„Nie pytaj mnie, ile mam lat” – Historia Magdy, która rozpętała burzę w polskim internecie
– Ile pani ma lat? – głos młodej konsultantki rozbrzmiał w mojej głowie jak dzwon alarmowy. Stałam przy stanowisku z kosmetykami na lotnisku Chopina, zmęczona po tygodniu delegacji w Krakowie. W ręku ściskałam bilet powrotny do Warszawy, a w sercu czułam tęsknotę za domem i synem.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. Miała może dwadzieścia dwa lata, idealnie gładką cerę i uśmiech, który bardziej przypominał grymas niż wyraz sympatii. – Przepraszam? – zapytałam, próbując ukryć irytację.
– Bo wie pani, mamy teraz promocję na kremy przeciwzmarszczkowe dla pań po czterdziestce. – Jej ton był uprzejmy, ale w oczach widziałam cień wyższości. – To naprawdę działa cuda, proszę mi wierzyć.
Poczułam, jak ogarnia mnie fala wstydu i gniewu. Przez chwilę miałam ochotę po prostu odejść, ale coś we mnie pękło. – A czy pani uważa, że powinnam się wstydzić swojego wieku? – zapytałam głośniej, niż zamierzałam. Ludzie zaczęli się oglądać.
– Nie, skądże! – speszyła się konsultantka. – Po prostu…
– Po prostu co? – przerwałam jej. – Mam udawać młodszą, żeby być akceptowaną? Żeby ktoś uznał mnie za atrakcyjną?
Zostawiłam ją z otwartymi ustami i ruszyłam w stronę bramki. W głowie kłębiły mi się myśli. Przypomniałam sobie rozmowy z mamą, która całe życie powtarzała: „Magda, kobieta musi dbać o siebie, bo inaczej świat ją zje”. Przypomniałam sobie też moją córkę Zosię, która ostatnio płakała przez komentarze koleżanek o „zmarszczkach śmiechu” wokół jej oczu – miała dopiero szesnaście lat.
W samolocie nie mogłam przestać myśleć o tej sytuacji. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać post na Facebooku:
„Dlaczego mam się wstydzić swojego wieku? Dlaczego każda kobieta po czterdziestce musi być bombardowana kremami, zabiegami i poradami, jakby starzenie się było chorobą? Dziś na lotnisku usłyszałam pytanie: 'Ile pani ma lat?’ i poczułam się tak, jakby ktoś chciał mi odebrać prawo do bycia sobą. Czy naprawdę musimy żyć pod presją wiecznej młodości?”
Nie spodziewałam się lawiny reakcji. Po wylądowaniu miałam już kilkaset komentarzy. Jedni pisali: „Brawo! W końcu ktoś to powiedział!”, inni: „Przesadzasz, to tylko marketing”, a jeszcze inni atakowali mnie personalnie: „Jak ci nie pasuje, to nie kupuj”.
Wieczorem w domu czekał na mnie mąż, Tomek. Siedział przy stole z laptopem i marszczył brwi.
– Magda… widziałaś, co się dzieje w internecie? Twój post jest wszędzie.
– Wiem – westchnęłam. – Nie sądziłam, że to aż tak ludzi poruszy.
– Może lepiej byłoby to usunąć? Wiesz, jak ludzie potrafią być okrutni.
– Tomek, a może właśnie dlatego nie powinnam tego usuwać? Może ktoś musi zacząć mówić o tym głośno?
Zosia weszła do kuchni z telefonem w ręku. Była blada.
– Mamo… koleżanki z klasy już o tym gadają. Jedna napisała mi, że twoja mama to „stara feministka”.
Poczułam ukłucie winy. Czy naraziłam córkę na wyśmiewanie przez rówieśników?
– Zosiu… przepraszam. Nie chciałam ci sprawić przykrości.
– Nic się nie stało – odpowiedziała cicho. – Ale… czy naprawdę musimy ciągle udawać kogoś innego?
Przez kolejne dni temat nie schodził z pierwszych stron portali internetowych. Zaproszono mnie nawet do programu śniadaniowego „Dzień Dobry TVN”. Siedziałam na kanapie naprzeciwko prowadzących i czułam się naga pod ich spojrzeniami.
– Pani Magdo, dlaczego zdecydowała się pani opublikować ten post? – zapytała Anna Kalczyńska.
– Bo mam dość udawania – odpowiedziałam szczerze. – Mam dość tego, że kobiety są oceniane przez pryzmat wieku i wyglądu. Chcę być sobą i chcę, żeby moja córka też mogła być sobą.
Po programie odezwała się do mnie moja mama.
– Magda… po co ci to było? Zawsze byłaś taka spokojna…
– Mamo, a może właśnie dlatego całe życie czułaś się niewidzialna? Bo byłaś spokojna?
Mama milczała przez chwilę.
– Może masz rację… Ale świat nie lubi kobiet, które mówią głośno o swoich problemach.
– To niech się nauczy lubić.
W pracy atmosfera zgęstniała. Koleżanka z biura, Iwona, podeszła do mnie przy ekspresie do kawy.
– Magda… szefowa mówiła dziś o twoim poście. Podobno HR-y chcą zrobić szkolenie o ageizmie.
– Serio? – zdziwiłam się.
– Tak. Ale nie wszyscy są zachwyceni. Marek z działu IT powiedział, że „baby zawsze muszą robić dramy”.
Poczułam złość i bezsilność jednocześnie. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że chodzi o coś więcej niż kremy?
Wieczorem usiadłam z Tomkiem przy stole. On milczał dłużej niż zwykle.
– Magda… boisz się czasem tego wszystkiego?
– Tak – przyznałam szczerze. – Ale bardziej boję się tego, że nic się nie zmieni.
Zosia przyszła do mnie przed snem.
– Mamo… jestem z ciebie dumna.
Objęłyśmy się mocno. Poczułam łzy pod powiekami.
Minęły tygodnie. Temat ucichł w mediach, ale coś we mnie zostało na zawsze zmienione. Zaczęły pisać do mnie inne kobiety: „Dzięki tobie odważyłam się pokazać siwe włosy”, „Nie kupuję już kremów za pół pensji”, „Powiedziałam mężowi, że nie będę już udawać młodszej”.
Czasem budzę się w nocy i myślę: czy warto było wywoływać tę burzę? Czy świat naprawdę jest gotowy na prawdę o kobietach i ich prawie do starzenia się bez wstydu?
A wy… co o tym myślicie? Czy naprawdę musimy ciągle udawać młodszych niż jesteśmy? Czy nie lepiej po prostu być sobą?