Złamane skrzydła: Historia Magdy z małego miasteczka

— Magda, ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie wracała tak późno?! — głos ojca rozbrzmiał w ciasnej kuchni, gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania. W powietrzu unosił się zapach taniego piwa i papierosów, a na stole leżały niedojedzone kanapki z wczoraj. Mama siedziała skulona przy oknie, wpatrzona w ciemność za szybą, jakby tam szukała ratunku. — Przepraszam, tato, autobus się spóźnił — odpowiedziałam cicho, choć wiedziałam, że to nie ma znaczenia. On już był w swoim świecie, w którym każda moja decyzja była powodem do złości.

Od dziecka czułam, że nie pasuję do tej rodziny. Moja starsza siostra, Kasia, zawsze była tą idealną — najlepsze oceny, grzeczna, nigdy nie sprawiała problemów. Ja byłam tą drugą, tą, która za głośno się śmieje, za dużo pyta, za często marzy. Mama powtarzała, że powinnam brać z niej przykład, ale ja nie potrafiłam. Wolałam uciekać na rowerze poza miasto, patrzeć na pola i wyobrażać sobie, że gdzieś tam, za horyzontem, czeka na mnie inne życie.

Tamtego wieczoru, gdy ojciec podniósł na mnie głos, coś we mnie pękło. — Może gdybyś mniej pił, a więcej słuchał, wiedziałbyś, co się dzieje w twoim domu! — wykrzyczałam, zanim zdążyłam się powstrzymać. Cisza, która zapadła, była gorsza niż krzyk. Mama spojrzała na mnie z przerażeniem, a ojciec zacisnął pięści. — Wynoś się do swojego pokoju, zanim zrobię coś, czego pożałuję — syknął. Pobiegłam na górę, trzaskając drzwiami, a łzy same napłynęły mi do oczu.

Leżałam na łóżku, wsłuchując się w odgłosy kłótni rodziców. Słyszałam, jak mama błaga ojca, żeby się uspokoił, jak on wyzywa ją od nieudacznic. Wtedy zrozumiałam, że nie jestem jedyną ofiarą tej sytuacji. Mama od lat znosiła jego humory, jego picie, jego wieczne pretensje. Kasia uciekła na studia do Warszawy i rzadko dzwoniła. Zostałam sama z tym wszystkim.

Następnego dnia w szkole nie mogłam się skupić. Asia, moja najlepsza przyjaciółka, zauważyła, że coś jest nie tak. — Magda, co się stało? — zapytała podczas przerwy. — Nic, po prostu kiepski dzień — skłamałam, bo wstydziłam się przyznać, jak wygląda moje życie. Wszyscy myśleli, że jestem silna, że nic mnie nie rusza. Ale prawda była taka, że codziennie walczyłam o przetrwanie.

Wieczorem, gdy wróciłam do domu, zastałam mamę płaczącą w kuchni. — Mamo, dlaczego nie odejdziesz? — zapytałam cicho. Spojrzała na mnie oczami pełnymi bólu. — Bo nie mam dokąd pójść. Boję się, że sobie nie poradzę. I co ludzie powiedzą? — odpowiedziała, a ja poczułam, jak narasta we mnie gniew. — A co z nami? Z Kasią, ze mną? My też się boimy! — krzyknęłam, ale ona tylko pokręciła głową.

Przez kolejne tygodnie sytuacja się pogarszała. Ojciec coraz częściej wracał pijany, coraz częściej krzyczał, czasem rzucał talerzami. Mama zamykała się w sobie, a ja coraz częściej uciekałam do Asi, gdzie mogłam choć na chwilę poczuć się bezpiecznie. Zaczęłam pisać pamiętnik, w którym opisywałam wszystko, czego nie mogłam powiedzieć na głos. To była moja jedyna ucieczka.

Pewnego dnia, gdy wróciłam do domu, zobaczyłam, że mama ma siniaka na policzku. — Upadłam — powiedziała szybko, ale wiedziałam, że to nieprawda. — Musimy coś zrobić — powiedziałam stanowczo. — Nie możemy tak żyć. — Magda, nie mieszaj się w to. To sprawa dorosłych — odpowiedziała, ale ja już nie mogłam dłużej milczeć.

Zadzwoniłam do Kasi. — Musisz wrócić. Mama potrzebuje pomocy. Ja nie daję rady — powiedziałam przez łzy. Kasia przyjechała następnego dnia. Gdy zobaczyła, co się dzieje, była w szoku. — Nie możemy tego tak zostawić — powiedziała. Razem poszłyśmy do mamy i powiedziałyśmy, że jeśli nie zgodzi się na rozmowę z psychologiem, same zgłosimy sprawę na policję. Mama długo płakała, ale w końcu się zgodziła.

Rozpoczęła się długa walka o normalność. Ojciec nie chciał słyszeć o terapii, wyzywał nas od zdrajców. Mama zaczęła chodzić na spotkania z psychologiem, a ja i Kasia wspierałyśmy ją, jak tylko mogłyśmy. Było ciężko, czasem wydawało się, że nie damy rady. Ale z każdym tygodniem było trochę lepiej. Mama zaczęła się uśmiechać, ja przestałam się bać wracać do domu.

Ojciec w końcu wyprowadził się do swojego brata. Przestał dzwonić, przestał się interesować. Było mi żal, bo mimo wszystko to był mój tata. Ale wiedziałam, że tak będzie lepiej dla wszystkich. Mama znalazła pracę w sklepie, ja skończyłam liceum i dostałam się na studia do Krakowa. Kasia wróciła do Warszawy, ale teraz dzwonimy do siebie codziennie.

Czasem, gdy patrzę w lustro, widzę w sobie tę przestraszoną dziewczynkę z małego miasteczka. Ale wiem, że już nigdy nie pozwolę, żeby ktoś mnie skrzywdził. Czy naprawdę musimy przejść przez piekło, żeby nauczyć się walczyć o siebie? Czy wy też mieliście w życiu moment, w którym musieliście wybrać między lojalnością wobec rodziny a własnym szczęściem?