Milioner, kochanka i tlen – Noc, która zmieniła wszystko w warszawskim szpitalu. Historia zdrady, tożsamości i ojcowskiej rozpaczy.

– Nie dotykaj tego! – mój głos odbił się echem od ścian sali intensywnej terapii. W tej samej chwili ręka Pawła zamarła tuż nad zaworem tlenu. Stał przy łóżku mojej córki, Magdy, która od trzech dni leżała nieprzytomna, w siódmym miesiącu ciąży. Obok niego stała ta kobieta – blondynka w szpilkach, z perfumami tak intensywnymi, że aż dusiły. Przedstawiła się jako „wspólniczka z biura na Woli”, ale jej spojrzenie było zimne jak lód.

Udawałem, że śpię na rozkładanym fotelu w kącie sali. Ale nie spałem. Nie spałem od trzech dni, odkąd Magda trafiła tu po tajemniczym wypadku samochodowym. Paweł, mój zięć – polski milioner z branży IT, zawsze nienaganny, zawsze z kwiatami z najdroższej kwiaciarni na Nowym Świecie – odwiedzał ją dwa razy dziennie. Zawsze punktualnie. Zawsze na dziesięć minut. Zawsze z tym sztucznym uśmiechem.

Ale tej nocy przyszedł późno. Bardzo późno. I nie był sam.

– Jesteś pewien? – szepnęła blondynka.
– To już postanowione, Karolina. Dzisiaj to się kończy – odpowiedział Paweł, jego głos był twardy jak stal.

Serce waliło mi jak młot. Widziałem, jak Paweł sprawdza korytarz i zamyka drzwi na klucz. Karolina podeszła do monitorów przy łóżku Magdy.

– Nikt się nie domyśli – powiedziała cicho. – Powikłania w ciąży. To się zdarza.

Wtedy podniosłem się z fotela.

– Ja się domyślę – powiedziałem spokojnie.

Paweł odwrócił się gwałtownie, a jego twarz zmieniła się z wyrachowanej maski w wyraz czystej paniki.

– Panie Andrzeju! Ja… tylko sprawdzałem podłączenia…

Nie ruszyłem się z miejsca. Stałem wyprostowany, cień padał na całą salę.

– Sprawdzałeś? – mój głos był zimny jak lód. – Widziałem wszystko. Twoja „wspólniczka” Karolina nie figuruje w rejestrze twojej firmy. Dzwoniłem do twojej sekretarki dwie godziny temu.

Karolina próbowała mnie minąć, ale zastawiłem jej drogę.

– Nie mamy czasu na starców – syknęła. – Zejdź mi z drogi.

Wyciągnąłem telefon i pokazałem im nagranie.

– Wszystko nagrałem. Każde słowo o „powikłaniach”, każdy twój ruch przy zaworze tlenu.

Paweł osunął się na kolana.

– Nie ma kamer w salach szpitalnych…

Uśmiechnąłem się bez cienia ciepła.

– Zapomniałeś, kim jestem? Przez czterdzieści lat byłem sędzią śledczym. Nigdy nie ufałem ochronie szpitalnej. Sam zamontowałem kamerę w budziku przy łóżku Magdy. Nagrywa od trzech dni.

Paweł rzucił się na mnie, ale lata na sali sądowej nauczyły mnie więcej niż on mógłby przypuszczać. Powaliłem go jednym ruchem. Wtedy spod materaca wypadła kartka – test DNA.

Zamarłem.

To nie był test Pawła.

To był mój test. A imię „Magda” było przekreślone i zastąpione innym: „Natalia”.

– Co to ma znaczyć? – zapytałem drżącym głosem.

Karolina roześmiała się gardłowo.

– Co pan myśli? To nie jest pańska córka, staruszku. Dziecko, które nosi, też nie jest pańskim wnukiem. Paweł i ja pracowaliśmy razem, ale nie po to, by ją skrzywdzić. Mieliśmy ją przenieść. Ta kobieta to Natalia Kowalczuk, córka bossa mafii ukraińskiej, którego wsadziłeś do więzienia dwadzieścia lat temu. Prawdziwa Magda zginęła rok temu w wypadku samochodowym. My wyszkoliliśmy Natalię do perfekcji, by przejęła spadek po twojej rodzinie, ale zaszła w ciążę z kimś innym.

Patrzyłem na kobietę w łóżku – wszystkie wspomnienia, cała miłość… wszystko okazało się jednym wielkim kłamstwem. To nie była Magda. Moja córka naprawdę odeszła.

Paweł podniósł się z podłogi i syknął:
– Tej nocy albo ona umrze, albo my zginiemy jako odkryci przestępcy! Rozumiesz to, Andrzeju… a raczej Sędzio Nowak?

Spojrzałem na ekran telefonu i potem na kobietę w łóżku oraz na Pawła i Karolinę.

Przysięgałem zawsze stać po stronie sprawiedliwości. Ale ta kobieta – choć nie była moją córką – była człowiekiem i była w ciąży.

Wziąłem głęboki oddech i schowałem telefon z dowodami do kieszeni marynarki.
Podszedłem do aparatury tlenowej – nie po to, by zatrzymać Pawła.
Dotknąłem zaworu i… zwiększyłem dopływ tlenu do maksimum.
Alarm rozdarł ciszę nocy.

– Co pan zrobił?! – wrzasnął Paweł.
– Jeśli ona umrze teraz – powiedziałem lodowatym tonem – nie będzie ani dowodów, ani zeznań. Policja już jedzie. Jej życie jest teraz w moich rękach. Albo zostajecie i idziecie siedzieć za próbę zabójstwa, albo ratujecie dziecko i znikacie z tego kraju raz na zawsze. Potrzebuję jej zeznań – kimkolwiek jest.

To był diabelski układ dla człowieka mojego pokroju.
Paweł i Karolina wiedzieli, że są skończeni. Ucieczka oznaczała utratę milionów, zostanie – dożywocie.
Gdy alarm wył już na całego, patrzyłem jak oboje wybiegają spanikowani z sali.

Odwróciłem się do kobiety w łóżku – już nie mojej córki. Ująłem jej dłoń.

– Nie wiem kim jesteś… ale nie pozwolę nikomu dziś nikogo zabić – wyszeptałem przez łzy spływające po policzkach. – Dziecko pod twoim sercem jest niewinne. To jedyna prawda w tym koszmarnym pokoju.

Siedem minut później wbiegli policjanci i lekarze.
Kobieta ocknęła się, kaszląc i patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami. Nie wiedziała nawet, że była pionkiem w czyjejś grze.
Wiedziała tylko jedno: uratowałem jej życie.

Ja – Andrzej Nowak, sędzia, który zawsze powtarzał: „dla winnych nie ma litości” – musiałem ukryć prawdę przed światem i chronić przestępczynię w ciąży przed śmiercią z rąk własnego zięcia i jego kochanki.
Telefon z nagraniem próby zabójstwa miałem nadal przy sobie.
Test DNA również schowałem głęboko do kieszeni.
Wiedziałem jedno: wojna dopiero się zaczynała. Straciłem córkę… ale miałem wnuka lub wnuczkę do ochrony i nową misję: zrobić wszystko, by to dziecko przeżyło i nigdy nie poznało prawdy o tej nocy.
Paweł i Karolina wrócą. Prędzej czy później…

Czy można być jeszcze sędzią we własnym życiu, gdy sprawiedliwość wymaga złamania wszystkich zasad? Czy lojalność wobec krwi jest ważniejsza niż lojalność wobec prawdy? Co byście zrobili na moim miejscu?