrozumieć swoją wartość? A może to właśnie ból daje nam siłę, o której nie mieliśmy pojęcia? Co wy o tym myślicie? Czy każda porażka może być początkiem czegoś nowego?