Zastawa, której nigdy nie dostałam – historia o rodzinnych ranach

– Droga Mamo, zawsze mówiłaś, że jestem skąpa – uśmiechnęłam się z przekąsem, patrząc na jej zaskoczoną twarz – więc podarowałam twoją zastawę cioci Renacie.

W pokoju zapadła cisza. Mama, Anastazja, spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Przez chwilę wydawało mi się, że zaraz wybuchnie śmiechem, jak zawsze, kiedy próbowałam być złośliwa. Ale tym razem jej oczy zaszkliły się łzami. Może pierwszy raz w życiu poczuła to samo, co ja przez tyle lat?

Od najmłodszych lat przywykłam do tego, że zabawki w moim domu nie gościły długo. Wszystko przez to, że mama uwielbiała odwiedzać znajomych i często rozdawała moje rzeczy innym dzieciom. „Ela, podziel się lalką z Kasią, ona nie ma takiej pięknej!” – mówiła z uśmiechem, nie pytając mnie o zdanie. Czasem nawet nie zauważałam, kiedy moje ulubione rzeczy znikały. Wracałam ze szkoły i już wiedziałam: coś znowu oddała.

Pamiętam ten dzień, kiedy miałam osiem lat i dostałam od taty wymarzoną grę planszową. Trzymałam ją pod poduszką, żeby nikt nie zabrał. Ale mama przyszła do mnie wieczorem i powiedziała: „Ela, musimy być dobrzy dla innych. Zosia z sąsiedztwa nie ma żadnych gier. Oddałam jej twoją.”

Zacisnęłam wtedy pięści i obiecałam sobie: kiedy dorosnę, nikt już nie zabierze mi tego, co kocham.

Ale dorosłość okazała się trudniejsza niż myślałam. Mama nigdy nie przestała rozdawać – tylko zmieniły się przedmioty. Zabawki zamieniły się w książki, potem w ubrania, a na końcu w rodzinne pamiątki. Zawsze miała jakieś wytłumaczenie: „Renata ma gorszy czas”, „Kasia jest sama”, „Oni bardziej potrzebują”. A ja? Czy ja kiedykolwiek byłam dla niej ważna?

Najgorsze przyszło po śmierci babci. Wtedy mama zaczęła dzielić jej rzeczy między rodzinę. Zastawa stołowa – ta sama, którą babcia chowała na specjalne okazje – miała być dla mnie. Tak obiecała babcia na łożu śmierci. Ale pewnego dnia przyszłam do domu i zobaczyłam pustą półkę.

– Mamo, gdzie jest zastawa? – zapytałam drżącym głosem.
– Oddałam ją Renacie. Przecież ona tak lubi przyjmować gości…

Wtedy coś we mnie pękło.

Przez kilka dni nie rozmawiałyśmy ze sobą. Chodziłam po mieszkaniu jak cień, unikając jej wzroku. W końcu zebrałam się na odwagę i powiedziałam:

– Mamo, dlaczego zabrałaś moją zastawę? To była ostatnia rzecz po babci…
– Ela, nie przesadzaj! To tylko rzeczy! Liczą się ludzie!
– Ale ja też jestem człowiekiem! – wykrzyczałam i wybiegłam z domu.

Przez wiele miesięcy nie mogłam jej tego wybaczyć. Czułam się zdradzona i niewidzialna. Każda rozmowa kończyła się kłótnią albo milczeniem. Tata próbował nas pogodzić, ale sam był bezradny wobec uporu mamy.

Minęły lata. Wyprowadziłam się do Warszawy na studia i rzadko wracałam do rodzinnego domu w Toruniu. Starałam się żyć po swojemu – nie rozdawać swoich rzeczy, dbać o swoje granice. Ale gdzieś głęboko we mnie tkwił lęk: czy ja też będę taka jak ona?

Kiedy urodziła się moja córka Hania, obiecałam sobie: nigdy nie zabiorę jej niczego bez pytania. Ale życie lubi płatać figle.

Pewnego dnia Hania przyszła do mnie ze łzami w oczach:
– Mamo, dlaczego oddałaś moją maskotkę Zuzi?
Zamarłam. Przypomniały mi się wszystkie te chwile z dzieciństwa. Chciałam powiedzieć: „To tylko maskotka”, ale ugryzłam się w język.
– Przepraszam, Haniu… Nie powinnam była tego robić bez twojej zgody.

Wieczorem długo płakałam. Czy naprawdę można uciec od rodzinnych schematów? Czy jesteśmy skazani na powtarzanie błędów naszych rodziców?

Kilka miesięcy później wróciłam do Torunia na święta. Mama była już starsza, schorowana. Siedziałyśmy razem przy stole – pierwszy raz od dawna bez kłótni.

– Ela… – zaczęła cicho – Wiem, że cię zraniłam. Myślałam, że robię dobrze… Chciałam cię nauczyć dzielenia się.
– Ale mamo… Ja chciałam tylko być dla ciebie ważna.

Objęłyśmy się wtedy po raz pierwszy od lat.

Dziś patrzę na moją córkę i zastanawiam się: czy potrafię przerwać ten krąg? Czy można nauczyć dziecko empatii bez odbierania mu poczucia bezpieczeństwa? Czy wybaczenie naprawdę leczy stare rany?

Może każdy z nas nosi w sobie jakąś pustą półkę po zastawie babci…