Pierwszy wieczór w domu teściowej – Kolacja, która rozbiła moje marzenia o rodzinie
– Naprawdę, pani Anno, nie wiedziałam, że można tak przypalić schabowego – powiedziała zimnym tonem pani Grażyna, patrząc na moją mamę z wyższością, której nie potrafiłam znieść. Siedziałam przy stole, dłonie miałam zaciśnięte na serwetce, a serce waliło mi jak młot. To miała być zwykła rodzinna kolacja – pierwsze spotkanie naszych rodzin przed ślubem. Zamiast tego czułam się jak na polu bitwy.
Mój narzeczony, Tomek, siedział obok mnie i udawał, że nie słyszy. Wpatrywał się w talerz, przesuwając ziemniaki widelcem. Mama próbowała się uśmiechnąć, ale widziałam, jak jej oczy robią się wilgotne. – Przepraszam, może za długo trzymałam w piekarniku – odpowiedziała cicho. Tata spojrzał na nią z troską, ale nie powiedział nic. W powietrzu zawisło napięcie, które można było kroić nożem.
– U nas w domu zawsze się dbało o tradycję i smak – ciągnęła pani Grażyna, nie spuszczając wzroku z mojej mamy. – Moja córka, Agnieszka, zawsze gotuje idealnie. Prawda, Tomku?
Tomek podniósł wzrok i wymamrotał coś niezrozumiałego. Poczułam narastającą złość i bezsilność. Przecież to miał być nasz wielki dzień! Marzyłam o tym spotkaniu od miesięcy. Chciałam, żeby nasze rodziny się zaprzyjaźniły, żebyśmy mogli razem świętować nasze szczęście. Zamiast tego siedziałam między dwiema kobietami, które patrzyły na siebie jak przeciwniczki.
Po kolacji mama zamknęła się w kuchni. Poszłam za nią i zobaczyłam, jak ociera łzy rękawem swetra. – Mamo… – zaczęłam niepewnie.
– Nic nie mów, Kasiu – przerwała mi cicho. – Ja się starałam. Naprawdę się starałam.
Przytuliłam ją mocno. W tym momencie usłyszałam za sobą głos pani Grażyny:
– Kasiu, mogłabyś na chwilę wyjść? Chciałabym porozmawiać z twoją mamą.
Spojrzałam na mamę pytająco, ale ona skinęła głową. Wyszłam więc do salonu, gdzie Tomek siedział na kanapie i bezmyślnie przewijał coś w telefonie.
– Tomek, dlaczego nic nie powiedziałeś? – zapytałam szeptem.
Wzruszył ramionami. – Nie chciałem robić sceny.
– Ale twoja mama upokorzyła moją mamę! – głos mi się załamał.
– Przesadzasz… Moja mama po prostu jest szczera.
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Czy naprawdę przesadzam? Czy to ja jestem przewrażliwiona? Przecież widziałam łzy mamy…
Po chwili do pokoju weszła pani Grażyna z chłodnym uśmiechem na ustach. – Kasiu, musimy poważnie porozmawiać o tym ślubie. Uważam, że powinniście jeszcze poczekać. Jesteście młodzi, a takie różnice…
– Jakie różnice? – przerwałam jej ostro.
– Wychowanie, tradycje… Nie chcę, żeby mój syn cierpiał przez niedopasowanie rodzin.
Tomek milczał. Patrzył gdzieś w bok, jakby chciał zniknąć.
Wróciłam do kuchni i zobaczyłam mamę siedzącą przy stole z pustym wzrokiem. Tata stał obok niej i głaskał ją po ramieniu.
– Kasiu – powiedziała mama cicho – jeśli chcesz być szczęśliwa z Tomkiem, musisz być silna. Ale pamiętaj: rodzina to nie tylko on.
Tej nocy nie spałam prawie wcale. W głowie kłębiły mi się myśli: czy Tomek naprawdę mnie kocha? Czy będzie umiał stanąć po mojej stronie? Czy jestem gotowa poświęcić relację z rodzicami dla niego?
Następnego dnia zadzwoniła do mnie Agata, moja przyjaciółka.
– I jak było? – zapytała z nadzieją w głosie.
– Katastrofa – odpowiedziałam szczerze. – Moja mama płakała przez całą noc.
– A Tomek?
– Nic nie zrobił…
Agata westchnęła. – Kasia, musisz z nim porozmawiać. Jeśli teraz nie postawi granic swojej mamie, to potem będzie tylko gorzej.
Wiedziałam, że ma rację. Wieczorem spotkałam się z Tomkiem w parku.
– Musimy pogadać – zaczęłam stanowczo.
– O czym? – zapytał z rezygnacją.
– O twojej mamie i o tym, co się wydarzyło wczoraj. Tomek… ja nie dam rady żyć między dwoma ogniskami. Musisz wybrać: albo będziemy razem i postawisz granice swojej mamie, albo…
Nie dokończyłam. Łzy napłynęły mi do oczu.
Tomek spuścił głowę. – Kasia… Ja cię kocham, ale ona jest moją matką…
– A ja jestem twoją przyszłą żoną! – wybuchłam. – Jeśli teraz nie potrafisz mnie obronić, to co będzie dalej?
Przez chwilę milczeliśmy oboje. W końcu Tomek powiedział cicho:
– Daj mi czas…
Wróciłam do domu rozbita. Mama czekała na mnie w kuchni z kubkiem herbaty.
– I co postanowiłaś? – zapytała delikatnie.
– Nie wiem… Chciałabym wierzyć, że miłość wszystko przetrwa. Ale czy naprawdę tak jest?
Od tamtej kolacji minęły dwa tygodnie. Tomek unika rozmów o ślubie. Jego mama dzwoni do mnie codziennie z „dobrymi radami” i subtelnymi przytykami. Moja mama zamknęła się w sobie i coraz rzadziej się uśmiecha.
Czuję się rozdarta między dwoma światami: lojalnością wobec rodziców i miłością do Tomka. Każdego dnia pytam siebie: czy warto walczyć o związek za wszelką cenę? Czy można budować szczęście na gruzach rodzinnych konfliktów?
Może ktoś z was był w podobnej sytuacji? Czy naprawdę można pogodzić dwie skłócone rodziny? A może czasem trzeba wybrać siebie?