„To nie jest tylko dom – dramatyczna walka o dziedzictwo mojego ojca”
— Spakuj się i wynoś, teraz! — głos mojej macochy, Barbary, rozdarł ciszę poranka jak nóż. Stała w progu salonu, z wyprostowaną sylwetką i spojrzeniem ostrym jak brzytwa. Za nią, jak cień, czaił się jej syn z pierwszego małżeństwa, Łukasz.
Przez chwilę nie mogłam się ruszyć. W dłoniach ściskałam filiżankę po ojcu — tę samą, z której codziennie pił kawę, zanim odszedł dwa tygodnie temu. Jeszcze czułam w powietrzu zapach jego ulubionej mieszanki i dymu z fajki.
— To jest mój dom — odpowiedziałam cicho, choć głos mi drżał. — Tata nigdy by na to nie pozwolił.
Barbara uśmiechnęła się złośliwie. — Twój tata już nie żyje, Aniu. Teraz wszystko zależy od testamentu. A ten zostanie odczytany jutro. Lepiej zacznij się pakować.
Łukasz przewrócił oczami. — Szkoda czasu na gadanie. I tak nie masz szans.
W tej chwili do salonu weszła moja prawniczka, Marta — przyjaciółka jeszcze z czasów liceum. Miała na sobie granatowy garnitur i spojrzenie pełne determinacji.
— Dzień dobry, pani Barbaro — powiedziała chłodno. — Proszę opuścić dom mojej klientki. Do czasu odczytania testamentu nikt nie ma prawa jej stąd wyrzucać.
Barbara zacisnęła usta i rzuciła mi ostatnie pogardliwe spojrzenie. — To jeszcze zobaczymy.
Gdy drzwi się za nią zamknęły, opadłam na fotel i ukryłam twarz w dłoniach. Marta położyła mi dłoń na ramieniu.
— Aniu, musisz być silna. Twój ojciec był mądrym człowiekiem. Nie pozwoliłby, żeby cię skrzywdzili.
— Ale przecież Łukasz był dla niego jak syn… A Barbara… Ona zawsze potrafiła nim manipulować.
Marta westchnęła. — Wiem. Ale twój ojciec zostawił mi coś jeszcze. List. Kazał przekazać ci go dopiero wtedy, gdy Barbara zacznie walczyć o dom.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. — List? Co tam jest?
— Sama zobacz.
Drżącymi palcami otworzyłam kopertę. Rozpoznałam pismo ojca:
„Kochana Aniu,
Jeśli to czytasz, znaczy że Barbara już zaczęła swoje gierki. Wiem, że będzie próbowała odebrać ci dom. Ale pamiętaj: prawda zawsze wychodzi na jaw. Klucz do wszystkiego znajdziesz w moim biurku — dolna szuflada. Tam jest dokumentacja, która udowodni, kto naprawdę zasługuje na ten dom.
Zawsze ci ufałem.
Tata”
Serce waliło mi jak młotem. Pobiegłam do gabinetu ojca i otworzyłam dolną szufladę. Była zamknięta na klucz — ten sam, który nosił zawsze przy łańcuszku na szyi. Zawahałam się, ale wiedziałam, gdzie go szukać: w szkatułce na komodzie w jego sypialni.
Otworzyłam szufladę i znalazłam teczkę z napisem „Barbara – sprawy prywatne” oraz pendrive.
— Marta… Co to może być?
— Sprawdźmy pendrive’a — zaproponowała.
Podłączyłyśmy go do laptopa. Na ekranie pojawiły się nagrania: Barbara rozmawiająca z jakimś mężczyzną w kawiarni, przekazująca mu kopertę; Łukasz podpisujący jakieś dokumenty; a potem… Barbara wykrzykująca do telefonu: „Załatw to! Muszę mieć ten dom! Anka nie może tu zostać!”
Zamarłam.
— To są dowody na próbę wyłudzenia spadku — powiedziała Marta cicho. — Twój ojciec przewidział wszystko.
Następnego dnia w kancelarii notarialnej panowała napięta atmosfera. Barbara siedziała wyprostowana jak struna, Łukasz nerwowo bawił się zegarkiem. Ja miałam przy sobie Martę i teczkę z dowodami.
Notariusz zaczął czytać:
— „Ja, Janusz Nowakowski… cały majątek przekazuję mojej córce Annie Nowakowskiej… Zastrzegam jednak, że w przypadku próby podważenia testamentu przez Barbarę Nowakowską lub Łukasza Zielińskiego, cały majątek zostaje przekazany Fundacji Dziecięcej Nadzieja.”
Barbara zbielała na twarzy.
— To niemożliwe! — krzyknęła. — Janusz obiecał mi dom!
Notariusz podniósł wzrok znad dokumentów.
— Jest jeszcze załącznik…
Marta podała mu pendrive’a.
— Proszę odtworzyć nagrania.
W sali zapadła cisza przerywana tylko klikaniem myszki i głosem Barbary z nagrań.
Łukasz spuścił głowę.
— Mamo… co ty zrobiłaś?
Barbara rzuciła się na mnie:
— To ty mnie do tego doprowadziłaś! Zawsze byłaś ulubienicą tatusia!
Odsunęłam się spokojnie.
— Tata wiedział, komu może zaufać.
Notariusz zakończył odczyt:
— W świetle dowodów i treści testamentu cały majątek przechodzi na panią Annę Nowakowską.
Barbara wybiegła z sali trzaskając drzwiami. Łukasz został jeszcze chwilę, patrząc na mnie ze łzami w oczach.
— Przepraszam… Nie wiedziałem, że mama posunie się tak daleko.
Pokręciłam głową ze smutkiem.
— Wszyscy popełniamy błędy, Łukasz. Ale nie każdy potrafi się do nich przyznać.
Po wszystkim wróciłam do pustego domu. Przeszłam przez ogród, dotykając dłonią białych róż posadzonych przez tatę na moje osiemnaste urodziny. W powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej trawy i wspomnień.
Wieczorem zadzwonił telefon:
— Aniu? To ja… mama Barbary…
Zamarłam.
— Słucham?
— Chciałam tylko powiedzieć… Przepraszam za wszystko, co zrobiła moja córka. Była zawsze bardzo ambitna… Może za bardzo…
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Po raz pierwszy poczułam współczucie dla Barbary — kobiety tak zranionej przez życie, że gotowa była walczyć o cudzy dom jak o własny.
Usiadłam przy biurku ojca i spojrzałam na jego zdjęcie.
— Tato… zrobiłeś wszystko, by mnie ochronić. Ale czy naprawdę można ochronić rodzinę przed samą sobą?
Dziś wiem jedno: dom to nie tylko ściany i dach nad głową. To wspomnienia, więzi i odwaga stawienia czoła prawdzie — nawet jeśli boli najbardziej na świecie.
A Wy? Czy kiedykolwiek musieliście walczyć o coś, co wydawało się już stracone? Czy rodzina zawsze zasługuje na drugą szansę?