Wybrałem matkę zamiast żony. Prawda, która zniszczyła moje małżeństwo, ale uratowała rodzinę.

— Powiedziałam ci już, żebyś nie gotowała tych śmierdzących pierogów, kiedy mam gości! — głos Magdy przeszył powietrze jak nóż. Stałem za drzwiami kuchni, z teczką w ręku, i czułem, jak serce wali mi w piersi. Moja matka, pani Zofia, ledwo słyszalnym głosem odpowiedziała:

— Przepraszam, Magdo… To tylko zupa dla mnie…

— Cały dom śmierdzi jak bar mleczny na Pradze! — Magda nie odpuszczała. — Jutro przychodzi mój klub książki i nie zamierzam tłumaczyć się przed koleżankami, że mieszkam z twoją matką. To jest mój dom!

Zamarłem. Przez lata byłem przekonany, że Magda jest wyrozumiała wobec mojej mamy. Zawsze mówiła o „różnicach pokoleniowych”, o tym, jak „trzeba się dogadać”. Ale teraz słyszałem jej prawdziwy ton – pogardliwy, zimny.

— Obiecuję, że wszystko posprzątam… — szeptała mama.

— Od dziś jesz w pralni. Nie chcę cię widzieć przy stole. I przestań zostawiać swoje okulary wszędzie! To nie jest dom starców!

Czułem się jak dziecko. Moje dyplomy z SGH i zdjęcia z gali biznesowej na ścianach korytarza wydawały się teraz kpiną. Cały mój sukces – a nie potrafiłem ochronić własnej matki.

Usłyszałem cichy płacz mamy i szuranie jej kapci po kafelkach. Przez chwilę miałem ochotę wejść do kuchni i zrobić awanturę Magdzie, ale… bałem się. Bałem się prawdy o własnym domu.

Wieczorem Magda była już zupełnie inna. Gdy tylko usłyszała dźwięk mojego samochodu na podjeździe, natychmiast przywdziała maskę troskliwej żony. — Zosiu, chodź do salonu! Mateusz już wrócił! — wołała słodkim głosem. — Zrobię ci herbatę z miodem.

Mama siedziała sztywno na kanapie, z miską zupy na kolanach, niepewna czy może jeść. Magda uśmiechała się szeroko: — Twoja mama zrobiła dziś genialną zupę! Cały dom pachnie cudownie!

Patrzyłem na nią i czułem mdłości. Wiedziałem już, że to teatr – i że od miesięcy jestem jego naiwnym widzem.

Tej nocy nie mogłem spać. Przewijałem w głowie obrazy z ostatnich miesięcy: mama coraz bardziej wycofana, milcząca przy stole, coraz rzadziej opowiadająca o swoim dniu. Myślałem, że to starość… Ale to był strach.

Wstałem o trzeciej nad ranem i odpaliłem monitoring domu – system bezpieczeństwa zamontowany dla prestiżu. Przeglądałem nagrania z ostatnich dni: Magda wyzywająca mamę od „starych bab”, wyrzucająca jej pierogi do śmieci, szepcząca przez telefon: „Nie mogę już z tą Polką wytrzymać”.

Rano podszedłem do pani Marii – naszej pomocy domowej. — Pani Mario… Czy Magda źle traktuje moją mamę?

Maria spuściła wzrok. — Panie Mateuszu… Ja nie chcę problemów…

— Proszę mi powiedzieć prawdę.

— Pani Magda… często krzyczy na panią Zofię. Mówi jej okropne rzeczy. Straszy mnie zwolnieniem, jeśli powiem panu cokolwiek.

Czułem narastającą wściekłość i bezsilność.

Wieczorem przeszukałem telefon Magdy. Wiadomości do koleżanek były pełne pogardy: „Ta stara baba mnie wykończy”, „Nie mogę patrzeć na te jej pierogi”, „Może czas ją wysłać do domu opieki?”.

Najgorsze były notatki – Magda skrupulatnie zapisywała „incydenty” mamy: „Znowu zapomniała wyłączyć światło”, „Nie rozumie prostych poleceń”, „Nie nadaje się do życia wśród ludzi”.

Zrozumiałem: Magda od miesięcy budowała obraz mojej mamy jako osoby niesprawnej umysłowo – żeby pozbyć się jej z domu.

Następnego dnia usiadłem z mamą przy oknie. Składała papierowe żurawie z gazet – robiła to zawsze, gdy była zestresowana.

— Mamo… Czy jesteś tu szczęśliwa?

Zofia spojrzała na mnie ze smutkiem. — Synku… Ty masz piękny dom, dobrą żonę. Ja jestem tylko stara…

— Mamo, jeśli coś jest nie tak…

— Nie chcę być problemem — przerwała mi cicho. — Ty tyle osiągnąłeś… Nie chcę ci przeszkadzać.

Poczułem łzy pod powiekami. Przez całe życie mama chroniła mnie przed światem – teraz chroniła mnie przed własną żoną.

Wieczorem skonfrontowałem Magdę z dowodami. Najpierw zaprzeczała, potem wybuchła:

— To jest mój dom! Nie będę niańczyć twojej matki! Albo ona, albo ja!

Wtedy przyszło mi powiadomienie od mamy: „Pakuję się. Jutro wracam na Pragę. Nie martw się o mnie.”

Pobiegłem do jej pokoju. Składała ubrania do starej walizki.

— Mamo, nie musisz odchodzić!

— Tak będzie lepiej — powiedziała cicho. — Magda jest twoją żoną…

Wtedy podjąłem decyzję.

— Nie odejdziesz stąd. To twój dom tak samo jak mój.

Magda weszła do pokoju z triumfem w oczach:

— Zamówiłam ci taksówkę na dworzec.

Spojrzałem na nią spokojnie:

— To ty się wyprowadzasz. Dziś wieczorem.

Magda oniemiała ze złości:

— Wybierasz ją? Starą babę zamiast mnie?

— Wybieram lojalność wobec tej, która dała mi wszystko.

Magda trzasnęła drzwiami tak mocno, że aż zatrzęsły się szyby.

Mama patrzyła na mnie z niedowierzaniem i łzami w oczach:

— Synku… zrobiłeś to dla mnie?

— Powinienem był zrobić to wcześniej.

Minęło pół roku. Dom jest inny – mniej sterylny, bardziej żywy. Mama gotuje swoje ulubione potrawy, uczy dzieci sąsiadów polskiego i czyta im wiersze Szymborskiej w salonie zamienionym w małą bibliotekę.

Znalazłem szczerość i spokój – a nawet nową miłość w osobie Ani, która od początku traktowała moją mamę jak człowieka, nie problem do ukrycia.

Czasem patrzę na mamę i myślę: ile matek w Polsce cierpi w milczeniu dla dobra dzieci? Ile rodzin rozbija się przez dumę lub wygodnictwo? Czy naprawdę dom to tylko sukcesy i marmur? A może prawdziwy dom zaczyna się tam, gdzie kończy się strach i zaczyna godność?

Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między wygodą a prawdą? Co byście zrobili na moim miejscu?