Pod maską troski szukał moich wad — aż złożyłam pozew o rozwód

Wszystko zaczęło się pewnego listopadowego wieczoru, kiedy wróciłam do domu z pracy, a Paweł już czekał w kuchni. Pachniało bigosem, który sam ugotował, i przez chwilę poczułam się naprawdę kochana. — Znowu się spóźniłaś, Aniu — powiedział, nie patrząc mi w oczy. — Wiesz, że nie lubię, kiedy kolacja stygnie. Przeprosiłam, choć przecież nie miałam za co. Tramwaj utknął na światłach, a szefowa poprosiła mnie o zostanie chwilę dłużej. Ale Paweł zawsze miał rację. — Może gdybyś lepiej zorganizowała sobie dzień, nie byłoby takich sytuacji — dodał, podając mi talerz. Uśmiechnął się, jakby chciał złagodzić swoje słowa, ale ja już czułam, że coś we mnie pęka.

Tak wyglądały nasze wieczory przez dwa lata. Zawsze coś robiłam nie tak. Zupa była za słona, bluzka źle wyprasowana, a ja — wiecznie rozkojarzona. Paweł mówił, że się o mnie martwi. — Chcę, żebyś była szczęśliwa, Aniu. Ale musisz się bardziej postarać — powtarzał. Wierzyłam mu. Myślałam, że to ja jestem problemem. Że może rzeczywiście jestem nieudolna, nie dość kobieca, nie dość dobra żona. Przecież on tylko się troszczy.

Moja mama, kiedy przyjeżdżała do nas na niedzielny obiad, patrzyła na mnie z troską. — Wszystko w porządku, dziecko? — pytała cicho, kiedy Paweł wychodził do łazienki. — Tak, mamo, wszystko dobrze — kłamałam, bo przecież nie chciałam jej martwić. Zresztą, co bym jej powiedziała? Że mąż mnie kocha, ale jednocześnie sprawia, że czuję się coraz mniejsza?

Najgorzej było, kiedy pojawił się temat dzieci. — Może jeszcze nie czas — mówiłam, bo bałam się, że nie dam rady. Paweł był nieugięty. — Wszyscy nasi znajomi już mają dzieci. Co ludzie powiedzą? — pytał z wyrzutem. — Może boisz się, że nie będziesz dobrą matką? — dodał, patrząc mi prosto w oczy. Wtedy już płakałam. — Przestań, Paweł, proszę… — Ale on tylko wzdychał i wychodził z pokoju, zostawiając mnie samą z moimi lękami.

Pewnego dnia, kiedy wróciłam z pracy, zobaczyłam, że Paweł przegląda moje wiadomości na telefonie. — Co robisz? — zapytałam, czując, jak serce podchodzi mi do gardła. — Sprawdzam, czy nie masz przede mną tajemnic — odpowiedział spokojnie. — Przecież wiesz, że nie lubię niespodzianek. — To moja prywatność! — wykrzyknęłam, ale on tylko się uśmiechnął. — Gdybyś nie miała nic do ukrycia, nie byłabyś taka nerwowa. — Wtedy po raz pierwszy poczułam prawdziwy strach.

Zaczęłam się wycofywać. Przestałam spotykać się z przyjaciółkami, bo Paweł zawsze miał coś przeciwko. — Po co ci one? — pytał. — Przecież masz mnie. — Kiedy raz poszłam na kawę z Magdą, wróciłam do domu i zastałam Pawła siedzącego w ciemnościach. — Dobrze się bawiłaś? — zapytał lodowatym tonem. — Wiesz, że nie lubię, kiedy wychodzisz bez uprzedzenia. — Przeprosiłam, choć przecież miałam prawo do własnego życia. Ale z każdym dniem czułam się coraz bardziej uwięziona.

W pracy zaczęli zauważać, że coś jest nie tak. — Aniu, wszystko w porządku? — zapytała mnie kiedyś szefowa, pani Grażyna. — Wyglądasz na zmęczoną. — Tak, wszystko dobrze — odpowiedziałam, ale głos mi zadrżał. — Może powinnaś wziąć kilka dni wolnego? — zaproponowała. — Dziękuję, ale nie mogę — odparłam, bo wiedziałam, że Paweł nie zgodziłby się na mój urlop. — Przecież muszę być w domu, muszę się starać…

Najgorsze przyszło w święta. Wigilia u moich rodziców, wszyscy przy stole, a Paweł jak zwykle krytyczny. — Aniu, znowu przypaliłaś barszcz — powiedział głośno, tak żeby wszyscy słyszeli. — Może powinnaś poprosić mamę o przepis? — Wszyscy zamilkli. Mama spojrzała na mnie z bólem, tata zacisnął pięści. — Paweł, wystarczy — powiedział cicho. — Nie musisz jej tak traktować. — Paweł tylko wzruszył ramionami. — Przecież żartuję. — Ale ja wiedziałam, że to nie był żart.

Po świętach zaczęłam mieć koszmary. Śniło mi się, że tonę, że nie mogę złapać oddechu. Budziłam się zlana potem, a Paweł spał spokojnie obok. Pewnego ranka spojrzałam w lustro i zobaczyłam w nim kogoś obcego. Zmęczone oczy, przygaszony uśmiech, ramiona zgarbione pod ciężarem winy. — Kim się stałam? — zapytałam siebie szeptem.

Wtedy zadzwoniła Magda. — Aniu, musisz coś z tym zrobić. To nie jest normalne. — Ale ja nie miałam siły. — On mnie kocha, Magda. Po prostu chce, żebym była lepsza. — Magda milczała przez chwilę. — Miłość nie polega na tym, żeby cię łamać. — Te słowa długo dźwięczały mi w głowie.

Pewnego dnia, kiedy Paweł znowu przeglądał moje rzeczy, coś we mnie pękło. — Dość! — krzyknęłam. — Nie masz prawa mnie kontrolować! — Paweł spojrzał na mnie zaskoczony. — Co ci się stało? — zapytał. — Zawsze byłaś taka spokojna. — Już nie jestem spokojna. Już nie chcę być twoją lalką. — Wybiegłam z domu, nie oglądając się za siebie.

Zamieszkałam u Magdy. Przez pierwsze dni nie mogłam spać, bałam się, że Paweł przyjdzie, że będzie błagał o wybaczenie albo groził. Ale on tylko wysyłał mi wiadomości. — Wróć do domu. Przecież cię kocham. — Nie odpowiadałam. Złożyłam pozew o rozwód. Mama płakała, tata milczał, ale w ich oczach widziałam ulgę.

Rozwód ciągnął się miesiącami. Paweł próbował mnie przekonać, że to ja jestem winna. — Zawsze byłaś słaba, Aniu. Nigdy nie potrafiłaś być prawdziwą żoną. — Ale ja już nie wierzyłam w jego słowa. Każdego dnia odzyskiwałam kawałek siebie. Zaczęłam znowu spotykać się z przyjaciółkami, wróciłam do malowania, które kiedyś kochałam. Powoli uczyłam się oddychać.

Dziś, kiedy patrzę w lustro, widzę kobietę, która przeszła przez piekło, ale wyszła z niego silniejsza. Czasem jeszcze słyszę w głowie głos Pawła, który mówi, że jestem nieudolna. Ale już mu nie wierzę. Wiem, że to nie ja byłam problemem. To on szukał moich wad, żeby ukryć własne lęki.

Czy można nauczyć się ufać sobie na nowo, kiedy przez lata ktoś podcinał ci skrzydła? Czy naprawdę można pokochać siebie po tym wszystkim? Może wy też macie podobne doświadczenia…