Złamane skrzydła: Historia Agnieszki z małego miasteczka

– Agnieszka, czy ty naprawdę musisz znowu wracać tak późno? – głos mamy przeszył ciszę kuchni, gdy tylko przekroczyłam próg. Zimne światło jarzeniówki odbijało się od białych kafelków, a w powietrzu unosił się zapach niedojedzonej zupy pomidorowej. Stałam przez chwilę w drzwiach, z kluczami w dłoni, czując jak serce wali mi w piersi. Wiem, że powinnam coś odpowiedzieć, ale w gardle miałam tylko gorycz i żal.

– Pracowałam, mamo. Ktoś musi zarabiać na rachunki, skoro tata znowu nie wrócił na noc – rzuciłam, zanim zdążyłam się powstrzymać. Widziałam, jak jej twarz twardnieje, jakby każde moje słowo wbijało się w nią jak szpilka. Zawsze byłam tą trudną córką, tą, która nie potrafiła się dostosować, która zadawała za dużo pytań i za głośno mówiła o tym, co boli.

Mój ojciec, Andrzej, od lat znikał na całe noce. Czasem wracał pijany, czasem nie wracał wcale. Mama, Danuta, udawała, że wszystko jest w porządku, że to tylko chwilowe, że „tata ma ciężki okres w pracy”. Ale ja wiedziałam, że to nieprawda. W małym miasteczku wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Szeptali o nim w sklepie, na przystanku, nawet w kościele. „Andrzej znowu u tej swojej…” – słyszałam za plecami. Bolało. Bardziej niż chciałam się przyznać.

– Nie rozumiesz, Agnieszka, że nie wszystko można zmienić? – mama spojrzała na mnie z wyrzutem. – Czasem trzeba po prostu zacisnąć zęby i wytrzymać.

– Ale dlaczego ja mam wytrzymywać? Dlaczego ty masz wytrzymywać? – krzyknęłam, czując jak łzy napływają mi do oczu. – On nas zostawił, mamo! Zostawił nas dawno temu, tylko jeszcze o tym nie powiedział!

Wybiegłam z kuchni, trzaskając drzwiami. W moim pokoju było zimno, okno nieszczelne, a na ścianie wisiały stare plakaty zespołów, których już nie słuchałam. Usiadłam na łóżku, przytulając do siebie poduszkę. Czułam się jak ptak z połamanymi skrzydłami – chciałam uciec, ale nie miałam dokąd.

W szkole też nie było lepiej. Nauczyciele patrzyli na mnie z politowaniem, a koleżanki szeptały za moimi plecami. „Ta Agnieszka, co jej ojciec pije i zdradza matkę” – słyszałam, jakby to była moja wina. Tylko jedna osoba trzymała się mnie naprawdę – Kasia. Zawsze powtarzała, że jestem silniejsza, niż mi się wydaje. Ale nawet ona nie wiedziała wszystkiego. Nie wiedziała, jak bardzo boję się przyszłości, jak bardzo nie chcę skończyć jak moja mama – zamknięta w czterech ścianach, czekająca na kogoś, kto już dawno przestał wracać.

Pewnego wieczoru, gdy wróciłam z pracy w sklepie spożywczym, zastałam ojca w domu. Siedział przy stole, z pustym wzrokiem wpatrzonym w telewizor. Pachniał alkoholem i tanimi papierosami. Mama krzątała się po kuchni, udając, że wszystko jest normalnie.

– Cześć, Agnieszka – powiedział ojciec, nie odrywając wzroku od ekranu.

– Cześć – odpowiedziałam chłodno, mijając go bez słowa.

– Może byś się w końcu uśmiechnęła? – rzucił z ironią. – Cały czas chodzisz naburmuszona, jakbyś była królową dramatu.

Zatrzymałam się w pół kroku. – Może gdybyś był w domu częściej, miałabym powód do uśmiechu – odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.

Widziałam, jak jego twarz czerwienieje, jak zaciska pięści. Mama rzuciła mi błagalne spojrzenie, jakby chciała powiedzieć: „Nie prowokuj go”. Ale ja już nie mogłam milczeć. Za dużo lat spędziłam w ciszy, udając, że wszystko jest w porządku.

– Wiesz co, Agnieszka? – powiedział ojciec, wstając powoli. – Może powinnaś się wyprowadzić, skoro ci tu tak źle. Może wtedy zobaczysz, jak wygląda prawdziwe życie.

– Może powinnam – odpowiedziałam cicho, ale stanowczo. – Może wtedy przestanę się bać, że któregoś dnia wrócisz i już cię nie będzie.

Wyszłam z domu tej nocy. Nie miałam dokąd pójść, więc poszłam do Kasi. Przyjęła mnie bez słowa, po prostu przytuliła. Siedziałyśmy razem na łóżku, a ja płakałam jak dziecko. Opowiedziałam jej wszystko – o zdradach ojca, o milczeniu mamy, o tym, jak bardzo czuję się samotna.

– Agnieszka, musisz pomyśleć o sobie. Nie możesz żyć tylko dla nich – powiedziała cicho. – Zasługujesz na coś więcej.

Tej nocy podjęłam decyzję. Złożyłam papiery na studia do Warszawy, choć wszyscy mówili, że to głupi pomysł. „Po co ci to? Zostaniesz tu, znajdziesz pracę, wyjdziesz za mąż, będziesz miała dzieci” – powtarzała mama. Ale ja wiedziałam, że jeśli zostanę, nigdy nie będę szczęśliwa.

Wyjechałam we wrześniu. Mama płakała na dworcu, ojciec nawet nie przyszedł się pożegnać. W Warszawie było ciężko – wynajmowałam pokój z trzema innymi dziewczynami, pracowałam na nocnej zmianie w barze, uczyłam się do rana. Ale po raz pierwszy w życiu czułam, że żyję dla siebie.

Czasem dzwoniłam do mamy. Czasem odbierała, czasem nie. Ojciec przestał istnieć w moim świecie. Z Kasią pisałyśmy codziennie, wspierała mnie, kiedy miałam ochotę rzucić wszystko i wrócić. Ale nie wróciłam. Z każdym dniem byłam coraz silniejsza.

Dziś, po latach, patrzę w lustro i widzę kobietę, która przeszła przez piekło, ale nie dała się złamać. Czasem zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy mogłam uratować rodzinę? Czy mogłam być lepszą córką? Ale wiem jedno – nie można żyć cudzym życiem. Trzeba znaleźć własne skrzydła, nawet jeśli są połamane.

Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między rodziną a sobą? Czy można wybaczyć zdradę i milczenie najbliższych? Jak znaleźć w sobie siłę, by zacząć od nowa?